KATARZYNA PUZYŃSKA: Więcej czerwieni

17:10:00

Zabrzmi to pewnie dość niewiarygodnie, ale lubię tłumy. Wakacje zawsze spędzam w miejscach szalenie popularnych, gdzie nie można kupić dwóch gałek lodów czekoladowych bez odstania przynajmniej kwadransa w kolejce. Upodobałam sobie takie na przykład Bieszczady. Mówią, że trochę dzikie to okolice i rzeczywiście, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że z Ustrzyk Górnych do najbliższej Biedronki jest chyba z siedemdziesiąt kilometrów. Tak twierdzą miejscowi. Kim ja jestem, żeby się z nimi kłócić? Hamburgery kupuje się i zjada na łące, a sałata do nich zbierana jest na oczach kupujących. True story. Jedyne co tam przypomina cywilizację, to puszki coca-coli na każdej barowej półce. Ale! Spróbujcie wejść na szlak. Na Tarnicy, najwyższym szczycie tych niskich gór, panuje ścisk jak na porządnym, małomiasteczkowym targu. To samo na Mazurach, moim drugim wakacyjnym ulubieńcu. Ludzie, ludzie, jeszcze więcej ludzi. Na chodniku bez doskonale opanowanej i skoordynowanej ze swoimi towarzyszami pracy łokciami, nie ma szans dopchnięcia się do wody. Najmniejszych. 

Ale! Po co ten wstęp, zastanawiacie się i słusznie czynicie, zapewniam was. Po pierwsze dlatego, że lubię gadać, o czym zresztą wiecie najlepiej. Po drugie dlatego, że polska wieś jest spokojna i wesoła, jak to pisał Kochanowski Jan, ostatnio przeze mnie lekko znienawidzony, a w związku z tym idealna na wakacje. Wspaniała pogoda, niesamowita, letnia atmosfera, zapach żniw, lekki wiaterek znad jeziora, opcjonalnie dużego stawu, jak w przypadku mojej rodzinnej miejscowości. Żyć, nie umierać, za to palić grilla, opalać się na naprawdę świeżym powietrzu i chlapać w wodzie. Po co ja w ogóle wydaję pieniądze na wakacje, zastanawiam się w takich momentach. Ale! Koniec lokowania produktu. Do rzeczy, bo się trochę rozmarzyłam. Zapraszam was dzisiaj, na spółkę z Katarzyną Puzyńską, w okolice Lipowa, wsi może niezbyt spokojnej i niezbyt wesołej, ale i tak uroczej. A tam morderstwo! A nawet morderstwa dwa! I młodszy aspirant Daniel Podgórski oraz komisarz Klementyna Kopp na tropie seryjnego, bo dużo wskazuje na to, że to właśnie seryjny jest. 

Pewnego pięknego dnia na drodze wiodącej do kolonii Żabie Doły, zostaje znalezione ciało młodej dziewczyny, a dzień później, na tej samej drodze, tyle że bliżej Lipowa, drugie. Obie kobiety są nagie, obie pobite, obie mają poderżnięte gardła. Różnią się tylko tym, że jednej amputowano oczy, a drugiej uszy. Prokurator Jacek Czarnecki tworzy zespół śledczych, w skład którego wchodzi m.in. dwójka znanych nam już z Motylka policjantów i dawaj, rozwiązywać mi tę zagadkę, złapać mordercę. Zaczyna się wyścig z czasem, pod wiele mówiącym hasłem "zdążyć przed następnym trupem". 

Niedawno przeczytałam (tak to jest, jak się całą swoją życiową wiedzę czerpie z książek), że człowiek myśli dziesięć razy szybciej niż mówi. To jest właśnie największe przekleństwo ludzkości, moi drodzy, niemożność powiedzenia wszystkiego, co by się chciało. Pewnie dlatego na co dzień mówię tak szybko. Wyrzucam z siebie słowa i zazwyczaj brzmię przy tym jak karabin maszynowy na froncie, ale moi znajomi opanowali magiczną zdolność rozumienia mnie. Niemniej jednak kilka lat temu poznałam obecnego narzeczonego mojej koleżanki i on w pewnym momencie bardzo szczerze wypalił, że ja skończyłam już trzecie zdanie, a on dopiero pierwsze zaczął rozumieć, na co moja koleżanka odparła, że on się musi po prostu do mnie przyzwyczaić. Śmiejemy się z tego do dzisiaj. I właśnie teraz mam takie uczucie - jakbym miała milion myśli do wyartykułowania, ale wiedziała, że i tak nie dam rady tego zrobić. 

