Aneta Stolarz - "Schudnij z przyjemnością"

20:14:00

Tak naprawdę to nie wiem, czy mam ochotę chudnąć z przyjemnością... w ogóle nie wiem, czy chcę chudnąć. Pewnie tak. Trochę. Podobnie jak 97% kobiet na tym świecie (reszta chce przytyć, bo uważa, że jest zbyt koścista). Moje BMI mówi mi co prawda, że taka potrzeba nie zachodzi, ale chyba szybciej zrozumiem poezję niż uwierzę jakiemuś wzorowi matematyczno-medycznemu. Czytałam Przegląd Końca Świata, więc wiem co to oszustwo, bitch. 

Pierwszy rozdział tej książki był jakimś okropnym bajdurzeniem o pozytywnym nastawieniu. Wiecie, takie "polub swoje ciało" albo "wypisz na kartce swoje zalety". Może jestem żywym koszmarem każdego psychologa, ale serio? SERIO? "Czy nie byłoby miło, gdyby nie chciało mi się jeść?!" A czy nie byłoby miło, gdybyśmy odpuścili sobie banały? - miałam ochotę wykrzyknąć, ale się opanowałam. Z bólem mózgu przebrnęłam przez odprężające zbieranie kasztanów i innych "darów natury" (to nie żart, jakby się ktoś zastanawiał) i czytałam dalej. A dalej było o odchudzającej terapii śmiechem, którą to akurat regularnie serwują mi koledzy z drużyny, za co w takich momentach jestem im bardzo wdzięczna. 

Potem zrobiło się nieco ciekawiej, bo pani Aneta przeszła do sedna. Było trochę o zdrowej diecie i fajnych przepisach oraz o uprawianiu sportu. Te dwa rozdziały mają jakąś wartość... znikomą, ale jednak. Nie odkrywają Ameryki i nie wnoszą właściwie niczego, czego byśmy dotąd nie wiedziały, a na dodatek są ubarwione milionem zdań w stylu "moja książka pomoże ci to osiągnąć!" albo "więcej na ten temat na moim blogu!", ale przynajmniej podejmują temat odchudzania.

Zdaję sobie sprawę, że psychika w procesie gubienia wagi jest bardzo istotna, ale rozdziały, które zostały jej poświęcone w tej książce, najzwyczajniej mnie śmieszyły. Bardzo. Nie wiem z czego to wynikało, ale miałam wrażenie jakiejś sztuczności. Ponadto ten "podręcznik" zawierał same ogóły i oczywistości. Nie mam pojęcia po co na rynku milion pierwsza odtwórcza książka. Skok na kasę? Spełnienie dziecięcego marzenia? Cokolwiek by to nie było - oczekuję więcej, pani Aneto. Więcej podręcznika w podręczniku.

Aneta Stolarz: Schudnij z przyjemnością. Wydawnictwo Vital, 2014.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vital

Możesz przeczytać też:

7 komentarze

  1. Ja od 4 dni na diecie i zero radości:( Takie książki niewiele mi pomagają, potrzebuję jakiejś innej motywacji, aby wytrwać:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja do poradników jak do jeża podchodzę ;) Czasem znajdę coś ciekawego, ale w sumie nieczęsto mam ochotę to sprawdzać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Czytałam Przegląd Końca Świata, więc wiem co to oszustwo, bitch." - made my day :DDDDDDDD

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy zachodzi taka potrzeba to sprawdza się najbardziej znana dieta świata - MŻ (mniej żreć). Zawsze byłam i będę w tych 97%, ale jestem jednocześnie zbyt leniwa na bycie maniakiem fitnessu. I dobrze mi z tym. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię poradniki. Ale po Twojej recenzji na ten w ogóle nie spojrzę :P

    p.s. ja nie chce schudnąć, ani przytyć - czyli nie jestem uwzględniona w statystykach? :D

    OdpowiedzUsuń
  6. ja bym nie chciała zgubić kilogramów ale wysmuklić uda,tyłek i boczki ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Several countries, including the United States and gucci replica Britain, have built elaborate databases with hundreds of thousands of unique individual DNA profiles. However, these databases also raise questions about privacy. DNA holds a lot more information rolex replica about a person than fingerprints do. For example, a person's DNA includes information about everything from eye color to genetic defects. Some people fear that the widespread use of DNA databases could encourage governments to discriminate against people because of information encoded in their DNA. However, the gucci replica DNA analyzed by the FBI's CODIS software is not currently thought to correlate to a person's actual traits.

    OdpowiedzUsuń