Krzysztof Bielecki - Rezydencja

18:20:00

Kiedyś, pisząc o moich wrażeniach po lekturze Szukając Alaski Johna Greena, przyznałam się wam (klik), że mam na swoim koncie małe włamanie. Dokonałam go wraz ze swoimi znajomymi w dość zamierzchłych już czasach, ale pamiętam o nim do dziś. Oczywiście nie polecam nikomu praktykowania podobnych zachowań, ale ze swojej strony nie mogę też chyba jednoznacznie stwierdzić, że tej przygody żałuję. Może dlatego, że żadne z nas nie poniosło kary za ów skandaliczny występek, chociaż zwiewając stamtąd zostawiliśmy na piętrze zapalone światło. Mam nadzieję, że czytelnikiem mojego bloga nie jest przedstawiciel właścicieli tego na wpół opuszczonego domostwa (aktualnie w jednym pokoju mieści się biuro, wtedy całość była pustostanem), bo pójdę nie tylko do piekła, ale po drodze jeszcze na komisariat... 

Podobne przeboje mieli w dzieciństwie bohaterowie książki Krzysztofa Bieleckiego. Odwiedzali tytułową rezydencję i trochę tam sobie buszowali. Zaglądali to tu, to tam, ale przede wszystkim jedli. Grzyby. Takie, które porastają stare ściany. Tymi bohaterami byli T. oraz jego (posiadająca stalowy żołądek) siostra. W dorosłym życiu pierwsze ukrywa w mieszkaniu coś strasznego, a drugie związało się z facetem o wątpliwej reputacji. Pewnego dnia w ich życiu pojawiają się dwie postacie - Nieznajomy oraz Mistrz.

Wiecie dlaczego nadal nie lubię Paolo Coelho, chociaż nieustannie daję mu "ostatnią" szansę na urzeczenie mnie swoją twórczością? To proste. Nie rozumiem go. Nie pojmuję o co mu chodzi. Nic a nic. Pisze historie, których mój ciasny umysł nie chwyta. Tak, tak, z bólem serca, ale dopuszczam do siebie tę straszną możliwość, że jestem zbyt głupia, aby coś z jego książek wyciągnąć. Nigdy nie medytowałam ani nie chodziłam na jogę. Nie mam w mieszkaniu figurek Buddy ani niczego w tym stylu, chociaż mój kot świadkiem, że na tych paru metrach kwadratowych zdążyłam zgromadzić cały zastęp różnych dziwnych rzeczy. Filozofia, poezja i sztuka abstrakcyjna to dla mnie ciągle... no cóż, abstrakcja. I z tą książką mam podobny problem - czytało mi się ją miło i szybko, ale kompletnie nie zrozumiałam, o co w niej chodziło. Możecie przede mną postawić pluton egzekucyjny, a i tak nie będę w stanie zdradzić wam, czy po tę krótką lekturę warto sięgnąć. Nie wiem. Ta książka jest po prostu szalona. 

Mogę za to stwierdzić z całą pewnością, że jak na tytuł, który nie posiada nawet numeru ISBN (jakoś nie doszukałam się takiego), jest wyjątkowo dobrze wydana. Stoją za tym znane wszystkim studentom Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości. Okładka jest solidna, tekst dobrze sformatowany, a rozdziały fajne pooznaczane. Tyle suchych faktów. Samą książkę czytacie na własną odpowiedzialność... a jak już przeczytacie, to dajcie znać o co, u diabła, w niej chodziło. 

Krzysztof Bielecki: Rezydencja. Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości, 2014. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję jej autorowi

Możesz przeczytać też:

12 komentarze

  1. Nad książką jeszcze się zastanowię - nie skreślam jej jeszcze, aczkolwiek mnie nie kusi :(
    Natomiast lubię Paolo Coelho - wciągają mnie jego książki, ale nie zaprzeczę, że są dość skomplikowane :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na Coelho nikt nie jest za głupi - to z nim coś jest nie tak. Udaje mędrca, rzuca swoje żenujące złote rady i w piękniutkim opakowaniu podaje całkowicie puste treści. Dlatego nie przejmuj się i odpuść.

    Z książek Bieleckiego najbardziej ukochałam sobie 'Defekt pamięci', który wciąż siedzi w mojej głowie. Dziś przedstawiałam u siebie 'Rezydencję' i - podobnie jak Ty - nie dałam się do końca przekonać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! A więc są jeszcze na tym świecie ludzie, którzy mają problem z Coelho :)
      Czytając opinie o "Rezydencji" natknęłam się na kilka rekomendacji właśnie "Defektu pamięci", więc może jeszcze raz dam się skusić Bieleckiemu :)

      Usuń
  3. Już słyszałam o tej książce i nie wiem, co myśleć. Chyba najlepiej się samemu zorientować :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Czego oni tam nie jedli ;)))

      Usuń
    2. Klaudyna podsumowała to perfekcyjnie - czego oni tam nie jedli... ;)

      Usuń
  5. Haha, dobre, ale widać autor dba o PR ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmmm nawet nie wiem jak to wszystko skomentować :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nie lubię Coelho, ale w przeciwieństwie do Ciebie po kilku jego książkach powiedziałam "pas", po więcej nie sięgnę.
    Cóż... w takim razie sama nie wiem, czy po książkę sięgać, chociaż coś mnie do niej ciągnie ;p

    OdpowiedzUsuń