Emily Giffin - "Pewnego dnia"

08:59:00

Po lekturze Pewnego dnia przychodzą mi do głowy całe zastępy różnych szalenie lotnych myśli. W skrócie przedstawiają się jakoś tak: rany, jak ja lubię książki Emily Giffin. Wiem, wiem, "rany" to okropne słówko i tak, oczywiście macie rację, powinnam zaprzestać jego używania. Bezwzględnie. Tak jak wielu innych, podobnie odrażających wyrażeń. Ale przecież my nie o tym dzisiaj!

Tym razem pani Giffin zapoznaje nas z Marianne, która jest ładna, mieszka w Nowym Jorku, tworzy scenariusz do znanego i lubianego serialu i jest związana z niemal idealnym facetem. Brakuje tylko białego kucyka i odrobiny tiulu, a wylądowalibyśmy w bajce. A jak nie w bajce to przynajmniej w domu Carrie Bradshaw. Ale kucyka nie ma, tiulu też nie. Pojawia się za to osiemnastoletnia córka, którą młodziutka Marianne oddała do adopcji tuż po urodzeniu, nie mówiąc o tym nikomu poza matką, która pomogła jej ukryć ciążę. Kirby staje na progu domu matki, nie wiedząc czego może po niej spodziewać. 

Brzmi to banalnie lub nawet głupio, ale to lektura o odnajdywaniu siebie, swojej tożsamości, o trudnych decyzjach i ich skutkach. Ta historia jest tak urocza i tak wciągająca, że mam wielką ochotę na więcej. Chciałabym, aby Emily Giffin "pewnego dnia" postanowiła napisać kontynuację tej książki i opisała w niej dalsze losy nieco zbuntowanej Kirby, jej zagubionej biologicznej matki, tajemniczego ojca, najlepszej przyjaciółki i przybranej rodziny. Wiem, że nie można pięćdziesiąt razy odkrywać swojej przeszłości na nowo i wyjaśniać sobie różnych decyzji sprzed lat, ale mam wrażenie, że jeśli jakaś książka Giffin ma szansę na drugą młodość, to właśnie ta. W końcu Coś niebieskiego nie było takie złe...

Nie tak znowu dawno temu pisałam wam o Tym jedynym, najnowszej powieści "autorki, która rozumie kobiety jak nikt inny". To była dość dobra książka, ale ta jest dużo lepsza. Słowo. Toteż jeśli macie ochotę zacząć swoją przygodę z tą autorką, polecam właśnie Pewnego dnia

Emily Giffin: Pewnego dnia. Wydawnictwo Otwarte, 2014. 

Możesz przeczytać też:

7 komentarze

  1. Ja czytałam właśnie tę książkę i jeszcze"Coś pożyczonego". Ta była nieporównywalnie lepsza, chociaż tamta - jak na lekkie czytadło - też niezła ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jest to mój ulubiony gatunek, ale brzmi dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam na półce "7 lat później" tej Autorki, ale jeszcze trochę poczeka na swoją kolej...

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam kiedyś okazję przeczytać dwie książki Emily Giffin, ale odpuściłam i w sumie tego nie żałuję. Po Twojej recenzji wiem, że czytałam już kiedyś coś podobnego, a nienawidzę uczucia deja vu, mimo że książka jest tak dobra.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja jestem zacofana i jeszcze nie czytałam nic autorstwa Giffin. :( Muszę w końcu dorwać którąś z jej książek!

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam prawie wszystkie książki Emily Giffin (za wyjątkiem "Coś niebieskiego" i "Ten jedyny"), ale faktycznie "Pewnego dnia" jest tą najlepszą :D

    OdpowiedzUsuń
  7. DNA evidence is powerful, but it does have limitations. One replica wathces limitation is related to misconceptions about what a DNA match really means. louis vuitton replica Matching DNA from a crime scene to DNA taken from a suspect is not an absolute guarantee of the suspect's guilt. Instead, forensic gucci outletgucci outlet experts prefer to talk about probability. For example, they might make a statement like this: The chance is 1/7,000 that an unrelated person would by chance have the same DNA profile as that obtained from the evidence. fendi outlet Combine that statistical analysis with other evidence, and you can see how prosecutors can make strong cases against a suspect.

    OdpowiedzUsuń