AND THE OSCAR GOES TO...

07:35:00

Już od dawna moim wielkim marzeniem jest nadrobienie zaległości w klasyce kina. Przez większość znajomych jestem uważana za ignorantkę w tym temacie i wcale się temu nie dziwię! Obejrzałam w życiu tak mało filmów, że to aż nieprawdopodobne. Nie wiem czy pamiętacie, że kiedyś już miałam mocne postanowienie poprawy, ale nie wytrzymałam w nim zbyt długo. Zmotywujcie mnie jakoś, bo potrzebuję pomocy! :) Ostatnio obejrzałam trzy produkcje, które swego czasu zdobyły Oscara dla najlepszego filmu. Mam nadzieję, że to nie koniec...




Forrest Gump (1994)

Nie wierzę, że obejrzałam ten film dopiero teraz! Historia mężczyzny, któremu pomimo niskiego ilorazu inteligencji udało się osiągnąć w życiu sukces, zupełnie mnie oczarowała. To piękna i pocieszająca opowieść. Możliwe, że dla niektórych trochę za bardzo amerykańska, zbyt patetyczna, ale ja zawsze lubiłam takie obrazy. Prawie wszystkie moje ulubione filmy igrają z emocjami widza, bazują na próbie wzruszenia go, ale robią to z klasą. Nachalność jest odpychająca. Forrestowi Gumpowi udało się mnie kupić. Obejrzałam ten film z zapartym tchem i teraz już wiem, dlaczego jest tak powszechnie uwielbiany. Przeczytałam gdzieś, że ta produkcja już w momencie premiery trafiła do grona klasyków i cóż, słusznie! Poruszające kino z elementami humoru w najlepszym wydaniu. Doskonałe!

Moja ocena: 8/10



Ich noce (1934)

Obejrzałam ten film w ramach nauki angielskiego... i dlatego, że chciałam zobaczyć Clarka Gable w wydaniu innym niż niesamowity Rhett Butler. Nie zawiodłam się :-) Co prawda to właśnie ten uroczy drań i egoista, kapitan Butler, uważany jest za rolę życia króla Hollywood, ale jedynego Oscara w swojej karierze dostał za wcielenie się nie w niego, a w Petera Warne'a, dziennikarza przypadkiem spotykającego uciekającą przed zaborczym ojcem córkę milionera. Warne, węsząc dobrą historię, postanowił nie opuszczać jej na krok. Ściągnięcie przez niego koszuli w jednej ze scen doprowadziło do znacznego spadku sprzedaży tego elementu garderoby w Stanach Zjednoczonych ;-) Ich noce to film, który stworzył podwaliny dzisiejszej komedii romantycznej, ale naprawdę nie wiem jak coś, co wyglądało tak dobrze w latach 30., mogło ewoluować w coś tak nijakiego i banalnego, jak większość dzisiejszych produkcji przypisywanych do tego gatunku. W każdym razie Gable był uroczy i myślę, że dzisiaj nadal działa na kobiety prawie tak samo mocno, jak w czasach złotej ery Hollywood. Ja go uwielbiam! Bardzo dobry film. 

Moja ocena: 7/10



Amadeusz (1984)

Najsłabszy film spośród całej trójki. Historia życia genialnego Wolfganga Amadeusza Mozarta, opowiedziana przez jego wielkiego rywala, Antonio Salieriego. Długi i niezbyt porywający film o zazdrości, może niesprawiedliwości, a przede wszystkim o muzyce. Jest jej tu zresztą całkiem sporo i na tle innych elementów wypada chyba najlepiej. Przyznam, że Mozart w wydaniu ludzkim, kiedy nie przemawiała za niego muzyka, wydał mi się średnio zjadliwy i raczej śmieszny. Był geniuszem, pewnie jednym z największych w historii, ale jednocześnie człowiekiem rozkapryszonym, trochę zadufanym w sobie i żyjącym bardzo rozrzutnie. Tak został przedstawiony w Amadeuszu. Co więcej dodam, że pokazano go tu zupełnie nieciekawie. Lepiej wypadł przy nim Salieri, chociaż to przecież on miał być tym złym. Historia może i miała potencjał, ale moim zdaniem nie wyszło z tego nic dobrego. Nie wiem jakim cudem ten film dostał tyle nagród! Czy naprawdę niczego lepszego nie nakręcono w 1984 roku?

Moja ocena: 4/10

Zdjęcia pochodzą ze stron www.e-magnifier.pl oraz www.filmweb.pl

Byłabym bardzo wdzięczna, gdybyście polecili mi jakieś filmy, które warto znać. Nie muszą to być produkcje oscarowe. Wystarczy mi fakt, że w jakiś sposób was urzekły :-) I naprawdę możecie rzucać klasykami wśród klasyków, bo i tak pewnie ich nie oglądałam ;-) Pomożecie?

Możesz przeczytać też:

0 komentarze