Lauren Weisberger - "Portier nosi garnitur od Gabbany"

19:34:00

Nie każdy nadaje się do pracy w PR. Prawdopodobnie jest to oczywiste dla tych osób, które kiedykolwiek miały z PR coś wspólnego. Cała reszta ludzi myśli na ogół, że to tylko trochę gadania przez telefon i masa burz mózgów, rozpisywanych kolorowymi flamastrami na białej tablicy. Nic skomplikowanego, zwłaszcza biorąc pod uwagę te hektolitry kawy, stosy zakładek indeksujących w oczojebnych kolorach oraz rząd okularów w grubych oprawkach i czerwonego lakieru do paznokci. I coś w tym jest. Tyle że praca w PR to praca z wyobraźnią, logistyką i przede wszystkim z ludźmi. Całą masą ludzi. Różnych.

Ci właśnie ludzie dzwonią do ciebie o różnych porach dnia i nocy, na ogół chcąc czegoś, czego nie możesz im załatwić (np. słonecznej pogody na 23 września). Ci ludzie lubią cię zwyzywać od idiotów albo być zdziwieni faktem, że naprawdę potrzebujesz tych trzech godzin snu w ciągu doby. Czasem chcą szampana w niebieskiej butelce, bo picie z zielonej jest okropnie banalne i w ogóle nie przejmują się faktem, że być może nikt na całym świecie nie produkuje szampana w niebieskich butelkach. Czasem nie chcą wystawiać faktur, które wystawić mają obowiązek, więc księgowe dostają białej gorączki i za wszystko dostaje się tobie. Zła pogoda to twoja wina! Korki na drodze to twoja wina! Zepsuty samochód to też twoja wina! 

Tak mniej więcej wygląda nowe życie Bette Robinson, byłej pracownicy banku UBS. A właściwe to tak powinno wyglądać, bo od naszej bohaterki niewiele się wymaga. Spotyka się z różnymi sławami na suto zakrapianych imprezach i przez kilka miesięcy planuje dwuminutowy występ podrzędnej gwiazdki na urodzinach Playboya. W pewnym momencie musi też poudawać związek z cudownym dzieckiem brytyjskiej korony i robi to chętniej, niż można byłoby się tego po niej spodziewać. 

Książka łatwa, szybka i przyjemna, ale kompletnie oderwana od rzeczywistości. To znaczy - może PR w połączeniu z high life rzeczywiście tak wygląda. Nie wiem, bo nigdy nie zajmowałam się organizacją żadnej imprezy, na której miałby pojawić się Jay-Z. Problemy z mojego poziomu PR to, na przykład, przybycie na mecz dwóch gości z zestawem do robienia popcornu oraz waty cukrowej, z których każdy twierdzi, że nasza manager dzwoniła do niego w sprawie obsługi wydarzenia. Ot, widzicie skalę przepaści, która dzieli mnie od Bette? Bo ja widzę aż za dobrze ;-) 

Portier nosi garnitur od Gabbany to powieść dla ludzi, których portierzy rzeczywiście noszą garnitur od Gabbany... albo chociaż takich, którzy w ogóle mają jakiegoś portiera. Poza tym po tę książkę mogą też sięgnąć wszyscy inni, pod warunkiem, że potraktują ją wyłącznie jako miłą odskocznię od codzienności.

Lauren Weisberger: Portier nosi garnitur od Gabbany. Wydawnictwo Albatros, 2008. 
Zdjęcie okładki pochodzi ze strony www.lubimyczytac.pl. 

Portier nosi garnitury od gabbany [Lauren Weisberger]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Możesz przeczytać też:

8 komentarze

  1. Czytałam. Nie było porywające.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam... Oderwane od rzeczywistości jak mało która książka ;) Banalne i dość nijakie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie jakoś kusi już po samym tytule :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najpierw chciałabym przeczytać "Diabeł ubiera się u Prady" tej autorki, ale ogólnie przeraża mnie jej zamiłowanie do używania znanych i drogich marek w tytułach swoich książek. Jakoś źle mi się to kojarzy...

    OdpowiedzUsuń
  5. Może kiedyś sięgnę po te książki, ale na razie jakoś nie mam ochoty ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. No pewnie, że nie każdy nadaje się do PR, tak jak nie każdy nadaje się na handlowca, przedsiębiorcę, itd. ;) Ale w Stanach to chyba faktycznie wygląda zupełnie inaczej, niż u nas.

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślałam, że to coś ciekawszego. Chociaż jako chwilowa rozrywka może sprawdzić się bardzo dobrze. Zapamiętam, ale raczej w najbliższym czasie po nią nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam już dwie książki tej autorki, ale jej powieści chyba nie są w moim guście.

    OdpowiedzUsuń