ROBERT GALBRAITH: WOŁANIE KUKUŁKI

17:21:00


Gdybym była autorką Harry'ego Pottera i mogła do końca życia pławić się w jego blasku, to prawdopodobnie nigdy bym już niczego nie napisała. I pewnie z tego właśnie powodu nie mogłabym być pisarką z prawdziwego zdarzenia. Bo co to piosenkarz, który wypuścił na rynek jeden hit? I co to za autor, który wydał jedną książkę... chociaż autorka mojej ulubionej książki żadnej innej już nie napisała, więc może akurat ja nie powinnam tak stawiać sprawy. Wyobrażam sobie jednak, że taka myśl mogła pojawić się w głowie J.K. Rowling... a tak naprawdę to nie. Plotę bzdury. Tak naprawdę to myślę, że ona po prostu lubi pisać. I tyle. 

Napisała więc sobie Wołanie kukułki, bo się znudziła odcinaniem kuponów od swojej legendy. Skonstruowała kryminał jakich wiele. Całkiem dobry, nie da się ukryć, ale raczej nie wybitny. Stworzyła wielkoluda bez nogi, za to z dziwnym imieniem i nazwiskiem brzmiącym, uwaga, Cormoran Strike. Dała mu nieco zgryźliwy charakter i martwą modelkę, która wypadła ze swojego balkonu. I uczyniła go prywatnym detektywem z długami oraz tymczasową asystentką, Robin. Ta bystra dziewczyna potrafi korzystać z google'a i parzy niezłą herbatę, więc jest wszystkim tym, czego nasz bohater pragnie, a na co niestety go nie stać. I na tym opiera się cała akcja. 

Sama jestem zdziwiona faktem, że Wołanie kukułki przypadło mi do gustu. Czytało mi się tę książkę szybko i płynnie, a co jeszcze ważniejsze, byłam szczerze zainteresowana tym, co się w niej działo. Czegóż więcej mogłabym żądać od kryminału? Cormoran jest co prawda typowym głównym bohaterem serii kryminalnych, tj. został zwichrowany przez życie. Proteza nogi, rozstanie z dziewczyną, długi, nałogi, spanie w biurze. W autorach tego typu książek pokutuje przekonanie, że ich bohater musi być wyrazisty... i słusznie. Spójrzcie na Daniela Podgórskiego z Lipowa, a sami przekonacie się, co dokładnie mam na myśli. Od naszej gwiazdy nie odstaje też jego asystentka. Robin jest ładna, opiekuńcza, zaradna i sympatyczna. Idealna na to stanowisko. I pisząc "to", wcale nie mam na myśli stanowiska asystentki w biurze detektywistycznym.

U Rowling (tudzież Galbraitha) akcja płynie wartko. Cały czas coś się dzieje, a na jaw wypływają nowe fakty i poszlaki. Cormoran nieustannie walczy z bólem nogi i słabo się odżywia, przez co czytelnik po prostu musi zacząć go lubić, ale jego głównym zajęciem pozostaje zlecona mu sprawa, więc i akcja nie cierpi na przerywnikach w stylu "on znowu się nie ogolił". I wilk syty, i owca cała. Również zakończenie nie kuleje. Jest przekonujące i sensowne. Może nie jest szokujące oraz nie należy do gatunku tych, których za żadne skarby się nie spodziewamy, ale jest ok. Zupełnie zjadliwe.  

Nie mam za co skrytykować autorki, chociaż jej książka nie jest idealna. Bądźmy jednak poważni - ileż idealnych książek można w życiu napisać? Ustawmy poprzeczkę na ludzkim poziomie, bo i Rowling zdaje się człowiekiem z krwi i kości, pod warunkiem, że zapomnimy na chwilę, że to w jej głowie rozegrały się wszystkie Harry Pottery. Wedle normalnej skali napisała naprawdę porządny kryminał i w związku z tym jestem na tak. Daję zielone światło jej i Cormoranowi. 

Robert Galbraith: Wołanie kukułki. Wydawnictwo Dolnośląskie, 2013. 

Możesz przeczytać też:

0 komentarze