Krzyk Icemarku, Stuart Hill

16:44:00

Nie mam wielkiego doświadczenia jeśli chodzi o wojny. Wychowałam się co prawda wśród chłopaków, więc w jakichś tam podwórkowych potyczkach brałam udział, ale zazwyczaj odgrywałam w nich role epizodyczne. Chłopcy bawili się głównie w wodnego Dragon Balla. Toczyli zacięte walki w stawie sąsiada i rotowali postaciami. Raz Songiem był mój brat, innym razem kolega z domu obok. Drugi zmuszony był grać Vegetę. Pozostali mogli wybierać pomiędzy Frezerem, Komórczakiem albo Bubu, ale dziwnym trafem nikt nigdy nie chciał być potworem, więc stawiali raczej na Szatana Serduszko (o ironio!), Songo-Kana lub kogoś w tym stylu. Ja wyboru nie miałam. Dziewczyna to dziewczyna - bić się nie może. Na ogół bywałam więc Dendim. Moja zaszczytna rola polegała na szybkim podpływaniu do "rannych" i "uleczaniu" ich. Zresztą! Jak ktoś jest z pokolenia późnych lat osiemdziesiątych i wczesnych dziewięćdziesiątych, to swego czasu pewnie oglądał RTL7 (kiedy ta stacja jeszcze istniała) i wie, o co kaman. Chociaż z drugiej strony nie wszyscy musieli się wychowywać wśród bandy rozwrzeszczanych przedstawicieli płci męskiej. Tym, którzy nie ogarniają tematu szybko wyjaśniam, że Dendi pochodził z planety Namek, był mały, zielony (miał nawet czułki!) i posiadał dar uzdrawiania (jego urocze foto - klik). Okey, ustaliliśmy najważniejsze, idźmy dalej.

Thirrin też jest dziewczyną, ale bije się lepiej niż ja kiedykolwiek. Jeździ na koniu i miota mieczem na wszystkie strony, jakby została opętana przez coś naprawdę paskudnego. Jej ojciec zasiada na tronie małego państewka, Icemarku, które ze wszystkich stron otoczone jest wrogami. Kiedy od południa nadciąga potężna armia polipontyjska, dowodzona przez słynnego generała Scypiona Bellorum, Icemark zmuszony jest szukać sojuszników na północy. A tam aż roi się od dziwnych stworzeń, spośród których wampiry i wilkołaki wydają się najnormalniejsze. 

Przeczytanie tej książki zajęło mi trochę czasu. Akcja okrutnie się dłużyła, bo przez całe 474 strony trwała wojna lub przygotowania do niej. A to, jak już wiecie, nie do końca moje klimaty. Więc czytałam i czytałam... i czytałam. A jak już w końcu doczytałam, to ku własnemu zdumieniu nabrałam ochoty na kontynuację i poznanie dalszych losów Thirrin, jej państwa i przyjaciół (spośród których najfajniejszy wydawał się Oskan, Syn Czarownicy). Bądź tu mądry i wytrzymaj ze mną. Na pewno nie można Stuartowi Hillowi zarzucić pobieżności. Facet pamiętał o takich szczegółach, że Sienkiewicz z Sapkowskim mogliby dostać pomieszania zmysłów po lekturze Krzyku Icemarku. Serio. Z prawej flanki, z lewej flanki... i tak w kółko. 

Okładka tej książki jest dosyć skromna i wygląda trochę jak swój własny prototyp, a napis "Icemarku" ściera się niestety błyskawicznie. Jeszcze kilku czytelników i na moim egzemplarzu w ogóle nie będzie go widać. To jednak tylko szczegóły. Myślę bowiem, że ta powieść może się podobać. Zwłaszcza młodzieży w przedziale 13-18 lat, najlepiej płci męskiej. Bo chociaż główną bohaterką tej książki jest dziewczyna, to odnoszę wrażenie, że całość adresowana jest raczej do chłopców. Takich, którzy zawsze byli Songami, Vegetami i innymi Szatanami Serduszko.

Stuart Hill: Krzyk Icemarku. Wydawnictwo Galeria Książki, 2014.

Krzyk Icemarku [Stuart Hill]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Galeria Książki oraz firmie BookSenso

Możesz przeczytać też:

17 komentarze

  1. Lubię o wojnie czytać. I lubię Szatana Serduszko. A mimo to jakoś mnie do tej książki nie ciągnie. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nominowałam Cię do TAGu i byłoby mi miło, gdybyś wzięła w nim udział :)
    http://alezaczytana.blogspot.com/2014/07/too-much-information-tag.html#more

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tego co czytam, widzę, że tematyka nie dla mnie i wiekowo też jestem za stara na tę powieść :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Może kiedyś ją przeczytam. A nuż mi się spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama książka raczej nie dla mnie, ale w taką zabawę w stawie to bym się pobawiła :D Chociaż ja mam starszą siostrę - siłą rzeczy zamiast Dragon Balla, w domu królowały Czarodziejki z księżyca ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam kiedyś obejrzeć kilka odcinków, ale chłopcy się ze mnie śmiali i tak skończyła się moja przygoda z "Czarodziejkami..." :)

      Usuń
  6. Już mi wpadła w oko ta książka, dawno nic w tych klimatach nie czytałam...

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja nie wiem czy do chłopaków jest adresowana,bo oni chyba nie przepadają za 14letnimi bohaterkami... ale właśnie myślę, że autor być może dlatego wprowadził dziewczynę jako główną bohaterkę, żeby książka przemówiła do obu płci. Faceci lubią bitwy i wojny, a dziewczyny lubią zżyć się z główną bohaterką. Mnie się książka podobała, osobiście lubię walki, więc nie miałam z tym problemu :) A jak na debiut autora to naprawdę znakomicie on pisze!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ksiazka nie dla mnie, ale przypomniałaś mi czasy kiedy z rodzeństwem bawiliśmy się właśnie w Dragon Balla :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba tym razem z książki zrezygnuję. Jakoś nie bardzo mnie interesuje.

    OdpowiedzUsuń
  10. Na moim blogu pytałaś się czy robię coś na zamówienie;) Jak chcesz coś to napisz do mnie maila hadziczka13@wp.pl albo gg 1522692;)
    http://hadzia-handmade.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie by chyba powaliła ta dłużyzna.

    OdpowiedzUsuń
  12. Brzmi ciekawie, sama lubię takie bitwy, wojny, ale przedział wiekowy, który podałaś mnie trochę odstrasza. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mi ta książka bardzo przypadła do gustu. Fakt, chwilami miałam gorsze chwile, ale całościowo jest świetna. Czekam na kontynuację, a tym którzy nie czytali tej części gorąco polecam tę lekturę!

    OdpowiedzUsuń