Kosogłos, część 1 (2014)

21:09:00

Przed chwilą wróciłam z Kosogłosa i pomyślałam, że od razu, na świeżo, wam o swojej wizycie w kinie opowiem. Chociaż tak naprawdę to nie wiem, czy jest o czym opowiadać. Kiedy coś idzie źle, kiedy coś jest nie tak, mówi mi się o tym łatwiej. Wytykam błędy i znęcam nad twórcą czy twórcami jakiegoś dzieła. A kiedy wszystko jest dobrze lub nawet więcej niż dobrze, trudno mi coś na ten temat napisać. Bo niby co? Że było okay? Było.


Do kina poszłam z trójką znajomych ze studiów (pozdrawiam Asię, Beatę i Piotrka). Zasiedliśmy w ostatnim rzędzie sali numer jeden lubelskiego Cinema City i zamieniliśmy się w słuch oraz wzrok. Całe szczęście reklamy jakoś szczególnie się nie dłużyły (przy okazji - zobaczyłam teaser Zbuntowanej - jest okropny!). Po rozpoczęciu seansu przypomniałam sobie dlaczego tak bardzo lubię historię Katniss Everdeen. Ona jest, jak na standardy młodzieżówek, całkiem wartościowa. Np. w trzeciej odsłonie dobitnie wręcz pokazuje sposób działania mediów, które czasem mogą być bronią groźniejszą niż wielkie armie po zęby uzbrojone w najlepszą broń. Warto o tym pamiętać i nie wierzyć we wszystko, co nam tak ochoczo sprzedają.

Fabuła Kosogłosa, podobnie jak fabuły dwóch poprzednich części, charakteryzuje się niemal psią wiernością w odniesieniu do książkowego oryginału, więc nie widzę sensu, aby się nad tym rozwodzić. Rozwodzić bez końca mogę się za to nad bohaterami, którzy dzięki ekranizacji zyskali swoją twarz. To coś, czego pisać nie trzeba, a może nawet nie wypada, bo oczywiste jest aż nazbyt, ale po prostu muszę - Donald Sutherland jest genialnym aktorem. Nie widziałam jeszcze filmu z jego udziałem, w którym by się nie sprawdził. Dzięki niemu prezydent Snow jest taki, jaki powinien być - spokojny, elegancki, a jednocześnie groźny i okrutny. Kocham też Woody'ego Harrelsona za rolę Haymitcha i bardzo żałuję, że w tej części było go tak mało. Za to duża ilość scen z Gale'm nieco mi to rozczarowanie osłodziła. Nad zdolnościami aktorskimi Liama Hemswortha nie będę się pochylała, bo z całą pewnością nie byłabym w ich ocenie obiektywna. Wiecie, że uwielbiam tego gościa ♥ 

Osobne zdanie należy się głównej bohaterce obsady, czyli Jennifer Lawrence. Tak, ma ograniczoną mimikę. Tak, jest trochę sztywna. I tak, to mi się podoba. Katniss miała być taką właśnie trudną do zreformowania postacią. Miała być posłuszna, a jednocześnie czuć się z tym odrobinę niewygodnie. W jej przypadku jestem na tak. No jestem i już. 

Przesłuchałam soundrack do filmu i to chyba jedna z niewielu rzeczy, która w związku z tą produkcją nie wypaliła. Albo wypaliła średnio na jeża. Jedynym, według mnie, godnym uwagi utworem jest Yellow Flicker Beat autorstwa Lorde. Za to niekwestionowanym hitem internetu okazała się niespodziewanie piosenka, której Jennifer Lawrence nie chciała nawet nagrać, wątpiąc w swoje wokalne umiejętności. Całe szczęście ugięła się i powstało coś naprawdę wyjątkowego. 


Czy ty, czy ty... też nie możesz doczekać się wielkiego finału tej historii? 

Możesz przeczytać też:

9 komentarze

  1. Czy tylko ja się nie jaram Igrzyskami Śmierci?!
    To trochę smutne... :(
    Powinnam to zmienić!
    Ale prawda - soundtrack jest świetny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Liamem to ciężko się nie zachwycać, szczególnie kiedy gra tak genialną postać jak Gale ;) Razem idealnie do siebie pasują i ciężko oderwać wzrok :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam oczywiście w planach ten film, nie mogę się doczekać, aż go obejrzę, tak jak reszty ekranizacji serii Niezgodna ;). "Igrzyska" i "Niezgodna" to dwie najlepsze dystopijne serie według mnie.
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybacz ale przeczytałam tylko parę pierwszych zdań. Sama wybieram się wkrótce na film i nie chcę psuć sobie niespodzianki;)

    pokolenie-zaczytanych.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta jedna piosenka jest cudna! Cieszę się, że nie podłożyli Lawrence głosu Lorde, bo to by była katastrofa. I zgadzam się, że Sutherland jest genialnym aktorem. Aż przykro mi się zrobiło, gdy usłyszałam w jakimś wywiadzie, że jego życie już się kończy :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Wielka szkoda, że podzielili tę część. Ale cóż trudno. Do kina raczej nie pójdę. Poczekam na DVD i w zaciszu domowym obejrzę. A widzę, że warto.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam raczej mało pochlebne opinie. Do kina się nie wybieram, poczekam, aż będzie w telewizji.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tez czytałam, ze jest raczej słabo. I to dzielenie kolejnych części na jeszcze więcej części, aby tylko więcej zarobić... Czy naprawdę w Kosoglosie aż tyle się dzieje, ze trzeba było zrobić z tego dwa filmy?

    OdpowiedzUsuń
  9. Wersję papierową tej historii znam i bardzo lubię, ale filmu jeszcze nie widziałam - pewnie kiedyś... :)

    OdpowiedzUsuń