John Green: Gwiazd naszych wina

16:48:00

Szesnastoletnia Hazel choruje na raka i tylko dzięki cudownej terapii jej życie zostało przedłużone o kilka lat. Jednak nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół, nie funkcjonuje jak inne dziewczyny w jej wieku, zmuszona do taszczenia ze sobą butli z tlenem i poddawania się ciężkim kuracjom. Nagły zwrot w jej życiu następuje, gdy na spotkaniu grupy wsparcia dla chorej młodzieży poznaje niezwykłego chłopaka. Augustus jest nie tylko wspaniały, ale również, co zaskakuje Hazel, bardzo nią zainteresowany. Tak zaczyna się dla niej podróż, nieoczekiwana i wytęskniona zarazem, w poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze pytania: czym są choroba i zdrowie, co znaczy życie i śmierć, jaki ślad człowiek może po sobie zostawić na świecie Wnikliwa, odważna, pełna humoru i ostra Gwiazd naszych wina to najambitniejsza i najbardziej wzruszająca powieść Johna Greena. Autor w błyskotliwy sposób zgłębia w niej tragiczną kwestię życia i miłości.

Długo zbierałam się, żeby uzewnętrznić się na temat tej książki. Wszystko dlatego, że zupełnie nie mam pomysłu na to, co mogłabym wam o niej napisać. Nie wiem czy mi się podobała ani czy jest dobra. Nie mogę jednoznacznie powiedzieć "tak" albo "nie". Siedzę więc przed ekranem komputera i... patrzę na migający kursor, nakładam dziesiątą warstwę lakieru na swoje paznokcie i myślę. A myśleć, jak wiecie, nie lubię. Książki nie służą mi do pobudzania szarych komórek. Książki służą mi za rozrywkę. A jak powieść traktującą o uczuciu między dwoma młodymi, chorymi na raka osobami można traktować jako umilacz czasu? No właśnie. Pytanie dnia brzmi więc tak - po co się tak skrzywdziłam? 

Czasem sobie wyobrażam, jakby to było miło, gdyby ktoś każdorazowo przykładał mi do skroni spluwę i mówił: masz to przeczytać! Wtedy mogłabym winę za dobór lektur zrzucić na kogoś innego i byłby spokój. Jednak w przeważającej liczbie przypadków nikt nie grozi mi bronią i odpowiedzialność za swoje wybory ponoszę wyłącznie ja sama. A wybranie Gwiazd naszych wina było prawdopodobnie błędem. Nawet mimo miliona hurraoptymistycznych recenzji, mimo tysiąca zachęcających spojrzeń i paru sklepowych promocji obejmujących Johna Greena. 

Gus to fantastyczny chłopak, a Hazel nie sposób nie polubić. Ich historia jest piękna w swoim tragizmie, ale... stwierdzam serce na ścianie, bo John Green. Jest uzależniony od melisy? Chodzi na wyciszające zajęcia z jogi? Emocje wyprał w pralce z Searsa? O co chodzi? Opisał to wszystko tak, jakby opowiadał o pogodzie za oknem, która jest co prawda ładna, ale przecież nie ma co się przesadnie nią ekscytować. Taki styl ma oczywiście swój urok, ale nie zmienia to faktu, że podczas lektury czułam się, jakbym czytała instrukcję obsługi swojego nowego komputera w trakcie krojenia cebuli. Czy ten facet chce, żeby mi zmysły sfiksowały? Jego dziwaczny zabieg dał mi się we znaki już w Szukając Alaski, ale w tej książce przybrał po prostu jakieś absurdalne rozmiary.

Jako się rzekło, moje serce spływa właśnie ze ściany, a mózg lekko wariuje. Nie lubię nie mieć zdania na temat książki, którą przeczytałam. Zwłaszcza, kiedy miało to miejsce tak niedawno. To irytujące, a nawet męczące. Jak zacznę mieć koszmary nocne w związku z tą sprawą, to pozwę Greena do sądu... albo gdzie tam można Greena pozwać. Tymczasem z zachowaniem pełnej ostrożności stwierdzę, że Alaska podobała mi się bardziej. Co wcale nie znaczy, że GNW mi się nie podobała... rany, chyba będzie lepiej, jak jednak zamilknę. 

John Green: Gwiazd naszych wina. Wydawnictwo Bukowy Las, 2013.

Gwiazd naszych wina [John Green]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Książka dostępna jest w ofercie serwisu Legimi (klik). Tą informacją przypominam wam o trwającym na moim blogu mini-konkursie (klik)!
Opis książki pochodzi ze strony www.lubimyczytac.pl. 

Możesz przeczytać też:

17 komentarze

  1. To chyba pierwsza taka opinia o tej książce z jaką się spotykam. Wszystkie inne były batdzo, ale to bardzo zachwalające. Ba. To bawet za mało powiedziane. Chyba nikt nie napisał o tym, że Green nie wykorzystał alego swojego talentu pisarskiego i nie wycisnął emocji do końca i trochę szkoda. Niemniej jednakjestem jej straszliwie ciekawa i już się nie mogę doczekać, kiedy ją przeczytam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również opinia o książce zdziwiła :O W każdym bądź razie mimo to sięgnę po nią w wolnym czasie, film widziałam i mi się podobał ;)

      Usuń
  2. Widać, że nie jestem sama w swojej opinii.
    Ja książki nie czytałam - obejrzałam film, który był dobry, ale nie zachwycający.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wolę mieć negatywne zdanie na temat danej książki niż nie mieć go wcale, choć przeczytałam. Uważam tak jak Ty. Historia jak historia, całkiem dobra, może zainteresować czytelnika, choć niczym się nie wyróżnia. Asem w rękawie autora miały być emocje, a tych tutaj niestety zabrakło. Tym razem stwierdzam, że ekranizacja bije książkę na głowę. Płakałam, wzruszałam się, śmiałam. Nie to co przy książce. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jestem daleka od zachwytów nad tą książką... to miał być wyciskacz łez i to się wyczuwa, co sprawiło, że czytałam ze znieczulicą i w sumie mam tak ambiwalentne uczucia jak Ty

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, totalnie mnie zaskoczyłaś tym brakiem emocji podczas czytania.. ja tę książkę zupełnie inaczej odebrałam, ale może to wina tego, że teraz temat został przewałkowany z każdej możliwej strony i jakkolwiek dobrze by nie było, po tylu zachwalających opiniach to nadal będzie za mało...

    OdpowiedzUsuń
  6. Może i Green pisze bez emocji. Nie wiem, bo przeczytałam z jego twórczości "Tylko gwiazd naszych wina" i coż... jak dla mnie ta ksiażka była pełna emocji, a to, że przy niej płakałam chyba o tym świadczy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja zazwyczaj mam problem ze zrecenzowaniem książek, które są "modne", pojawiają się na co drugim blogu i mam wrażenie, że powiedziano o nich już wszystko, co było można. A tę książkę przeczytam, ale jeszcze trochę poczekam;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie ta książka pewnie w ogóle by się nie spodobała, gdyby nie druga część ksiażki (bo podzieliłam ja sobie na dwie czesci), a także sam koniec, który wycisnął łzy z moich oczu. JEstem ciekawsza "Szukając Alaski". Jest to kolejna ksiażka Greena, którą w przyszłości przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka mi się podobała, ale mnie nie zachwyciła i chyba stąd wynika mój największy żal...

    OdpowiedzUsuń
  10. Do tej pory spotkałam się z samymi pozytywnymi recenzjami. Dobrze jest czasem przeczytać recenzje innej strony.

    OdpowiedzUsuń
  11. Język wyprany z emocji..? Może udałoby mi się więc przeczytać tego typu książkę nie zalewając jej potokiem łez :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty byś się popłakała, tylko Green pozostałby twardy do końca :D

      Usuń
  12. Hm... Gwiazd naszych wina wywołała ogólną euforię, ale bardzo wiele osób o jego kolejnych książkach wypowiadało się tak, jak Ty o tej- że bez emocji, wszystko opisane tak dziwnie... Może styl pisarza się w końcu nudzi? Ja zamierzam się nad lekturą jeszcze zastanowić.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak. Green umie zrobić wrażenie na czytelniku

    OdpowiedzUsuń
  14. W pełni Cię rozumiem , także miałam mieszane odczucia co do tej książki . Niby świetna , ale czegoś w niej zabrakło , chyba oczekiwałam czegoś lepszego po tylu pozytywnych recenzjach . "Papierowe miasta" podobały mi się bardziej ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. moim zdaniem Green zrobił to dobrze, ja tam widzę wiele emocji i właśnie cieszę się, że nie był to taki nachalny wyciskacz łez. lubię tę książkę.

    OdpowiedzUsuń