CASSANDRA CLARE, SARAH REES BRENNAN, MAUREEN JOHNSON: KRONIKI BANE'A

19:53:00


Cassandra Clare nigdy nie przypuszczała, że Magnus Bane w tak wielkim stopniu skradnie serca jej czytelników, a przynajmniej tak podejrzewam. W zamierzeniu gwiazdą miał być przystojny i kąśliwy Jace. Moim zdaniem Wysoki Czarownik Brooklynu nie był nawet typowany na rezerwowego. Do tej roli został bowiem wybrany geekowaty Simon. Magnusowi pozostało odegrać zwykłego bohatera, który pojawił się, bo autorce akurat potrzebna była spełniająca marzenia złota rybka. A jako że entree miał niezłe, zaangażowała go w ciąg dalszy. Bo po co tworzyć nowe postaci, skoro da się wykorzystać stare, prawda? W końcu w tych kolorowych i błyszczących ciuchach Bane świetnie nadawał się na biseksualnego, oryginalnego Podziemnego, który mógłby sprowadzić na złą drogę poprawnego i nudnawego synka pary wywyższających się sztywniaków, którzy prowadzili Instytut w Nowym Jorku. Prawie jak Kopciuszek w wersji hardcore, i to z dużą ilością brokatu w tle. Clare nie poświęciła mu tyle czasu, ile swojemu ulubieńcowi i być może to właśnie dlatego Magnus uniknął marnego losu Jace'a, który z każdym kolejnym tomem Darów Anioła wpadał w bardziej filozoficzno-patetyczny nastrój, przez co ostatecznie skończył jako typowa ciepła klucha. Magnus tymczasem zachował fason. I to sprawiło, że dzisiaj jest jedną z moich ulubionych postaci pochodzących z działu z literaturą młodzieżową. 

Nie wiem jakie szanse dawaliby Magnusowi bukmacherzy. Dziwne ubrania, żel na włosach, dużo błyskotek, kocie oczy, humor godny pozazdroszczenia i brokat - czy to materiał na ulubieńca publiki? Okazało się, że tak. Cassandrze Clare udało się stworzyć ciekawą postać, która, co chyba najbardziej interesujące, stanowi połowę najlepiej przedstawionej w literaturze gejowskiej pary, z jaką kiedykolwiek się spotkałam. Może dlatego, że autorka postawiła na charaktery, na postaci, a nie na kontrowersyjną historię. Opisała uczucie rodzące się między Magnusem i Alekiem jako coś zupełnie normalnego i postawiła na ich drodze problemy typowe dla wszystkich jej par. Nie skupiła się na tym, że obaj są mężczyznami i nie złożyła na barki tego faktu całego wątku. Myślę, że do czasu aż inni twórcy nie zaczną brać przykładu z Clare, homoseksualizm nie pozbędzie się tej ostatniej nutki kontrowersyjności. W Kronikach Bane'a poznajemy początki tej relacji, ale także innych z długiego życia Wysokiego Czarownika Brooklynu. Ponadto dane jest nam zajrzeć za kulisy ważnych wydarzeń, których był udziałem i to jest naprawdę świetne. 

Wielką wadą tej książki jest natomiast pierwszy rozdział. Zupełnie nie pasuje do całości. Odstaje jakością, odstaje klimatem, odstaje humorem - odstaje wszystkim. Jest trochę tak, jakby znalazł się tam przez przypadek. Jakby ktoś się pomylił. Aż trudno uwierzyć, że przynajmniej w części wyszedł spod pióra Cassandry Clare. Ta świadomość jest tak niefajna, że niemal zwala z nóg. To okropny, okropny fragment, który nigdy, przenigdy nie powinien trafić do druku. Patrząc na swój egzemplarz tej książki widzę, po prostu widzę ten rozdział i serce mi krwawi. Ktoś musiał się pomylić, zaspać, wypić za dużo szampana, bo przy zdrowych zmysłach nie dało się tego przeznaczyć do publikacji. Czytając te bazgroły, byłam przerażona. Całe szczęście los oszczędził mi kolosalnego zawodu i obdarzył cierpliwością wystarczającą do przetrwania tego fragmentu. Dalej było już tylko lepiej, aż w końcu zrobiło się zupełnie swojsko i dobrze. Wróciła Clare, wrócił Magnus. I w końcu mogłam dowiedzieć się paru ciekawych rzeczy oraz, a może przede wszystkim, wypić z Bane'm kilka drinków pierwszej klasy.

Cassandra Clare, Sarah Rees Brennan, Maureen Johnson: Kroniki Bane'a. Wydawnictwo MAG, 2015.  

Swój egzemplarz Kronik Bane'a dostałam od Izy z bloga Dość poważnie, za co jej bardzo serdecznie dziękuję! :-) 

Możesz przeczytać też:

0 komentarze