ŚLADAMI KOMISARZA MACIEJEWSKIEGO

22:03:00


Lublin ma taką swoją małą tradycję, która nazywa się Sezon Lublin. To wydarzenie rozpoczynające sezon turystyczny w mieście. Można wtedy za darmo odwiedzić wiele miejsc i skorzystać z atrakcji przygotowanych specjalnie na tę okazję. Warunkiem jest wcześniejsze zapisanie się, co nie jest wcale takie łatwe, bo większość miejsc znika chwilę po otwarciu zapisów. Tym większą radość sprawiło mi załapanie się na wycieczkę śladami komisarza Maciejewskiego, znanego z książek Marcina Wrońskiego

Jako że, tak się dziwnie składa, w życiu nie przeczytałam ani jednej książki o komisarzu Maciejewskim, co prawdopodobnie wyklucza mnie z grona prawdziwych Lublinian bardziej niż nieużywanie słowa "brejdak", wybrałam opcję dla średnio-zaawansowanych (dla początkujących nie było). 


Całe spotkanie rozpoczęło się na Moście Kultury i z tego miejsca pani przebrana za retro policjantkę i jej kolega, pan w retro stroju, poprowadzili nas, uczestników zabawy, na Kośminek. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że Kośminek jest dzielnicą Lublina, niekoniecznie zresztą zaliczaną do tych najbardziej uroczych. W każdym razie to ponoć właśnie tam komisarz Maciejewski bywał, i to bywał często. Po co? Ano chociażby po to, żeby odwiedzić pannę Krysię od, ekhm, garniturów. Panna Krysia mieszkała na dawnej ulicy Chlewnej, którą to nieco później zdecydowano się przemianować na ulicę Parkową. 



Potem przeszliśmy przez Park Bronowicki, przez który śpieszył swego czasu i komisarz Zyga, a śpieszył, i to niejednokrotnie, właśnie do uroczej panny Krysi. Wysiadał przy kościele zwanym potocznie kościołem Ave i mijał budynek dzisiejszego Hotelu Lwów, a dawnej Łaźni Miejskiej. 
My natomiast przemaszerowaliśmy stamtąd do miejsca, gdzie niegdyś znajdowała się bocznica kolejowa oraz fabryka samolotów Plagego i Laśkiewicza. Podobno ci, którzy czytają Wrońskiego w miarę regularnie, wiedzą w czym rzecz z całą tą fabryką. 
Nawiasem mówiąc, to właśnie tam, przy tej właśnie bocznicy kolejowej,  w czasie wojny wysiadali więźniowie transportowani z różnych części Europy do obozu koncentracyjnego na Majdanku. Ludzie ci ostatnie kilometry dzielące ich od tego strasznego miejsca pokonywali na piechotę. Często była to ostatnia droga w ich życiu i chyba właśnie dlatego zdecydowano się na zmianę nazwy ulicy, bodajże z Fabrycznej, na znaną dzisiaj wszystkim mieszkańcom Lublina Drogę Męczenników Majdanka
Dalej przeszliśmy w okolice ulicy Żelaznej, która była chyba bohaterką jakiegoś książkowego pościgu. 




Ostatnim naprawdę fajnym punktem programu było obejrzenie z wysokości wiaduktu na ul. Kunickiego dawnej Drożdżowni, w której miała miejsce finałowa scena którejś z książek Wrońskiego, a potem przejście na Dworzec Kolejowy, na którym komisarz Maciejewski bywał bardzo często.



Wycieczka śladami Zygi była dla mnie bardzo ciekawa i na pewno zmotywowała mnie do poczytania (wreszcie!) o jego przygodach. Dodatkową atrakcją były konkursy, w których można było wygrać książki ufundowane przez Wydawnictwo W.A.B. oraz coś w rodzaju krótkich scenek rodzajowych pomiędzy panią policjantką i jej kolegą ;-) 
Myślę, że ze spokojnym sercem mogę Wam polecić udział w podobnych wydarzeniach, o ile tylko macie trochę wolnego czasu i możliwość, aby w nich uczestniczyć. 

Możesz przeczytać też:

0 komentarze