SEBASTIAN FITZEK: ODPRYSK

20:30:00


Każdy kto oglądał kiedyś znany film w reżyserii niejakiego pana Shyamalana z pewnym hollywoodzkim aktorem w roli głównej (tytułu nie przytoczę wyłącznie z powodu resztek przyzwoitości grzechoczących w mojej zepsutej duszy), to nie musi już czytać Odprysku. Sebastian Fitzek okazał się bowiem wielkim fanem tej historii, czego wyraz dał niewątpliwie w swojej najnowszej powieści.

Chciałabym napisać o fabule tej książki coś, co będzie miało choć odrobinę sensu, ale obawiam się, że mogę zaoferować Wam jedynie zdania przypominające jakąś słabiutką analizę nierozstrzygniętego pojedynku szachowego Kasparowa z Karpowem z 1984 roku. Otóż żona i nienarodzone dziecko Marca Lucasa giną w wypadku samochodowym, a on sam, nie mogąc pogodzić się z tym tragicznym wydarzeniem, zaczyna interesować się kliniką oferującą swoim pacjentom wymazanie traumatycznych wspomnień z pamięci. Zapomnienie może być kuszące, ale bywa też niebezpieczne i chyba nie trzeba światłego przesłania płynącego z kart Odprysku, aby zdawać sobie z tego sprawę.

Romanse w Modzie na sukces, schemat rozmieszczenia sal na Wydziale Politologii UMCS czy nawet kadra Islandczyków wysłana na Euro 2016 wydają się proste do ogarnięcia w zestawieniu z wydarzeniami opisanymi w tej powieści. Tak naprawdę to od samego początku dreptałam śladami szalonych przygód Marca Lucasa, ale kompletnie ich nie rozumiałam. Nie wiedziałam czy to główny bohater choruje na głowę, czy może autor jest fantastą albo czy w końcu to mnie brakuje kompetencji niezbędnych do przyswojenia sobie tej historii. Pewna byłam jednego: było dziwnie.

Rzadko zdarza się, abym o przeczytanej książce nie miała zdania, ale tym razem tak właśnie jest - nie mam pojęcia po której stronie mocy powinnam się opowiedzieć, żeby dalej móc żyć w zgodzie ze sobą. W głowie mam pustkę, więc Odprysk polecę chyba tym odważniejszym spośród czytelników tego bloga. O, i kropka.

Sebastian Fitzek: Odprysk. Wydawnictwo Amber, 2016.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Amber.

Możesz przeczytać też:

0 komentarze