PRASÓWKA: KONTYNENTY | NUMER 3/2015

18:56:00


Zostałam niedawno poproszona o wybranie dla was kilku materiałów z najnowszego numeru magazynu Kontynenty. Zaczęłam więc czytać, przeglądać i obklejać swój egzemplarz kolorowymi zakładkami indeksującymi.
Być może niektórzy nie dostrzegą uroku w wyspie, która z lotu ptaka wygląda jak wielka, brązowa plama ropy na Oceanie Atlantyckim, ale ja, kiedy tylko przeczytałam tak sformułowany opis, zakochałam się w niej z miejsca. Relację Marka Pernala z pobytu na dziwacznej Sal, przeczytałam z uśmiechem na ustach. Jakie to musi być wspaniałe miejsce! Nie ma tam gór, rzek i niemal żadnej roślinności. Wszystko to, jeśli kiedykolwiek tam istniało, zabrał wiatr. Zamiast tego regularnie przynosi on masę piasku znad Sahary i rzesze surferów, windsurferów, kitesurferów oraz innych amatorów ogólnie pojętego żeglarstwa. Ja co prawda do nich nie należę, ale to nie zmienia faktu, że baaardzo, baaardzo chciałabym kiedyś zobaczyć na własne oczy ten ciekawy kawałek Wysp Zielonego Przylądka. W końcu to całkiem blisko!
Jeszcze nie skończyłam zachwycać się Sal, a moje oko już trafiło na szalenie wciągający tekst Mirosława Wlekłego na temat postrzegania koloru skóry na Dominikanie. To strasznie przykre, że w XXI wieku na świecie nadal jest miejsce na rasizm i... wstyd z powodu bycia czarnym, białym, żółtym, czerwonym albo mieszanym. Naprawdę, ludzie powinni się wreszcie ogarnąć.
Spore wrażenie zrobiły też na mnie fotografie Adama Pańczuka pt. Karczeby. Nie jestem znawcą profesjonalnych zdjęć, ale te naprawdę przykuły moją uwagę i polecam je obejrzeć każdemu. Opowiadają o ludziach silnie związanych z ziemią, czyli, w gwarze chachłackiej, o tytułowych Karczebach.
Jednak gdybym z całego numeru miała wybrać tylko jeden materiał, który skradł moje serce, byłby to tekst Piotra Jagielskiego na temat stadionu Highbury. Jak pewnie większość z was wie, uwielbiam wszystkie stadiony świata. Ten stary, na którym swoje mecze rozgrywał Arsenal, pamiętam dość dobrze. Dzisiaj w jego miejscu jest osiedle, ale osiedle wyjątkowe, bo kształtem przypominające stadion właśnie. Arsenal natomiast przeniósł się za róg, na widowiskowy Emirates Stadium.

"Gdy wchodzi się na wielkie stadiony, jak Old Trafford w Manchesterze, Camp Nou w Barcelonie, San Siro w Mediolanie czy madrycki Santiago Bernabeu, nie trzeba specjalnie wysilać wyobraźni, by ujrzeć znów geniuszy piłki nożnej: George'a Besta, Johanna Cruyffa czy Alfredo di Stefano. Ożywają w pamięci, biegają po zielono-czarno-białej płycie boiska. Jeśli stanąć na palcach i zajrzeć przez zamkniętą bramę pilnie strzeżonego osiedla Highbury Square, pamięć i wyobraźnię można wprawić w konfuzję. Tu, gdzie kiedyś było boisko, po którym biegali Tony Adams i Ian Wright, a Thierry Henry i Dennis Bergkamp wygrywali tytuł mistrza Anglii, nie przegrywając choćby jednego meczu i zdobywając sobie przydomek "Niepokonanych", jest teraz ogród i plac zabaw."*

Trochę smutne.

W najnowszych Kontynentach jest o wiele więcej tekstów, niż te o których wam wspomniałam. Dla magazynu piszą świetni autorzy, m.in. Wojciech Jagielski czy Andrzej Stasiuk. Do tego numeru przewidziany został też dodatek w postaci Grand Tour w Szwajcarii. Zdecydowanie muszę się kiedyś wybrać :-)

Wpis powstał dzięki współpracy z Redacją Kontynentów.
* fragment artykułu Ostatnie popołudnie na Highbury, Kontynenty, 3/2015. 

Możesz przeczytać też:

0 komentarze