Noc Ekranizacji

21:03:00

Na Noc Ekranizacji wybrałam się dość spontanicznie. Przed południem Iza dała mi znać, że jej znajoma ma do odsprzedania dwa bilety na to wydarzenie. Zastanawiałyśmy się całe pięć minut :) Żałowałam tylko, że tego ranka nie pospałam trochę dłużej, chociaż miałam taką okazję. Tyle że skąd niby miałam wiedzieć, że przyjdzie mi spędzić noc w Multikinie? Dobrze, że mam je po drugiej stronie ulicy. Nie musiałam przynajmniej tłuc się przez pół miasta ;)

Uwaga, uwaga, Karriba strzela selfie!
Miałyśmy miejsca w ostatnim rzędzie i teraz już wiem, dlaczego one są zawsze najbardziej pożądane ;) Lepszy widok trudno sobie wyobrazić. Nie wiem czemu w mojej głowie utrwaliło się, że najfajniej siedzieć gdzieś na środku sali... 

Na początek zaserwowali nam Niezgodną, którą obejrzałam po raz piąty (uwielbiam ten film), a potem premierę, która tego dnia weszła do kin, czyli Zbuntowaną. Fajna produkcja. Może nie tak dobra jak pierwsza część, ale naprawdę porządna (więcej o niej napisałam tutaj). Zdecydowanie najsłabszym punktem programu był Intruz. Gdyby nie lubiany przeze mnie Max Irons, chyba nie wytrzymałabym do końca. Zostań, jeśli kochasz okazało się sympatycznym filmem. Nie mogę powiedzieć, żebym była jakoś szczególnie zachwycona, ale ogólnie było dobrze. 

Udało mi się nie zasnąć, chociaż zdarzyły się też dwa momenty kryzysowe. Pomógł kawałek czekolady i gorąca herbata od Izy :) Najgorzej zniosły wszystko moje... kolana. Siedzenia w Multikinie są wygodne, ale zostały tak zabudowane, że nie można w nich rozprostować nóg. Po prostu się nie da! Około siódmej rano, kiedy wszystko się skończyło, moje ciało było nieźle zmaltretowane. Niemniej jednak całość oceniam jak najbardziej na plus. Obie z Izą uznałyśmy, że to nie nasz ostatni taki wypad :)

O piątej rano nogi były już naprawdę zmęczone...
Lubicie maratony kinowe? :)

Możesz przeczytać też:

0 komentarze