Thanks God, I'm (not) Madridista

17:50:00

Ja i Real Madryt to klasyczny przykład miłości z rozsądku. Ogniwem, które połączyło nas kilka lat temu (i które łączy nas do dziś) jest Sergio Ramos. Wobec tego faktu nijak nie mogę opisać w tym miejscu historii swojego wielkiego uczucia względem klubu ze stolicy Hiszpanii, coby uatrakcyjnić nieco ten tekst. Przykro mi. Owszem, zawsze wolałam ekipę Królewskich od świętoszkowatej drużyny z Barcelony, ale gdyby pewnego dnia Cesarz zdecydował się na grę w innym klubie, moja zdradziecka dusza powędrowałaby tam razem z nim. Słowem: jestem fanem-chorągiewką. Godniejsi pogardy są chyba tylko sezonowcy. 

Niemniej jednak w jakimś stopniu przywykłam do kibicowania Realowi. Sergio nie należy do piłkarzy prowadzących koczowniczy tryb życia. Gra w Madrycie od dawien dawna i nic nie wskazuje na to, żeby się dokądś stamtąd wybierał. Wobec tego zdążyłam już obdarzyć Real pewnym rodzajem sentymentu i po książkę Phila Balla sięgnęłam z niekłamaną radością.

Autor zagłębia się w mroczne karty historii Los Blancos... chociaż czasownik zwrotny "zagłębia się" nie jest tu chyba użyty właściwie. Phil Ball raczej prześlizguje się po dziejach Realu, bo gdyby chciał się weń porządnie zagłębić, wyszedłby mu zbiór epopei narodowych wszystkich krajów Unii Europejskiej w jednym tomie... trochę przerażające. Ta książka to raczej coś w rodzaju kroniki wydarzeń - lepszych i gorszych, potraktowanych rzetelnie, ale jednocześnie dość pobieżnie. 

Wszystko zaczyna się od skromnych początków klubu, zbiegających się w czasie z nastaniem burzliwego XX wieku - mamy epokę Santiago Bernabeu, Ricardo Zamory, Alfredo di Stefano, potem Ferenca Puskasa, Vincente del Bosque, Emilio Butragueño, Raula, galaktycznych Luisa Figo, Ronaldo, Zinedine Zidane'a i Davida Beckhama, aż w końcu obecną gwardię z trwającym w bramce od początków XXI wieku Ikerem Casillasem i megagwiazdą Cristiano Ronaldo na czele. Wszystko to opisane ciekawie i ubarwione kilkoma fajnymi, starymi fotografiami. 

Na okładce tej książki znajdują się słowa Michała Pola, niegdyś związanego z Gazetą Wyborczą, dziś kojarzonego raczej z Przeglądem Sportowym, o tym, że Królewska historia najbardziej utytułowanego klubu świata to tytuł obowiązkowy dla każdego fana Realu Madryt... i nie tylko. Zwykle jestem sceptykiem jeśli chodzi o różne takie "musisz przeczytać", "koniecznie" i "bezwzględnie", ale tym razem przytaknę. Odpuszczam co prawda fanom innych klubów, bo prawdopodobnie wynudzą się przy tej książce jak ja przy wertowaniu wykładów z filozofii, na dodatek polemizując co jakiś czas z niektórymi zaserwowanymi w niej tezami, ale prawdziwi madridistas - do sklepów marsz. Twarda okładka zapewni temu tytułowi, mam nadzieję, trwałość wieloletnią, przez co stanie się ona gadżetem kibica nie gorszym niż koszulka czy szalik z klubowym logo.

Na mojej półce prezentuje się po prostu wybornie.

Phil Ball: Real Madryt: Królewska historia najbardziej utytułowanego klubu świata. Wydawnictwo SQN, 2014.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu SQN

Real Madryt. Królewska historia najbardziej utytułowanego klubu świata [Phil Ball]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Możesz przeczytać też:

15 komentarze

  1. Ja akurat wiernie kibicuję Realowi od początku mojej przygody z piłką nożną. Nie wiem ile nazwisk musiałabym wymienić (choć Ramos z pewnością by się w nich zawierał) i też na swój sposób przywykłam do wspierania Królewskich. W moim domu również można znaleźć dowody ku temu, takie jak kalendarz w moim pokoju, królewski szalik, plakaty czy ulubiony kubek taty w szafce. SQN wydaje bardzo fajne piłkarskie książki, u mnie wciąż nieczytany "Futbol obnażony", a ta pozycja pozostaje jak na razie "w planach", bo prędzej czy później przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż, ja od początku mojej przygody z piłką nożną kibicuję tej bardziej śwętoszkowatej drużynie z Hiszpanii, a Realu do niedawna nie znosiłam. Dopiero od kilku lat uważam siebie za rozsądnego kibica i szanuję drużyny z tradycją, nawet jeśli za nimi nie przepadam. Żenują mnie przepychanki między ,,kibicami" Barcy i Realu. Chętnie przeczytałabym ,,Real Madryt", ponieważ interesuję się historią największych europejskich klubów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Też nie pojmuję tych przepychanek :)

      Usuń
  3. A ja się niestety nie znam :o Jednak mecze oglądam z mężem dla towarzystwa i wiem, który to Ronaldo i kilku innych heheh i to tyle :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To na pewno nie jest książka dla mnie. FC Barcelona jest ważną częścią mojego życia, więc powieści o Realu Madryd nie są dla mnie, dla moich dzieci i wnuków. O piłkarzach grających w tym klubie przeczytam, ale o samym klubie nie. Ale czasem warto poznać taktykę przeciwnej drużyny, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  5. A widzisz, to w sumie mamy podobnie, bo mnie z Królewskimi połączył Iker. A, że on akurat Madridistą jest od urodzenia i pewnie zostanie nim do śmierci (nawet jeśli zmieni klub, w co szczerze wątpię) to i mnie pisany jest ten los. Skończę tylko nowego Greena i zabieram się za ten must have kibica :) Książka idealnie pasuje mi do koszulki i do kubka! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę ci tego kubka trochę :)

      Usuń
  6. Piłką się interesuję tyle o ile i pewnie na stadionie nie dostałabyś ode mnie w ucho, ale siedziałabym po stronie Barcy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak wiesz ja książką byłam oczarowana, ale fanem jestem wiernym :)
    A Tobie chorągiewkowatość za miłość do Sergia wybaczę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój Tato był piłkarzem, ale jakoś nie odziedziczyłam po nim miłości do tego sportu, a już tym bardziej nie mogłabym zmusić się do przeczytania jakiejkolwiek książki na ten temat...być może miałam za dużo piłki w domu;p

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakoś zauważyłam, że miłość do książek i miłość do sportu (nawet w wydaniu kibicowskim) nie idą w parze i książki o futbolu niewielu nęcą (lub raczej niewiele)

    OdpowiedzUsuń
  10. To niekoniecznie książka dla mnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeczytałabym z miła chęcią, zresztą u mnie na blogu nie dawno pojawiła się recenzja książki o Ronaldo , ale mimo wszystko jest bardziej rozerwana między "tą świetoszkowatym" klubem z Hiszpanii a BvB;)
    Pozdrawiam!
    pokolenie-zaczytanych.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń