Ekranizacje #2

19:13:00

Czas chyba oszalał. Mamy już połowę listopada! Zanim się obejrzymy, nastanie rok 2050, naprawdę :) Dzisiaj będzie o ekranizacjach, które w ostatnim czasie obejrzałam. Jeśli nie macie co zrobić z niektórymi z tych długich wieczorów jakie funduje nam jesień, polecam dwa ostatnie filmy :)

AKADEMIA WAMPIRÓW (2014)

Rose Hathaway jest Dampirem i szkoli się w Akademii Św. Vladimira na strażnika. Jej spuścizna to ochrona Morojów przed krwiożerczymi wampirami, nieśmiertelnymi Strzygami.

Przeczytałam trzy lub cztery części Akademii Wampirów, ale ta seria jakoś szczególnie nie chwyciła mnie za serce. Richelle Mead pisze bardzo ogólnikowo, a tego nie lubię, więc trudno mi przekonać się do jej historii. Postanowiłam jednak obejrzeć film, który nakręcono na podstawie pierwszego tomu przygód Rose Hathaway. Bo jak to? Ja odpuszczę? Nigdy. A szkoda, bo film był okropny... może nie tak zły jak się spodziewałam (a z góry spodziewałam się maskary), ale i tak słaby. Pod pewnymi względami przewyższał jednak książkowy pierwowzór, a to zawsze należy zaliczyć na plus. Rose jest w filmie ładna i wygadana, czyli dużo znośniejsza niż w powieści, bo tam jej głupie akcje dosłownie przyprawiały mnie o ból głowy. Trzeba też przyznać, że cała historia jest przystępniejsza i sensowniej wytłumaczona niż ta na papierze. Okay, a teraz Dymitr... w tej chwili nie przychodzi mi do głowy nikt, kto wypadłby w tej roli gorzej od Danili Kozlovsky'ego. Czym kierowali się twórcy przy jego wyborze? Robi dobrą jajecznicę na planie filmowym? Ludzie, trzeba było zaprosić Gordona Ramsey'a. Nie wiem jak wam, ale mnie Dymitr przypominał profesora Moody'ego z Harry'ego Pottera... a chyba nie taki był zamysł twórców filmu. Poza tym postać dyrektorki szkoły wydawała się okropnie sztuczna i przerysowana, a coś, co nazwane zostało psycho-ogarami lub czymś takim, sprawiło, że na mojej twarzy zagościł wyraz totalnego zdumienia. A niełatwo mnie wprawić w osłupienie! Całość średnia, podobnie zresztą jak książki z serii, na podstawie której nakręcono ten film. O Akademii wampirów pisałam (bardzo emocjonalnie) tutaj

Moja ocena: 5/10

OSTATNIA PIOSENKA (2010)

Siedemnastoletnia Ronnie wraz z młodszym bratem spędza wakacje u ojca w domku na plaży. Wkrótce przy gnieździe morskich żółwi dziewczyna poznaje przystojnego Willa.


Bardzo lubię książki Nicholasa Sparksa, więc uważam, że naprawdę trudno byłoby zepsuć film, który powstał na podstawie którejś z nich. Nawet wtedy, kiedy główną rolę gra w nim Miley Cyrus. Już parę lat temu miała manierę robienia dziwnych min. I to chyba jedyna wada tego filmu ;) Bardzo dobra historia (ukłony w stronę pana Sparksa), fajny soundrack, znośni aktorzy (taaak, wiem, że wiecie, że mam słabość do Hemswortha dżuniora). Całość to taki wyciskacz łez, który mimo (wydawałoby się) dość banalnej fabuły, wcale nie sprawia, że mamy ochotę ukryć przed znajomymi chęć jego obejrzenia. 
Bura należy się autorowi opisu na filmwebie, który, obawiam się, nie oglądał filmu. Ronnie poznaje Willa przy gnieździe morskich żółwi? Bzdura. Ponadto ten opis sugeruje, że mamy do czynienia z jakimś tanim romansidłem, a wydaje mi się, że ten film ma jednak do zaoferowania nieco więcej. Nie jest to kino jakichś szczególnie wysokich lotów, ale porusza, a to przecież najważniejsze. O książce pisałam tutaj

Moja ocena: 8/10

JEDEN DZIEŃ (2011)

Emma i Dexter postanawiają spotykać się co roku tego samego dnia. Kontynuują swoją przyjaźń przez 20 lat.

