ANNA GRUSZKA: Splątany warkocz Bereniki

20:12:00


Po Zmierzchu mnożyły nam się wampiry, a po Pięćdziesięciu twarzach Greya mnożą się erotyki. Na potęgę. Często zastanawiam się, jak to możliwe, że tak słaba książka, jak ta napisana przez panią James, mogła odnieść taki sukces. Mam swoje teorie, ale chyba nie czas, aby o nich wspominać. Jedną z niezaprzeczalnych zalet tej książki jest jednak z pewnością to, że autorka ani razu nie nazwała głównego bohatera Christiankiem. Powody wydają się oczywiste. Grey miał rozpalać kobiecą wyobraźnię i pobudzać wszystkie komórki naszych ciał. Każda z nas miała być nim oczarowana w TEN sposób. Czy któraś z was, czytających ten tekst kobiet, miałaby ochotę ochotę na spotkanie w sypialni z jakimś Christiankiem? Szczerze wątpię.

Uważam, że pani Anna Gruszka strzeliła sobie w kolano tymi swoimi Piotrusiami, Pawełkami i Maciusiami. To mają być bohaterowie książki określanej mianem erotyka? Brzydki nawyk nałogowego wręcz zdrabniania męskich imion niebezpiecznie zalatuje mi Katarzyną Michalak w swojej najgorszej formie. Ale nawet Katarzyna Michalak w Mistrzu nie odważyła się nazwać swojego Raula Raulkiem. Bo jak Raulek może być obiektem seksualnym? Albo Piotruś? Piotruś może być w najlepszym wypadku naszym ośmioletnim synem. I jeszcze jedno - czy znacie chociaż jednego dorosłego faceta, którego nie wkurzają kobiety uparcie nazywające ich Andrzejkami, Marcinkami i Tomeczkami? No właśnie.

Ale! O czym ja w ogóle piszę? Przecież jeszcze ani słowa nie poświęciłam fabule. A w tej znowu mamy nieśmiertelny duet najlepszych przyjaciół - Berenikę i Piotrusia (sic!). Ich wzajemna zażyłość jest tak wielka, że większość znajomych uważa ich za rodzeństwo (i właściwie ma rację). Już na samym początku tej historii dowiadujemy się dwóch rzeczy. Zaczyna się od dużego mieszkania, które kupuje główny bohater po to, by chwilę później dowiedzieć się o swoim służbowym wyjeździe do Australii. Na półtorej roku. Pech, powiedzielibyśmy. I rzeczywiście. Piotruś wyjeżdża, a w jego nowym lokum niepodzielne rządy obejmuje Berenika. Postanawia wynająć dwa wolne pokoje dwóm wolnym facetom - Młodemu i Ziemkowi (synowi Wita!). Akcja skupia się na oczekiwaniu na powrót Piotrusia i na tęsknocie głównej bohaterki.

Ujmę to tak - tragedii nie było, ale arcydzieło to to nie jest. Pomijam już kwestię imion i nazewnictwa, bo to sprawa gustu (acz upieram się przy zdaniu, że gust tak zwanej większości został tutaj porządnie poturbowany). Dostałam do przeczytania egzemplarz przedpremierowy, przed korektą i redakcją, więc trudno, żebym się tu znęcała nad błędami i niedociągnięciami językowymi, ale naprawdę ciężka praca za ludźmi odpowiedzialnymi za przygotowanie tej historii do druku. Mam nadzieję, że wszystko udało im się poprawić i że w ostatecznej wersji całość prezentuje się lepiej.

Fajny był pomysł na akcję, a szczególne motyw rodzeństwa (nutka czegoś nieprzyzwoitego) i choćby z tego powodu warto zwrócić uwagę na tę książkę. Styl wymaga dopracowania, ale to już, wydaje mi się, kwestia praktyki. Tylko te Piotrusie... i żarty. Żarty typowych dwunastolatków, a nie trzydziestoletnich prawników i architektów.

Anna Gruszka: Splątany warkocz Bereniki. Wydawnictwo Papierowy Księżyc, 2014.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc

Możesz przeczytać też:

0 komentarze