Emily Giffin - "Ten jedyny"

16:04:00

Futbol amerykański to sport, który w naszym kraju kojarzy się głównie z jajowatą piłką, niejasnymi zasadami, nienaturalnym wyglądem barków zawodników oraz Super Bowlem. To ostatnie pod warunkiem, że w okolicach przełomu stycznia i lutego media nie zapomną poinformować o rekordowej sprzedaży kurczaków w USA, zatrzymaniu wszystkich krajowych lig (w tym NBA) oraz niebagatelnych sumach, jakie trzeba zapłacić za 30-sekundową reklamę w przerwie tego spotkania. Czasem, kiedy Janet Jackson "przez przypadek" pokaże sutek, albo kiedy Beyonce da się złapać na udawaniu Hulka, to wydarzenie pośrednio istnieje w mediach nieco dłużej niż jeden dzień. Jednak wynik samego meczu traktowany jest raczej jako ciekawostka, bo kogo u licha obchodzi, że jacyś tam New York Giants pokonali jakichś tam New England Patriots? Oczywiście poza autorką tego tekstu i paroma innymi, na ogół dziwnymi ludźmi? Nikogo, nawet prezentera wiadomości sportowych, który tę wieść narodowi przekazuje. 

Po najnowszą książkę Emily Giffin sięgałam z naprawdę wielkim znakiem zapytania w głowie. Miałam na nią szaloną ochotę (zresztą, jak zawsze na Giffin), ale jednocześnie zastanawiałam się, czy o środowisku futbolu amerykańskiego da się zrozumiale pisać nie tylko dla Amerykanów i garstki maniaków z innych krajów, ale przede wszystkim dla futbolowych mugoli. Na dodatek mugoli w spódnicach. I wiecie co? Da się. Duża w tym zasługa nie tylko autorki, ale i tłumacza polskiego wydania, pani Martyny Tomczak. Dzięki ci Panie za istnienie ludzi, którzy się do swojej pracy przykładają. Ale okay, zostawmy już ten futbol, bo was zanudzę doszczętnie.  

Shea, główna bohaterka książki, jest wielką fanką tej nierozumianej u nas dyscypliny sportu. Od dziecka kibicuje lokalnej drużynie z Walker, a po ukończeniu studiów zaczyna pracę w jej bezpośrednim otoczeniu. Na pewnym etapie życia ma niemal wszystko - świetną pracę, jeszcze lepszego faceta i oddanych przyjaciół. A jednak jej własne szczęście nie do końca ją zadowala. W związku z tym Shea musi podjąć kilka naprawdę trudnych decyzji.

Emily Giffin bardzo rzadko mnie rozczarowuje (okay, okay, raz się zdarzyło - klik), więc byłam przekonana, że i tym razem będzie dobrze. Ta kobieta potrafi pisać w taki sposób, że po rozpoczęciu lektury wprost nie mogę się od niej oderwać, co uważam za niebywały talent amerykańskiej pisarki. Siedzę i czytam aż... przeczytam. I chociaż nie umiem żadnej jej książki zaliczyć do swoich absolutnie ulubionych, to jednak zawsze sięgam po nie z wielką ochotą i lekkim podekscytowaniem. Fenomen, jak nic.

Ten jedyny nie znajdzie się na moim prywatnym szczycie najlepszych dzieł autorki, która "rozumie kobiety jak nikt inny", bo trudno będzie czymkolwiek przebić Coś pożyczonego, ale na pewno wpisuje się w charakter jej twórczości. Jeśli któraś z was (bo zakładam, że faceci nie sięgają zbyt często po tego typu książki) poszukuje fajnej, wciągającej, pozytywnej, ale niekoniecznie bardzo lekkiej historii, to ta powieść została napisana specjalnie dla was. Polecam :-)

Emily Giffin: Ten jedyny. Wydawnictwo Otwarte, 2014.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Księgarni Znak

Możesz przeczytać też:

12 komentarze

  1. Uwielbiam Giffin. Czytam wszystko, małym krokami, co wyszło spod jej pióra i strasznie żałuję, że nie mam jeszcze jej najnowszej powieści. Chociaż mając wszystkie inne na półce, to coś mi się wydaje, że historię głównej bohaterki również poznam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O Emily Giffin tak głośno, a ja żadnej jej książki nie mam jeszcze za sobą. Futbol lubię, nie powiem, (przedsmak tego dał mi kiedyś kolega, wierny fan Chicago Bulls, jednak jakoś się nie polubiliśmy ze amerykańską odmianą) a historia wydaje się być w porządku, więc kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości chciałabym się zabrać za "Tego jedynego". :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam tylko dwie książki tej autorki, ale za to obie bardzo lubię :) Za to o futbolu amerykańskim wiem tyle, ile napisałaś w pierwszym paragrafie - z wyjątkiem tego Super Bowla - nie mam pojęcia co to takiego. Ale podoba mi się bohaterka - lubię kobiety, które interesują się sportem, więc chętnie bym o takich poczytała. A, że jeszcze pracę miała idealną....

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś mnie ta książka nie kusi, ale jedną Giffin mam za sobą, w sumie jeszcze pół "Coś pożyczonego", przez które nie mogłam przebrnąć... Może dam jej szansę jeszcze w te wakacje, bo "Coś niebieskiego" też czeka na półce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha kupiłam je na szybko w Kauflandzie za 7 zł :)))

      Usuń
  5. Nie wątpię, że książka jest dobra, ale nie jest w moich klimatach i jakoś mało mnie kusi :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Chociaż moja siostra zachwyca się Griffin mi jak na razie do niej niepo drodze. W dodatku futbool amerykański to dla mnie czarna magia :o

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę wreszcie zapoznać się z autorką

    OdpowiedzUsuń
  8. Mówisz, że da się napisać zrozumiale o amerykańskim footbolu? Muszę to sprawdzić :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Good answer back in return of this matter with solid arguments and explaining everything
    about that.

    Here is my website - towing service

    OdpowiedzUsuń