MARKUS ZUSAK: Złodziejka książek

11:18:00


Złodziejka książek to kolejne tomiszcze, które upolowałam na fincie i kolejne, które musiało swoje odleżeć na mojej półce. W końcu wstawiła się za nim Marta z bloga Życie między wierszami i wtedy nie miałam już wyjścia - musiałam po nie sięgnąć. Czytałam je długo, bo prawie półtorej miesiąca (!). To mi się nie zdarza. Nigdy, nawet wtedy, kiedy książka jest zła. A jednak zdarzyło mi się tym razem i nie umiem wyjaśnić tego w żaden sensowny sposób.

Nie zastanawiałam się ani razu, jak musiałoby wyglądać życie śmierci, gdyby śmierć była człowiekiem. Zrobił to za mnie Markus Zusak. Narratorem jego powieści jest właśnie ona, a raczej on - śmierć. Opowiada nam historię niemieckiej dziewczynki, Liesel Meminger, która w czasach drugiej wojny światowej parała się złodziejstwem. Jej priorytetem nie była jednak kradzież jedzenia ani ubrań, tylko książek. 

Liesel pierwszy tom ukradła tuż po pogrzebie swojego małego braciszka, Wernera. Chłopiec zmarł w pociągu, w drodze do Molching, gdzie oboje z Liesel mieli zostać oddani na wychowanie do rodziny niejakich Hubermannów. Młody grabarz pracujący tego dnia przy pochówkach zgubił swój podręcznik. To właśnie ta książka padła łupem Liesel. Do Hubermannów trafiła więc bez brata, za to z Podręcznikiem grabarza w kieszeni. Był tylko jeden problem. Liesel nie potrafiła czytać ani pisać, mimo że miała wtedy dziesięć lat. 

Książki zafascynowały dziewczynkę do tego stopnia, że nie mogła o nich zapomnieć. Nie odpuściła, dopóki nie nadrobiła zaległości w edukacji. Słowa stały się dla niej sposobem na życie w ciężkich czasach, swego rodzaju świętością. To w ich towarzystwie aklimatyzowała się w nowym domu i zawierała przyjaźnie z dwoma chłopcami: z Rudy'm, sąsiadem o cytrynowych włosach oraz młodym, żydowskim chłopakiem, Maxem Vanderburgiem, którego jej przybrani rodzice ukrywali w swojej piwnicy. To słowa ratowała z płomieni pod groźbą surowej kary i to one w jakimś sensie potrafiły jej się odwdzięczyć tym samym.

To książka, której akcja toczy się w czasie wojny, ale napisana stylem tak prostym i lekkim, jakby traktowała jedynie o wiosennej pogodzie. Czyta się ją tak szybko, że naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć, jakim cudem przebrnięcie przez tę lekturę zajęło mi tak dużo czasu. Zusak porzucił sposób w jaki zwykle pisze się o wojnie, holocauście i śmierci na rzecz czegoś nowego, świeżego i absolutnie genialnego. Jako znana fanka prostoty graniczącej wręcz z grafomanią, muszę zaznaczyć, że czekałam na coś takiego. Na książkę, która nie będzie romansem paranormalnym, a której nie będę musiała tłumaczyć sobie w głowie z polskiego na nasze. 

Warstwa językowa to jedno, a kwestie merytoryczne to drugie. To, że Markus Zusak pokazał drugą stronę barykady, wydaje mi się naprawdę fantastyczne. W tej książce Niemcy nie występują wyłącznie w roli oprawców, ale i w roli ofiar. Zwykli, szarzy obywatele III Rzeszy nie mieli łatwo. Też musieli stawać przed trudnymi wyborami. Przywódca ich kraju oraz jego wyznawcy rozpętali wojnę, chociaż znaczna część tych ludzi wcale jej nie chciała. Nikt jednak nie pytał ich o zdanie w tej sprawie. Świetnie, że i ich sytuacja została tu pokazana. 

Na szczególną uwagę zasługuje nasz oryginalny narrator. Śmierć jest w tej książce tak uroczy, że jest to aż trudne do zniesienia. Okazuje się, że jest zabawny, ma niesamowicie trafne spostrzeżenia odnośnie ludzi i świata w ogóle, a poza tym pokazuje swoje uczucia... i przede wszystkim to, że je ma. Czasem współczuje ludziom, czasem z nich kpi, a czasem wydaje się zupełnie obojętny. Całą historię opowiada z dystansem do wydarzeń, ale takim trochę pozornym. Da się ewidentnie wyczuć, że los ludzi o których mówi, nie jest mu zupełnie obojętny i w chwilach słabości sam się nam do tego przyznaje. Takiej śmierci nie można się bać, można jej tylko ze zniecierpliwieniem wyczekiwać, nawet jeśli brzmi to co najmniej dziwacznie. 

Trudno mi sobie wyobrazić lepszy materiał na lekturę szkolną. To książka, która opowiada o ważnych wydarzeniach historycznych w sposób przystępny i ciekawy. Wiem, że za chwilę wyskoczy ktoś i zapyta, dlaczego lektury miałby sprawiać uczniom przyjemność, skoro nikt takiego założenia nie wysuwa w stosunku do takiej na przykład matematyki. Albo jeszcze inaczej - niech uczniowie czytają. My czytaliśmy, oni też powinni. Dziady to nasza historia, jak jej nie poznają, to co z nich wyrośnie? I jeszcze z innej beczki - każda książka uczyniona lekturą traci w oczach ludzi, więc kierując się logiką Pawlaka, po co mamy szukać nowych wrogów, skoro starzy są pod ręką? Z takim podejściem do niczego nie dojdziemy. Wychowamy sobie pokolenie półgłówków. Już to robimy. Uwierzcie, Polska nie zniesie większej liczby osób tak bezmyślnych, jak chociażby autorka tego tekstu. Nauki humanistyczne tym się różnią od ścisłych, że nie mają jednego, gotowego przepisu na sukces. Nie są skończone. Tak jak dwa plus dwa zawsze będzie równało się cztery, tak Cierpienia młodego Wertera dla jednych mogą być arcydziełem, a dla innych twórczością nie nadającą się nawet na podpałkę. Tymczasem kanon naszych lektur szkolnych wydaje się być czymś zamkniętym, czymś nie do ruszenia, mimo ciągłego gadania o potrzebach zmian. Jak dwa plus dwa. Czy to się sprawdza? Powiedziałabym, że tak, gdyby chociaż trzydzieści procent moich znajomych było w stanie wymienić przynajmniej pięciu bohaterów Pana Tadeusza albo jedno imię z Romea i Julii... poza Romeem i Julią. A wszyscy do szkoły chodzili i wszyscy ją skończyli.

Wracając do tematu głównego, bo z dygresją dobrnęłam już prawie do norweskich fiordów i z powrotem, uważam Złodziejkę książek za utwór wyjątkowo udany i poruszający. Takich chciałabym czytać więcej. Chciałabym, żebyśmy podążali tą drogą. Nie obchodzi mnie czy wyznaczył ją Żyd czy niemiecki Australijczyk. Idźmy tą drogą. Piszmy prosto i pięknie. Markus Zusak udowodnił, że na każdy temat tak można. Jestem tym zachwycona. 

Markus Zusak: Złodziejka książek. Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2008.

Książka pozwala mi na odznaczenie kolejnych trzech punktów z listy Książkowe wyzwanie 2015. Jej autorem jest mężczyzna, jej akcja dzieje się w czasie wojny, a na podstawie tej książki powstał film. Złodziejka książek jest też książką z mojej listy dwunastu książek do przeczytania w tym roku. 

Możesz przeczytać też:

0 komentarze