FALKON 2015

13:57:00

W tym roku postanowiłam wreszcie zajrzeć na Falkon. Zbierałam się do tego od dość dawna, ale ostatecznie nigdy nie udało mi się dotrzeć na Festiwal Fantastyki. Teraz zresztą też było dość słabo, bo mogłam się na nim pojawić tylko pierwszego dnia. Ale! Przynajmniej zobaczyłam jak to wszystko wygląda. Już na wstępie muszę jednak zaznaczyć, że trochę się rozczarowałam.


Polowałam na panel, którego głównym bohaterem był mój ulubieniec, Severus Snape. Z racji przygotowań do gali Tytanów, która miała się odbyć następnego dnia i ostatnich konsultacji z moją ulubioną panią manager, nie mogłam pojawić się w budynku Targów Lublin o, powiedzmy, 14.00. Podobno kolejki już wtedy były gigantyczne, ale o 15.30 opanowane zostały wszystkie kasy. I bardzo dobrze! To rozumiem i z tego się cieszę, ale czemu te kolejki przesuwały się do przodu w tak ślimaczym tempie pojąć nie mogę. Kasjerzy pytali o imię, nazwisko, wiek, rodzaj biletu, a potem przyjmowali pieniądze i wydawali gotowy pakiet festiwalowy. Tyle. Jak długo może trwać taka procedura? Zdziwilibyście się. W każdym razie z Severusem Snape'm mogłam się pożegnać.



Być może już wtedy moje nastawienie, początkowo dość pozytywne, uległo zmianie. Kiedy weszłam do hali byłam nawet nie tyle rozczarowana, co wręcz rozgoryczona i ciągle gadałam o tym, jak to uciekł mi najlepszy panel ;-) Potem trochę mi przeszło, ale do dzisiaj (minął tydzień!) strasznie mi tego spotkania szkoda. W pierwszej kolejności skierowałam się do sekcji komputerowej, gdzie do woli można było grać w przeróżne gry. Nie odważyłam się odpalić żadnej ;-) Potem zrobiłam sobie rundkę po stoiskach z książkami, grami i gadżetami. Niektóre były naprawdę fajne! Najbardziej przypadły mi do gustu haftowane torby z cytatami z m.in. Harry'ego Pottera, wielkie kubki z przeuroczymi motywami książkowymi i gigantyczne plakaty w podobnym stylu.



Znalazło się trochę stoisk z samymi książkami, ale rabaty nie były jakieś powalające, więc trochę tylko po nich pobuszowałam i na tym się skończyło ;-) W ogóle uważam, że Falkon jest niezłą imprezą dla fanów gier komputerowych, znakomitą dla fanów planszówek i zaledwie taką sobie dla sympatyków literatury. Niemniej jednak na jakieś tam panele zajrzałam. 

Ten poświęcony postaci Johna Watsona (tak btw, co ma poczciwy doktor Watson do fantastyki?) był niestety dość słaby. Pomijam już fakt, że odbywał się w namiocie, w którym było zimniej niż w lodówce, pomijam też problemy z odtworzeniem prezentacji, ale brakowało temu panelowi "tego czegoś". Był właściwie nudny. Prelegentka, choć niewątpliwie sympatyczna, mówiła tak jakby się w ogóle nie przygotowała i opowiadała to, co akurat przyszło jej na myśl.


Na drugim panelu znalazłam się przez przypadek - po prostu porwał mnie tłum i wylądowałam w sali... do pokazów fizycznych. Dwóch średnio zabawnych gości prezentowało różne dość ciekawe eksperymenty (o ile wyszły). Niezłe dla zabicia czasu albo przeczekania do innego panelu. Momentami można się było nawet pośmiać. Ludziom się chyba podobało, bo sala była pełna, a ja stałam upchnięta gdzieś pod samymi drzwiami.



Ostatni panel był według mnie najlepszy, a dotyczył apokalipsy zombie i najodpowiedniejszej broni w razie takowego wydarzenia. Prelegent może nie porwał mnie swoją charyzmą, ale wydawał się dość naturalny i przyzwyczajony do przemawiania, a przede wszystkim względnie przygotowany. Miał też publiczność chętną do zabawy, więc wyszło to wszystko dość fajnie. I, ha, wiem co robić na wypadek spotkania z zombie, więc strzeżcie się, żywe umarlaki!




I to by było na tyle. Trochę mało jak dla mnie... może Snape byłby lepszy. Tak, Snape musiał być lepszy :-(

Możesz przeczytać też:

0 komentarze