Ogólnie rzecz ujmując książka podobała mi się bardzo. Ale! Bo zawsze jakieś ale jest, o czym doskonale wie pani komisarz Kopp. Nie potrafię, chociaż bardzo chcę, przywiązać się emocjonalnie do głównych bohaterów. Są mi tak obojętni, jak wyniki ostatniej kolejki ligi chińskiej. Pewnymi względami darzyłam Klementynę Kopp, starszą panią, obciętą na jeża, wytatuowaną, noszącą ciężkie buty, olewającą konwenanse i nieco tajemniczą. W tym tomie można było poznać ją trochę lepiej i niestety nie zadziało to na jej korzyść. Odkrycie jakiejś postaci zawsze niesie ze sobą ryzyko, tak to już jest. Podobnie rzecz ma się z młodszym aspirantem Danielem Podgórskim. Zżycie się z nim jest po prostu wyczynem ponad moje siły. Nie dość, że sprawia wrażenie osobnika trochę ciapowatego (sama jestem wystarczająco ciapowata, żeby nie lubić tej cechy u innych), to jeszcze podejrzewam u niego brak jakiegokolwiek charakteru. Trudno, żeby taki człowiek był ciekawy. Jego nieskomplikowane podejście do życia i wyróżniający się samochód działają na plus, ale innych podobnych elementów brak. Weronika Nowakowska to moja kolejna bolączka. Ni to pies, ni wydra. Nawet znienawidzić jej nie umiem! Darzę ich wszystkich uczuciem najgorszym z możliwych - kompletną obojętnością. Gdyby Puzyńska ich uśmierciła, nawet bym się nie skrzywiła! To tak bardzo boli moje skłonne do literackich miłostek serce! Ale już bohaterowie drugoplanowi mieli potencjał (Dżo & Kamil Mazur). 

Być może ta obojętność wobec głównych bohaterów ma też związek z inną sprawą. Sprawą, którą poruszyłam już przy okazji pisania o Motylku. Wiem, że to jakiś osławiony model zachodni, ale serio, ile razy w ciągu dwóch dni można się dowiedzieć, że Grzegorz Mazur jest młodszym aspirantem z kolonii Żabie Doły, a Julia Zdrojewska panią psycholog? Ile razy trzeba to powtórzyć, żeby ta wieść dotarła do czytelnika? Raz? Dwa? Za dziesiątym załapałby nawet mój pozbawiony jednego ucha kot, który na dodatek większość dnia poświęca na spanie, a nie słuchanie moich żali! Oczywiście zabieg wielokrotnych powtórzeń sprawia, że z książek Puzyńskiej wyłania nam się coś na kształt stylu autorskiego, ale naprawdę nie wiem, jak to się może komuś podobać. Momentami czułam się jak idiota, któremu za każdym razem trzeba od nowa wyjaśniać, kto jest kim. Jak ja mogę poczuć więź z bohaterami, skoro oni cały czas są przedstawiani jak ktoś, kogo spotykam po raz pierwszy? Najbardziej przerażające jest to, że podczas lektury Motylka przeszkadzało mi to bardziej niż teraz. Jeżeli przy okazji kolejnego spotkania z lipowskimi policjantami w ogóle pominę ten aspekt, błagam, każcie mi przestać czytać Puzyńską. W przeciwnym razie blogerka Karriba z bloga Moda na czytanie znielubi siebie. 

Ale! Blogerka Karriba z bloga Moda na czytanie napisała przecież, że książka jej się podobała! Tak było. Blogerka Karriba z bloga Moda na czytanie nie żałuje ani jednej złotówki, którą wydała na Więcej czerwieni. Ta książka będzie stała na półce blogerki Karriby z bloga Moda na czytanie obok równie dobrego Motylka, dopóki ktoś tego egzemplarza blogerce Karibie z bloga Moda na czytanie nie ukradnie. Świetna, wartka, niesamowicie wciągająca akcja. Blogerka Karriba z bloga Moda na czytanie (macie dość?) znowu pochłonęła tę cegiełkę w ciągu jednej doby. Jak już blogerka Karriba z bloga Moda na czytanie (nie czepiajcie się, to tylko próbka stylu, o którym pisałam powyżej) zaczyna z Puzyńską, to musi skończyć, bo nie sposób się od jej książek oderwać. Tym razem blogerka Karriba z bloga Moda na czytanie była lepiej przygotowana niż poprzednim razem. Wtedy autorka powaliła blogerkę Karribę z bloga Moda na czytanie na kolana w ostatniej rundzie. Tym razem blogerka Karriba z bloga Moda na czytanie była lepsza. Dużo lepsza. Wiedziała już, czego może się spodziewać. Mordercę wytypowała bardzo szybko, prawie na samym początku. I co? I się udało! Czuje się taka dumna z siebie, że co chwilę powtarza sobie: "serio, Karriba, opanuj nieco tę emocjonalność". 

Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji zapoznać się z twórczością pani Kasi Puzyńskiej, to naprawdę, naprawdę polecam! Jedyna polska autorka, do której nie podchodzę w kategoriach "przeczytać czy nie przeczytać, oto jest pytanie". Oczywiście, za chwilę mi zarzucicie, że przecież ja nie czytam polskich autorów i naturalnie będziecie mieli rację. Ale! Zmienię to. Obiecuję. Zmienię to, bo, słowo daję, sądząc po twórczości Puzyńskiej, warto. 

Katarzyna Puzyńska: Więcej czerwieni. Prószyński i S-ka, 2014. 
Wyzwanie książkowe 2015: napisał ktoś przed 30, w tytule jest kolor

Możesz przeczytać też:

0 komentarze