Książka urzekła mnie niesamowicie i chciałam w końcu sprawdzić, czy z filmem będzie podobnie. Było. Może nie miałam takiego kaca jak po lekturze powieści Davida Nichollsa, ale i tak czuję się więcej niż usatysfakcjonowana tym seansem filmowym. Myślę, że cały urok tego obrazu tkwi w historii, którą on opowiada. Aktorzy grają nieźle, muzyka jest fajna, plenery miłe dla oka, ale to fabuła dodaje smaku tej filmowej sałatce. To taka piękna opowieść! I taka piękna przyjaźń! Nie wiem czy na jej wspomnienie powinnam się uśmiechać, czy ronić łzy. Polecam wam przede wszystkim książkę, która jest genialna, a potem również zapoznanie się z jej ekranizacją, bo po prostu daje radę. Chciałabym trafiać na więcej takich historii - uroczych, wzruszających, słodko-gorzkich... O znakomitej powieści Davida Nichollsa pisałam (będąc w ekstremalnie melancholijnym nastroju) tutaj.

Moja ocena: 8/10 

Mam nadzieję, że przed wami miły wieczór. Ja spędzam go z bratem. Zamierzamy obejrzeć jakiś film i wypróbować różowego Somersby ;) Bez szaleństw, bo jutro czeka mnie pobudka o 4.30 (!!). Bawcie się dobrze! :)

Możesz przeczytać też:

11 komentarze

  1. Nie wytrwałam nawet połowy "Akademii..." :/
    Masakra :/
    Strasznie sztuczne to wszystko było.

    OdpowiedzUsuń
  2. Najbardziej z tych wszystkich podobał mi się Jeden dzień. Co do Akademii... sama się już wypowiadałam, natomiast powiem ci, że przy drugim razie było zabawniej. Może dlatego, że nie oglądałam go wtedy sama ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Akademii wampirów" nie oglądałam ani nie czytałam, nie wiem może obejrzę, chociaż nie jestem pewna. "Ostatnia piosenka" mi się bardzo podobała, za to "Jeden dzień" strasznie mnie nudził...

    OdpowiedzUsuń
  4. Oglądałam AW, myślałam, że będzie gorzej niż było, mimo to książka była oczywiście lepsza.

    OdpowiedzUsuń
  5. O Boże, ale wstrętny plakat ma ta Akademia Wampirów! Sama książek nie czytałam (ani nie oglądałam filmu), chociaż nasłuchałam się o nich mnóstwo. Pozostałe dwa filmy oglądałam, chociaż jakoś mało zapadły mi w pamięć.. :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Książkę "Jeden dzień" mam od dłuższego czasu w domu. Muszę ją przeczytać,a potem obejrzę film.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie sie podobała "Ostatnia piosenka", ale w wersji papierowej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Akademia wampirów jako ekranizacja to kompletna klapa w mojej ocenie, zbytnio wszystko przerysowali i zbytnio zniszczyli moją jedną z ulubionych serii

    OdpowiedzUsuń
  9. 'Jeden dzień' chyba oglądałam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Widziałam dwa ostatnie i oceniam je w zasadzie dokładnie tak jak ty :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja chciałabym, żeby te jesienne wieczory były jeszcze dłuższe. Wtedy chętnie obejrzałabym, a nawet przeczytała "Jeden dzień".

    OdpowiedzUsuń