LAUREN OLIVIER: Requiem

20:48:00

UWAGA! Mowa o trzecim tomie serii. Możliwe spojlery z poprzednich dwóch. 

Długo zbierałam się do zakończenia serii, która zapowiadała się bardzo dobrze, a okazała się zupełnie przeciętna. Pamiętam jaką obsesję miałam na punkcie pierwszego jej tomu, czyli Delirium. Pomysł na fabułę wydał mi się tak genialny, że chciałam po tę książkę sięgnąć niemal natychmiast po premierze. Jednak kiedy już ją dostałam w swoje ręce, okazało się, że wykonanie nie do końca sprostało moim oczekiwaniom. Druga część była podobna, a trzecia... trzecia wydaje się prezentować ten sam, właściwie nijaki poziom. W porządku, ale fajerwerków nie było i już chyba nie będzie. 

Alex okazuje się nie tak martwy jak mogłoby się wydawać. Ma do Leny pretensje o to, że tak szybko o nim zapomniała. Tymczasem Julian robi wszystko, aby przekonać do siebie dziewczynę i idzie mu to coraz lepiej. Trójkącik jak malowany. W tle zaczyna się rozróba. Wojska chcące wytępić Odmieńców. Odmieńcy planujący przedrzeć się do Portland i zburzyć mury. Brud, karabiny, krew, ogień i głód. Główne składowe rewolucji. Jak to wszystko się skończy?

Zastanawiam się czasem, czemu lubimy czytać takie historie. Co nas w nich pociąga... Mistrzami gatunku są, jakby nie było, Amerykanie. Oni zresztą lubują się w patosie. Kochają kiczowate filmy, w których Bruce Willis ze wzruszającym przemówieniem na ustach poświęca swoje życie dla ratowania świata, Liv Tyler na zmianę z Benem Affleckiem zalewają się łzami, a Billy Bob Thornton z zaciętym wyrazem twarzy nazywa Willisa bohaterem. W tle obowiązkowo wzruszająca muzyka. Lubią też swój własny hymn oraz swoich dzielnych Marines, strażaków, policjantów, a nawet swoich prezydentów, najlepiej w wersji "jesteśmy wspaniałym narodem, który wiele zniósł". Lubią też patos w książkach. Tworzą sztuczną, w ich mniemaniu chorą rzeczywistość, a potem za pomocą kilku bohaterów przywracają jej stary porządek. I ja to lubię, przyznaję z bólem. Mam słabość do ich słabych filmów, do ich patosu i do ich książek.

Z pewnością w Requiem sporo się dzieje. Bohaterowie ciągle są w ruchu. Sytuacja się zmienia jak w kalejdoskopie. Są kłótnie i problemy, ale wszystko to jest trochę płytkie. Lena nie potrafi się długo gniewać, szybko wybacza i zapomina, chociaż została nakreślona jako postać zawzięta. Niektóre, dość skomplikowane procesy, trwają śmiesznie krótko, a sama końcówka wręcz nie istnieje. Nie mówię jej kategorycznego "nie", bo otwarte zakończenia nie są takie złe jak się je maluje, ale zabrakło mi dopracowania tego elementu. Czyżby Lauren Olivier dokądś się śpieszyła? Kolacja? Mecz? Armageddon na kanale czwartym? 

Ogólnie seria prezentuje się całkiem nieźle, ale wyraźnie zabrakło mi w niej jakiegoś błysku. Wszystkie trzy tomy, łącznie z ostatnim, trzymały równy, przyzwoity poziom. Książki czytało się szybko i sympatycznie, ale niczego więcej o trylogii autorstwa Lauren Olivier powiedzieć nie mogę. 

"Zburzcie mury. (...) W przeciwnym razie nigdy nie poznacie piekła. Ale nie poznacie też nieba. Nie dowiecie się, co to znaczy oddychać pełną piersią, ani nie zaznacie radości latania."

Lauren Olivier: Requiem. Wydawnictwo Otwarte, 2013.
Początek książki przeczytacie za darmo tutaj (klik). 

Możesz przeczytać też:

0 komentarze