C. J. DAUGHERTY: Wybrani

19:15:00


Moja przygoda z Wybranymi przypomina poplątanie z pomieszaniem. Wygrałam kiedyś w konkursie trzeci tom z serii Nocna Szkoła, czyli Zagrożonych. Nie znałam poprzednich części, więc go wymieniłam, niezbyt szczęśliwie zresztą. Potem w oczy zaczęły mi się rzucać bardzo optymistyczne recenzje pierwszego tomu. Kiedy więc na fincie znalazłam korzystną ofertę jego zakupu, skorzystałam. Książka przeleżała na mojej półce kilka miesięcy, ale w końcu doczekała się swoich pięciu minut.

Któż z nas, moi drodzy, nie chciałby przeżyć chociaż jednego dnia bez dostępu do zdobyczy techniki? Bez telefonu komórkowego. Bez internetu. Bez telewizji. Odpowiedź jest prosta: ja. I milion innych osób pewnie również. Jakaż więc musiałaby być nasza rozpacz, gdybyśmy trafili do Akademii Cimmeria, szkoły dla bogatych dzieciaków, którym zabrano prawie wszystko, co działa na baterie albo dzięki podłączeniu do prądu i zostawiono w towarzystwie książek oraz gier planszowych. Mam dreszcze na samą tylko myśl o tym.

Allie Sheridan nie jest bogata, ale ma poważne problemy. W ciągu zaledwie roku aresztowano ją aż trzy razy. Rodzice nie wiedzą co z nią zrobić, jak z powrotem sprowadzić dziewczynę na dobrą drogę. Postanawiają więc wysłać ją do szkoły, na którą właściwie ich nie stać. Liczą, że Cimmeria pozwoli otrząsnąć się ich córce ze stanu, w który wpadła po zaginięciu ulubionego i jedynego brata, Chrisa. W Akademii dziewczyna wzbudza wiele skrajnych emocji. Zawiera przyjaźnie, ale i naraża się niektórym uczniom. No i rozkochuje w sobie dwóch (naturalnie niesamowicie przystojnych i zdolnych) chłopaków: przebojowego Sylvaina i nieco tajemniczego Cartera. Aby nie wiało nudą, autorka dorzuca też trochę tak zwanych niepokojących wydarzeń, które zaczynają nękać tę nietypową placówkę edukacyjną. 

Warto zauważyć, że te niepokojące wydarzenia nie wiążą się z żadnym wrednym czarnoksiężnikiem ani opętanym żądzą zemsty demonem. W tej książce nie ma magii, elfów, wróżek, wampirów ani latających mioteł. To młodzieżówka podobna do miliona innych, ale pozbawiona ciągle modnego elementu fantastyki, przynajmniej w klasycznym rozumieniu tego słowa. Trudno nie podziwiać C. J. Daugherty za zdolność napisania czegoś takiego, aczkolwiek wydaje mi się, że widać tu też wyraźnie inspirację Harry'm Potterem. Inspiracja ta jednak pozostała tylko inspiracją, bo autorka miała własny pomysł na tę historię. 

Główna bohaterka jest nieprzeciętnie irytująca, zwłaszcza na początku. Poznajemy ją jako zbuntowaną nastolatkę z czerwonymi włosami i zamiłowaniem do mocnego makijażu oraz ciężkich butów. Trzy kartki dalej jest już grzeczną dziewczynką, zestresowaną pobytem w nowej szkole. Przemiana niewątpliwie nastąpiła, ale niestety nie udało mi się uchwycić tego dziejowego momentu. Poza tym Allie zachowuje się jak typowa nastolatka, co samo w sobie nie może być przecież zarzutem, jako że nastolatką w istocie jest. Panów natomiast zaliczam na plus. Żaden z nich nie wychyla się poza szablon, ale nie sprawiają też, że chce się wyskoczyć z balkonu na czwartym piętrze, i to w pośpiechu. 

Akcja, mimo że toczy się w miarę nieprzerwanie, to jednak bardzo powoli. Nowe informacje są nam serwowane w postaci licznych przystawek. Tu jedna, tam druga. Autorka wodzi czytelnika, kusi go pełnowymiarowym obiadem, a on (czytelnik, nie obiad) jest przekonany, że ona w końcu pozwoli mu go zjeść. Nie pozwoli. Nie będzie wielkiego bum. Nikt dramatycznym głosem nie wykrzyknie: "a więc to tak!". C. J. Daugherty doholuje nas bezpiecznie do końca Wybranych i pozostawi z nadzieją, że sięgniemy po drugi tom, żeby wreszcie odebrać to, o co tak zaciekle walczyliśmy. A my, chcąc dowiedzieć się wszystkiego, będziemy musieli się skusić. 

Jeżeli chodzi o wątek miłosny, to został on przedstawiony całkiem nieźle. Wiecie, że trójkąciki w kontekście czysto romantycznym niekoniecznie mnie radują. To dobry materiał na erotyk i ten pomysł z pewnością wykorzystano już niejednokrotnie, ale jeśli chodzi o standardową literaturę młodzieżową... naprawdę nie wiem skąd w ogóle wzięła się ta moda. Zaczęło się od Zmierzchu? A może od czegoś innego? Jeden idealny bohater już autorkom (bo to zwykle autorki są) nie wystarcza. Teraz potrzeba aż dwóch, żeby czytelniczki (bo to zwykle czytelniczki są) miały dylemat, żeby popłynęły łzy, żeby trzeba było dokonać jakiegoś dramatycznego wyboru. Trudno. Niech będzie i tak. W każdym razie Wybrani pod tym względem nie prezentują się najgorzej. Myślę, że trzeba po prostu ustawić się po jednej stronie barykady i cierpliwie czekać. Ja wybrałam Cartera, ale wydarzenia z ostatnich stron książki nieco przychylniej nastawiły mnie też do postaci Sylvaina, więc czekam na ciąg dalszy.

Ta seria nie rozpoczęła się dla mnie tak, że odwrotu odwrotu od niej już nie ma, ale na pewno mogę o niej powiedzieć, że ma potencjał. Nie wiem co autorka uczyniła z nim w kolejnych tomach, bo chodzą słuchy o jakichś strasznych rzeczach, ale jestem gotowa zaryzykować i osobiście spróbować się tego dowiedzieć. 

C. J. Daugherty: Wybrani. Wydawnictwo Otwarte, 2013. 

Książka pozwala mi na odznaczenie czterech punktów z listy Książkowe wyzwanie 2015. Ma więcej niż 215 stron, jej autorem jest kobieta, ma tylko jedno słowo w tytule, a jej główny bohater ma imię na tę samą literę co ja :) 

Możesz przeczytać też:

0 komentarze