GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE: Dzień 1

09:57:00

Góry Świętokrzyskie może nie są jakąś moją wielką miłością, ale lubię do nich wracać. W tym miesiącu spędziłam tam dwa dni i mimo że do zachwytów jest mi daleko, to wspominam ten czas całkiem miło. Pierwszego dnia pogoda była raczej średnia. Przed południem padało, a potem utrzymywała się wilgotna, mglista aura. Mam nadzieję, że wiecie co mam na myśli. W drodze do Św. Katarzyny wstąpiliśmy do miejscowości Ujazd, gdzie znajdują się ruiny olbrzymiego zamku Krzyżtopór. Za każdym razem kiedy go widzę, próbuję sobie wyobrazić, jak wyglądał w czasach swojej świetności. Budowla ma bardzo ciekawą historię. Jej pierwszy właściciel miał manię liczb i, jakby tego było mało, pecha. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj (klik). Naprawdę warto!

Niestety nie udało mi się zrobić ładnych zdjęć, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma ;-)



W Św. Katarzynie zajrzeliśmy do Muzeum Minerałów. Nie przepadam za przybytkami tego typu, ale myślę, że akurat tam warto zajrzeć chociaż na chwilę. Można też wziąć udział w warsztatach szlifowania lub czegoś w tym stylu i kupić sobie kamyk albo dwa na pamiątkę. 





Mimo że w Górach Świętokrzyskich byłam już kilka razy, to jeszcze nigdy nie udało mi się wejść na Łysicę, ich najwyższy szczyt. Tak jakoś wyszło. Większą popularnością cieszyła się zawsze Łysa Góra, czyli popularny Św. Krzyż, więc bardzo się ucieszyłam, kiedy w tym roku w programie zobaczyłam oba te szczyty, a nie tylko jeden.
Moja grupa swoją wędrówkę rozpoczęła we wspomnianej wcześniej Św. Katarzynie. W jej okolicach wychował się Stefan Żeromski i swego czasu ozdobił nawet miejscową kapliczkę własnym imieniem i nazwiskiem. Aktualnie ten akt wandalizmu sprzed lat jest oczywiście uważany za atrakcję turystyczną :-)
Na dole, zaraz za wejściem na teren Świętokrzyskiego Parku Narodowego, znajduje się źródełko z niesamowicie czystą i leczniczą wodą, która na dodatek spełnia marzenia, a jakże!


Pani przewodnik poinformowała nas, że każdy, kto nabierze trochę wody w usta i obejdzie z nią źródełko trzy razy, ma szansę na spełnienie jednego marzenia. Nie muszę chyba mówić, że prawie cała moja grupa urządziła sobie taki spacer :-)


Góry Świętokrzyskie nie należą do wysokich - przeciwnie, są dość niskie, ale za to mają w sobie jakiś klimat. Szliśmy i szliśmy i kiedy w pewnym momencie obejrzałam się za siebie, zrobiło się mrocznie ;-)


Sam szczyt nie zrobił na mnie piorunującego wrażenia, bo nie za wiele z niego widać - trochę drzew i słynne gołoborza, na dodatek nie tak imponujące jak te na Łysej Górze. Ale! Przecież to właśnie tutaj odbywają się sabaty czarownic! Wiedźmy z całej Polski zlatują się tu na swoich miotłach, a odróżnić od zwykłych kobiet można je tylko po spojrzeniu. To właśnie z tego powodu czarownice nigdy nie patrzą ludziom prosto w oczy.

Skoro już jesteśmy w temacie czarownic, to są one symbolem Gór Świętokrzyskich. Często przebierają się za nie przewodniczki, na stoiskach z pamiątkami można kupić sobie ich podobizny, a wieczorami dla dzieci organizowane są nawet sabaty! Najmłodsi zostają pomalowani i poprzebierani, a potem bawią się wspólnie do... czasu aż wychowawcy powiedzą "dość" ;-)


Łysica, mimo że jest najwyższym szczytem Gór Świętokrzyskich, liczy sobie zaledwie 612 metrów n.p.m. Tak jak już wspomniałam, jej wartością nie są raczej widoki ze szczytu, a to co na nim. No bo spójrzcie tylko. Czy to nie wygląda pięknie? :-)

Po zejściu zajrzeliśmy jeszcze na minutkę do Bodzentyna, ale szczerze mówiąc, ruiny tamtejszego zamku mnie rozczarowały. 


Tak upłynął nam pierwszy dzień. Potem pojechaliśmy na obiadokolację do ośrodka, a z okna mojego pokoju roztaczał się naprawdę ładny widok na Łysą Górę i stojącą na niej wieżę telewizyjną.

Pozdrowienia dla przemiłej pani przewodnik, Ewy, która zajmowała się moją grupą przez dwa dni oraz dla Marty z bloga Życie między wierszami, która zamieszkuje te przepiękne tereny. Myślicie, że patrzy ludziom w oczy? ;-) 

Możesz przeczytać też:

0 komentarze