DAN BROWN: KOD LEONARDA DA VINCI

20:13:00


Nieustannie zastanawia mnie, jak bardzo Dan Brown musiał być znudzony nauczaniem angielskiego w swojej dawnej szkole, że w jego głowie narodził się Robert Langdon, a dokładniej rzecz ujmując: pomysły na przygody Roberta Langdona. Bo o ile ceniony profesor Uniwerstetu Harvarda w tweedowej marynarce jest i powinien być wzorem dla wszystkich autorów pragnących stworzyć oryginalną i lubianą postać, o tyle to raczej nie on sam, a jego niesamowite przeżycia budzą największe zainteresowanie czytelników. 

W Kodzie zamordowany zostaje słynny kustosz Luwru, Jacques Saunière. Jego ciało odnaleziono w pozycji wyraźnie nawiązującej do Człowieka witruwiańskiego autorstwa Leonarda da Vinci. W związku z tym policja o popełnienie tego morderstwa zaczyna podejrzewać znawcę symboliki religijnej i historyka sztuki, Roberta Langdona, przypadkiem przebywającego w tym czasie w Paryżu. Tymczasem okazuje się, że sprytny kustosz, umierając, pozostawił więcej wskazówek mających doprowadzić do mordercy. Pytanie tylko, kto jest w stanie rozszyfrować skomplikowane wiadomości Saunière'a i dlaczego opiekun muzeum nie zdradził wprost, kim jest osoba odpowiedzialna za jego śmierć. Rozwiązania zagadki podejmuje się, z braku innej możliwości, Langdon, ale nieoczekiwanie z pomocą przychodzi mu Sophie Neveu, kryptograf z francuskiego biura śledczego. W pogoń za tą dwójką rusza policja, na czele której stoi przypominający byka Bezu Fache. Uciekinierów ściga też Sylas, członek tajemniczej organizacji, która wydaje się zamieszana w śmierć kustosza.

Dan Brown tworząc serię, której głównym bohaterem jest Robert Langdon, wkroczył na niezwykle grząskie tereny, zaskarbiając sobie przychylność jednych i skazując się na wrogość drugich. Mimo że historycy są zgodni co do fikcyjności opisywanych przez Browna wydarzeń z dziejów Kościoła i twierdzą zdecydowanie, że amerykański pisarz bazuje raczej na przeróżnych teoriach spiskowych niż na faktach, to jednak ziarno niepewności zostało zasiane i Kościół zdaje się być co najmniej zaniepokojony śmiałymi poczynaniami Browna. I jest to nawet w pewien sposób zrozumiałe, bowiem Brown jest w Kodzie Leonarda da Vinci  niezwykle przekonujący. Jestem jednak zdania, że żadnemu katolikowi nic poza świetną zabawą ze strony przygód Langdona nie grozi, o ile potraktuje je tak jak należy, czyli jako wytwór bujnej wyobraźni autora. 

Kod Leonarda da Vinci jest bowiem kawałkiem znakomitej literatury współczesnej, dokładnie takiej, z jaką większość z nas chciałaby się stykać częściej. Ta powieść to świetnie wykreowani, krwiści bohaterowie oraz wartka, pochłaniająca akcja, w której nie ma miejsca na odpoczynek – ani dla postaci, ani dla czytelników. Dan Brown stworzył historię zapierającą dech w piersiach i wydzierającą z tych piersi ostatnie, urywane oddechy. Wszystko w tej książce zostało przemyślane, wszystko ma swoje uzasadnienie, wszystko opiera się na skrupulatnie przygotowanym planie. To jak puzzle z sześcioma tysiącami elementów, które naprawdę trudno złożyć, ale które po wielu trudach w końcu łączą się w idealną całość. 

Nie mogę tej książki nie polecić, bo to danie, po którym ma się ochotę oblizać palce. To powieść wyjątkowa i godna przeczytania pod każdym względem, jaki przychodzi mi w tej chwili do głowy. Z pewnością nie za słynny zegarek z Myszką Miki znalazła się na liście BBC. A w każdym razie nie tylko z jego powodu.

Dan Brown: Kod Leonarda da Vinci. Wydawnictwo Sonia Draga, 2013.
Początek książki za darmo przeczytacie tutaj (klik). 

Możesz przeczytać też:

0 komentarze