CHRISTINA LAUREN: Piękny drań

17:13:00

Erotyki mnożą się nam niczym literackie wampiry po ukazaniu się na rynku Zmierzchu. Podoba mi się to czy nie, takie są fakty. Często pływam pod prąd, ale zwykle robię to przez przypadek. Nie wydaje mi się bowiem, żebym posiadała naturę buntownika. Nie mam w planach czepiania się i opierania. Ze spokojem godnym stoików postanowiłam przyjąć tę modę i dać jej szansę. Czytam już tyle chłamu, że jeszcze odrobina mi nie zaszkodzi, prawda? Z takim jakże typowym dla mnie optymistycznym nastawieniem, przystąpiłam do lektury Pięknego drania.

Chloe nienawidzi swojego szefa, a szef nienawidzi Chloe. Oboje jednak są na siebie skazani. Jej potrzebna jest dobra praca i duży projekt do poprowadzenia, a jemu utalentowany, ambitny, ogarnięty pracownik. W związku z tym jakoś się znoszą. Warczą na siebie, trzaskają drzwiami, nie szczędzą złośliwości, ale znoszą. I tak mijają dni. Aż do jednego takiego, w którym zdarza im się ze sobą przespać. Nie dosłownie, bo łóżka to my długo w tej książce nie widzimy, ale czy do seksu ktoś jeszcze naprawdę potrzebuje tego mebla? Zresztą! Mniejsza o szczegóły. Ważne jest to, że ich relacja musi się zmienić - myśli w takim momencie czytelnik obeznany ze standardami literatury erotycznej. I co? I źle myśli. Nadal na siebie warczą, nadal trzaskają drzwiami i nadal nie szczędzą sobie złośliwości. Stało się. Romans czymś mnie zaskoczył, dlatego w nagrodę napiszę, że jest dobry. Bo w istocie jest całkiem niezły.

Najsłabszą stroną tej książki jest warstwa językowa, a dokładniej rzecz ujmując, styl. Momentami niebezpiecznie zbliża się do mojego aktualnego mistrza w tej dziedzinie, czyli osławionej historii pana Christiana Grey'a i pewnej lubującej się w twórczości Thomasa Hardy'ego studentki. To jeszcze nie jest ten poziom, ale w słabszych momentach można poczuć namiastkę pióra E.L. James. Niewykluczone, że pracy domowej nie odrobił też korektor, bo zdarzyły się takie chwile, kiedy nie wierzyłam, że ktoś naprawdę dopuścił do druku zdania tak pokracznie poskładane. Na pocieszenie szybko dodam, że to mój pierwszy i ostatni zarzut względem tej książki.

Fabuła jest oczywiście przewidywalna, ale czepiać się tego nie wypada. Romans ma taką, a nie inną formułę i na tym stwierdzeniu zamierzam poprzestać. Ważne jest to, że autorki (panie mają wspólny pseudonim, stąd na okładce jedno nazwisko) potrafiły mnie czymś zaskoczyć. Ich bohaterowie nie są może uroczy i dający się łatwo lubić, ale przynajmniej wypadają dość wyraziście. Po pierwszym seksie nie tracą całej ikry i nie stają się śliniącymi się do siebie bezbarwnymi postaciami, bo seks nie ulecza ich w magiczny sposób z wzajemnej niechęci. 

Jeśli chodzi o opisy ich wspólnych zabaw, to Ana i Christian, a razem z nimi pani James, powinni szybko schować się pod łóżko i zamknąć oczy i uszy, bo Chloe i Bennett mogliby ich zgorszyć. Nie pojawiają się tu żadne kulki, rzemyki ani bicze, ale sceny seksu opisane są dużo ostrzejszym językiem i są też zdecydowanie lepiej skonstruowane. Bennett nie przejmuje się tym, czy Chloe jest wygodnie, nie rzuca tekstami w stylu "gdyby ci się nie podobało, ratuj się hasłem bezpieczeństwa" ani nie przejmuje się poprawnością stosowanego w takich momentach słownictwa. Chloe z kolei nie jest zahukaną pannicą, której co chwilę trzeba od nowa tłumaczyć, co się właściwie dzieje. Miód na me serce, tak umęczone miałkością Grey'a i bezbarwnością Any. 

Akcji za wiele tu nie mamy. Cała została zastąpiona seksem, seksem, seksem i jeszcze większą ilością seksu. Zdaje się jednak, że w tym rzecz, prawda? Bohaterowie przemieszczają się z miejsca na miejsce, a czasem nawet ze sobą pogadają bez kłócenia się... Co powinnam napisać na koniec? Że było nieźle? Było. Że to danie na jeden wieczór? A i owszem. Polecam, pod warunkiem, że jest się świadomym tego, po co się sięga i nie oczekuje się, że Piękny drań dostarczy emocji na miarę ambitniejszych lektur. 

Christina Lauren: Piękny drań. Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2015. 

Wyzwanie książkowe 2015: typowy romans, przeczytana w jeden weekend.

Możesz przeczytać też:

0 komentarze