COLLEEN HOOVER: HOPELESS

10:20:00


Hopeless to książka z rodzaju tych głośnych, przebojem wkraczających na rynek, wybijających okna w domach czytelników i wzbudzających więcej zachwytów niż zdjęcia bawiącego się ze swoją córką Davida Beckhama. Zanim sięgnęłam po najsłynniejsze dzieło pogromczyni nastoletnich serc, Colleen Hoover, przeczytałam na temat jej twórczości setki opublikowanych w wirtualnym świecie poematów. Aż w końcu nie mogłam tego dłużej zdzierżyć. Poddałam się i Hopeless zamówiłam. I ona do mnie przyszła. A potem nie było już nic. Nic specjalnego, niestety. 

Sky jest zwyczajną dziewczyną żyjącą w nietypowych warunkach. Nie ma telefonu, telewizora ani dostępu do Internetu. Nie pozwalają na to zasady ustanowione przez jej przybraną matkę, Karen. Pewnego dnia młodziutka panna Davis poznaje Deana Holdera, który ma wkrótce wywrócić jej świat do góry nogami. Dziewczyna po raz pierwszy w życiu zaczyna odczuwać pożądanie, o jakim do tej pory tylko czytała, a Holder z kolei ma wrażenie, że Sky kogoś mu przypomina. Razem próbują odkryć trudną i odesłaną w zakamarki umysłu przeszłość. 

Muszę przyznać, że trudno mi o prozie pani Hoover napisać coś innego poza tym tylko, że jest nudna. Akcja ciągnie się jak przysłowiowe flaki z olejem albo jak nieco mniej przysłowiowe nadzienie z kiepskiej jakości krówek. Może jeszcze nie pełznie po podłodze, ale niebezpiecznie balansuje na tej granicy. To o tyle irytujące, że przebiegu samej fabuły czytelnik jest się w stanie domyślić szokująco wcześnie. I potem już tylko czeka. Czeka aż coś się wydarzy. Aż Sky zapali się lampka nad głową. Aż powiąże koniec z końcem. Aż nastąpi jakiś punkt zwrotny. To wyczekiwanie jest tak męczące, że w międzyczasie może obejrzeć trzy filmy i dwa zaległe odcinki ulubionego serialu oraz zjeść minimum cztery obiady. Po jednym każdego dnia przedzierania się przez tę historię. Na tym polu Hopeless niesamowicie mnie rozczarowało.

Niestety nie lepiej sytuacja ma się z wielkimi emocjami, które z pewnością ta lektura miała u mnie wywołać. Historia Sky, choć wcale nieśmieszna, a niewyobrażalnie okrutna, została moim zdaniem przerysowana. Autorka uczyniła z niej zbiornik na wszystkie uczucia świata. Nie na wybrane, starannie wyselekcjonowane, przemyślane wrażenia, a worek ze wszystkim - płaczami, żalami, rozczarowaniami, urażeniami, rzucaniem się i patetycznymi przemówieniami, a także postanowieniami. To według mnie zaburzyło wiarygodność całej historii. Sprawiło, że stała się przez to mniej rzeczywista, jak jakaś okrutna bajka. 

Niewiele dobrego mogę też niestety powiedzieć o bohaterach. W moim odczuciu są płytcy, nijacy i zupełnie niechwytający za serce. Momentami wręcz denerwujący. Szorstcy, a jednocześnie upozowani na niesamowicie wrażliwych, co jest jednym z najmniej trafnych połączeń jakie znam. Nie obdarzyłam ich niechęcią, ale stosunek do nich mam raczej chłodny. A lubię ciepło. Uwielbiam być rozgrzana spotkaniem z nowymi bohaterami, bo to jedno z najprzyjemniejszych uczuć jakie znam. W Hopeless tego nie znalazłam.    

Na pewno nie jest to najgorsza książka młodzieżowa jaką przeczytałam, ale rozczarowana jestem niepomiernie. Może nawet nie samą twórczością Colleen Hoover, a bardziej jej nachalną reklamą. Czuję się oszukana przez te wszystkie ochy i achy, których się tyle nasłuchałam. I chociaż lubię głośne książki i namiętnie na nie poluję, to jednak w takich chwilach bywam na siebie zła za słabość do tzw. bestsellerów. Bardzo zła. 

Colleen Hoover: Hopeless. Wydawnictwo Otwarte, 2014. 

Możesz przeczytać też:

0 komentarze