MIRJAM MOUS: BOY 7

16:19:00


Rozgrzana słońcem łąka położona przy jeszcze bardziej rozgrzanej, asfaltowej drodze. Zwichnięta kostka. Plecak z paroma mało przydatnymi rzeczami i... kompletna pustka w głowie. Kim jestem? Skąd się tu wziąłem? Dlaczego niczego nie pamiętam? Oto w jakiej sytuacji znalazł się i z jakimi pytaniami musi zmierzyć się główny bohater Boy 7

Pomysł na akcję wydał mi się całkiem dobry. Od razu wyobraziłam sobie siebie w podobnej sytuacji. Siedzę gdzieś, w jakimś dziwnym, odludnym miejscu z bolącą nogą i zastanawiam się kim jestem i czemu mam nie dzwonić na policję. Bo widzicie, tytułowy Seven znajduje w swoim plecaku telefon komórkowy, a w nim nagraną wiadomość o treści bardzo wymownej, a mianowicie: żadnej policji. Co ciekawe, głos z poczty brzmi jak jego własny, ale czemu, do diabła, miałby nagrywać wiadomość samemu sobie? Czy to oznacza, że wcześniej spodziewał się stracić swoje wspomnienia? I o co chodzi w całym tym szaleństwie?

Akcja tej powieści toczy się w dobrym tempie, ale raczej nie wzbudza w czytelniku wielkich emocji. Obserwuje się to wszystko z boku, z pewnej perspektywy, z dystansem. Wcale nie ma się ochoty dać porwać wydarzeniom. Od początku czuje się, że ta historia ma charakter zwarty, prosty i prowadzący z punktu A do punktu B jak najłatwiejszą drogą. Ja odniosłam wręcz wrażenie, że książka jest adresowana do dzieci, a kiedy przeczytałam, że Mirjam Mous rzeczywiście specjalizuje się w literaturze dla najmłodszych, upewniłam się w tym przeświadczeniu. Być może właśnie z tego powodu brakuje w tej powieści emocji, które mógłby docenić nieco starszy czytelnik. 

Nie chcę przez to powiedzieć, że książka jest zła. Czytało mi się ją szybko i przyjemnie, a to prawie zawsze jest dla mnie plusem. Bohaterowie dali się lubić, zwłaszcza tytułowy Boy 7 i jego kolega. Lekko zdziwiło mnie tylko zakończenie, bo chyba nie do końca je zrozumiałam, a jeśli zrozumiałam, to tym bardziej jestem nim zaskoczona. Nie chcę Wam niczego spojlerować, ale w najlepszym razie nazwałabym je otwartym. Może pani Mous chciała zostawić sobie furtkę do ewentualnej kontynuacji? 

Podsumowując, cieszę się, że wybrałam akurat tę książkę na pierwszy dzień BookAThonu. Wypadła bardzo dobrze w roli rozgrzewki. Nic zobowiązującego, zwykła, lekka lekturka. Bezrefleksyjna, chociaż jak wspomniałam – przyjemna. 

Mirjam Mous: Boy 7. Wydawnictwo Dreams, 2012.

Możesz przeczytać też:

0 komentarze