VERONICA ROTH: Zbuntowana

19:59:00

Jeżeli znalazły się tu osoby, które jeszcze nie przeczytały poprzedniego tomu tej serii, to uprzejmie acz zdecydowanie sugeruję, żeby odpuściły sobie lekturę poniższego tekstu. W przeciwnym razie mogę zepsuć Wam, moi drodzy, całą zabawę. W zamian odsyłam Was tutaj

Każdego dnia premiery mają nowe książki. Dzień w dzień. Jedne cieszą się sympatią, większość przemyka gdzieś bez śladu, ale zdarzają się też takie, które odnoszą sukces. Sukces, który mierzy się milionami sprzedanych egzemplarzy, gadżetów i praw do ekranizacji, których premiery przez kilka lat rozgrzewają fanów na całym świecie do niemalże białej gorączki. To książki, które niekoniecznie są szalenie ambitne czy dobrze napisane, ale które wciągają i przede wszystkim zaspokajają jakieś, najwyraźniej dość uniwersalne, potrzeby czytelników. Zwłaszcza tych młodszych. To wyjątki. Był Harry Potter, był Zmierzch, a aktualnie królują Igrzyska Śmierci. W kolejce do tronu ustawiło się Pięćdziesiąt twarzy Greya, a gdzieś między nimi plasuje się Niezgodna

Pierwszy raz usłyszałam o tej serii, kiedy przeglądałam listę najlepiej zarabiających pisarzy na świecie. Jedynym nazwiskiem z pierwszej dziesiątki, które absolutnie nic mi nie mówiło, było Roth. A że znajdowało się na drugim miejscu, tuż za E. L. James, to postanowiłam zgłębić temat. Okazało się, że popularność książek Veronici Roth dorównuje w Stanach Zjednoczonych tym autorstwa Suzanne Collins, a nawet je przebija, podczas gdy u nas rzecz ma się zupełnie inaczej. Wydaje mi się, że sporo zmieniła ekranizacja i moda na nią. Nagle bowiem hasła Niezgodna, Zbuntowana i Wierna zaczęły intensywniej funkcjonować w polskich mediach. 

Pierwszy tom przygód Tris Prior spodobał mi się na tyle, żeby pójść do kina na film i przede wszystkim dowiedzieć się, co wydarzyło się dalej. A dalej był chaos. System zatrząsł się nieco w swych posadach, kiedy Erudyci, wykorzystując Nieustraszonych, zaatakowali Altruistów. To by było na tyle, jeśli chodzi o pokój. Tris, Cztery, Caleb, Peter i Marcus znajdują niezbyt pewne schronienie w siedzibie Serdecznych, ale trudno, żeby trzech byłych, skłóconych ze sobą w proporcjach 2 do 1 Nieustraszonych, jeden sadystyczny Altruista i naiwny Erudyta mogli długo pokojowo i w spokoju ze sobą egzystować. Tym bardziej, że ich świat się wali. Jakby z tych tylko powodów nie warto było ruszać w dalszą drogę, to na pewno należałoby to zrobić w odpowiedzi na komunikat Erudytów, że zaczęło się polowanie na Niezgodnych... a cóż, większość z naszej małej grupki może się pochwalić tym niezbyt szanowanym w społeczeństwie statusem.

Jedyną sensowną drogą, jak się wydaje, pozostaje zbratanie się z ignorowanymi dotychczas Bezfrakcyjnymi, którzy okazują się wyjątkowo dobrze zorganizowani, a ich przywódczyni jakby znajoma niektórym z naszej dość przypadkowo dobranej paczki zbiegów. Panie i Panowie: przedstawienie czas zacząć! Ta książka łączy w sobie tyle wątków, że trudno je spakować do jednego worka. Mamy alternatywną rzeczywistość, bezwzględną walkę o władzę i przetrwanie, wątek miłosny, zdrady najbliższych, ratunek sponsorowany przez wrogów, dużo akcji, strzelania, trupów i krwi, a na dokładkę jeszcze garść tajemnic rodzinnych. Spodziewajcie się wszystkiego.

Veronice Roth zarzuca się schematyczność w stosunku do Igrzysk Śmierci i o ile może w ogólnym rozrachunku rzeczywiście coś w tym jest, o tyle w szczegółach diabeł tkwi, a tu Roth przechadza się swoimi ścieżkami. Jednak zdecydowanie najlepsze, co autorka nam serwuje, to świat, w którym nic nie jest białe albo czarne. Tego u Collins nie ma. W Zbuntowanej dokładnie widać, że nikt, nawet główni bohaterowie, nie są pozbawieni wad, a racje czarnych charakterów czasem wydają się sensowne. To wprowadza trochę bałaganu, ale dodaje też ten magiczny składnik do całości, który sprawia, że nie zawsze zgadzamy się z Tris i że tak naprawdę nie wiemy, jakie postępowanie jest słuszne. 

Sama Tris wyśmienicie gra tzw. typową nastolatkę, chociaż taką przecież nie jest. Nikomu nie ufa, chce wszystko robić sama i nawet jeśli jej pomysły nie są złe, to sabotuje je swoją niecierpliwością i uporem maniaka graniczącym niekiedy z głupotą. Czytelnikowi naprawdę łatwo jest uwierzyć, że dziewczyna jest niezgodna, bo w każdej, dosłownie każdej możliwej sytuacji zachowuje się inaczej niż wszyscy, nawet jeśli ta inność nosi znamiona szaleństwa. Cztery wypada przy niej na spokojnego, rozsądnego faceta, chociaż przecież też wcale taki nie jest. 

Zbuntowana, podobnie jak Niezgodna, nie jest literackim dziełem sztuki. Momentami akcja wydaje się jakaś niespójna. Znamy motywację bohaterów, ale nie do końca pokrywa się ona z ich czynami. Niemniej jednak ta książka dała mi wszystko, czego oczekiwałam, czyli emocje, dobrą, prawie bolesną rozrywkę i apetyt na więcej. Dużo więcej.

Veronica Roth: Zbuntowana. Wydawnictwo Amber, 2015. 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Amber

Możesz przeczytać też:

0 komentarze