EKRANIZACJA: SHADOWHUNTERS | SEZON 1

21:50:00



Napisałam "ekranizacja", bo brak mi innego, odpowiedniejszego słowa na określenie tej produkcji i zaznaczyłam, że mowa o pierwszym sezonie, bo już wiadomo, że będzie drugi.

Opcje są dwie - albo świat Nocnych Łowców jest tak trudny do przeniesienia na ekran, obojętnie - mały czy duży, że po prostu nie da się tego porządnie zrobić, albo zabierają się do tego nieodpowiedni ludzie. Nie wiem czy pamiętacie, ale jeśli nie, to przypomnę Wam, że mnie film jakoś szczególnie nie zniesmaczył. Oczywiście jego twórcy rozminęli się z oryginałem w zbyt wielu miejscach, ale i tak wyszło im z tego wszystkiego coś, co z braku lepszych zajęć można obejrzeć. Nie wiem za to co powiedzieć na temat twórców serialu, bo ich na tle kolegów z ekipy Haralda Zwarta poniosła iście ułańska fantazja. Co też w tych trzynastu odcinkach się nawydarzało! Myślę, że nie śniło się to nawet najwierniejszym fanom Cassandry Clare. Ale! To miała być luźna adaptacja, wizja scenarzystów i tak dalej. Chwytam i nie zamierzam się czepiać. Nie tego.


Zawrzało, jak Internet długi i szeroki, ale o dziwo zawrzało w jednym tonie, a mianowicie – kto i z jakich szalonych powodów zatrudnił tych aktorów? O ile na rozgrzeszenie zasłużyła większość grających drugo i trzecioplanowe role, o tyle Dominic Sherwood i Kat McNamara zostali odsądzeni od czci i wiary… a tak naprawdę to głównie od kołków i innych przedmiotów wykonanych z drewna. I słusznie. Naprawdę muszę się z tymi opiniami zgodzić. Sherwood jest kiepski, ale może dałoby się coś z niego wykrzesać, gdyby miał lepszą partnerkę. Dobry zawsze ciągnie w górę, jak to mówią, a pewien potencjał można w tym facecie dostrzec. Ale McNamara to najprawdziwszy dramat w trzynastu aktach. Jej twarz jest tak mało plastyczna, że zawstydziłaby samą Kristen Stewart. 

Efekty specjalne rzeczywiście są specjalne, porównywalnie kiepskich ze świecą szukać. Przypominają słabą grę komputerową, w której zabite potwory rozpadają się na małe, złociste kawałki i wszelki ślad po nich ginie. Twórcy Shadowhunters upchnęli w pierwszych odcinkach więcej zagrań tego typu niż dało się znieść bez narażenia się na ból głowy. W pewnym momencie można było nawet odnieść wrażenie, że Nocni Łowcy potrafią latać (!). Zresztą, patrząc na Jocelyn lewitującą w wielkiej mydlanej bańce… Przyznaję jednak, że im dalej w las, tym działo się lepiej. Nie wiem czy to kwestia przyzwyczajenia się, czy może jednak twórcy nieco ujarzmili swoją skłonność do neonowych kolorów, dużej ilości dymu i błyszczących eksplozji towarzyszących unicestwianiu demonów.

Od początku do końca nie wyszedł też twórcom serialu Jace. Główna obok Clary postać co prawda nazywa sama siebie Jace'm, ale nim z pewnością nie jest. Wszak Jace’a znamy nie od dziś. Ironiczny, pewny siebie, zabawny, wyrzucający z siebie cięte riposty niemal tak często jak Magnus Bane kolorowe iskry. Taki jest Jace. W serialu natomiast zupełnie odarto go z charakteru i może pomyślałabym nawet, że to kontrowersyjna (zabrać mu wszystko co fajne) wizja scenarzystów, gdyby nie obraz Jace’a, który wyłania się z wypowiedzi innych bohaterów. Ci ewidentnie mają go za chłopaka, którego doskonale znamy z książek. W takiej sytuacji nie sposób nie zatęsknić za Jamie’m Campbell Bowerem i filmową wersją Jace'a. 


Wygląda więc na to, że twórcom serialu nie wyszło nic, ale to, dziw nad dziwy, nieprawda. Wyszedł im Alec – nie wiem na ile przez przypadek, a na ile świadomie. Stawiałabym jednak na to pierwsze, bo naprawdę nie śmiem nawet przypuszczać, że to jego, jedną z najmniej lubianych postaci w książkach, uznali twórcy za dobrą na uczynienie podstawą całej historii. Z drugiej strony trudno mi też uwierzyć, że nikt z osób zajmujących się castingiem nie zauważył, że Matthew Daddario jest nie tylko lepszym aktorem od Dominica Sherwooda, ale i aktorem przystojniejszym, co w tej formule jest dość istotne. W końcu jak ten biedny Sherwood ma zostać idolem nastolatek i bożyszczem fanek, kiedy obok niego stoi Daddario. Stoi i wygląda.

Twórcy na pewno starali się wiernie oddać wygląd postaci książkowych w serialu, ale chyba przysłoniło im to trochę ogląd całości. Skończyło się na konsekwencjach mniej istotnych, jak nieco dziwny, pomarańczowy kolor włosów Clary, i na poważniejszych, jak zachwianie całą osią serialu, którą mieli być, jak zgaduję, Clary i Jace. Ja jednak nie narzekam. Nie od dziś bowiem wiadomo, że uwielbiam książkowego Magnusa i Team Malec, jaki tworzy z Alekiem. Dla tego duetu, który w serialu został przedstawiony niemal tak dobrze jak sam Alec, warto poświęcić chwilę i obejrzeć kolejny odcinek.

#TeamMalec ♥

Oglądaliście? Zgadzacie się ze mną? Dajcie znać!
Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony www.filmweb.pl. 


Możesz przeczytać też:

0 komentarze