Demony miłości, Eve Edwards

16:50:00

Życie w XVI wieku musiało być totalnie szalone. Jesteś sobie panną na wydaniu, na dodatek pochodzącą z tak zwanego "dobrego domu" i bach, pewnego pięknego dnia rodzina jest łaskawa życzyć sobie, abyś poślubiła tego czy tamtego gościa. Nie ma znaczenia, że ów kandydat do twej ręki ma lat siedemdziesiąt, cieszy się fatalną sławą i posiada trzy ręce. Nic w ogóle nie ma znaczenia. Poza jego tytułem i ewentualnie zawartością sakiewki. Dzisiaj wszyscy stanęliby w twojej obronie. Powstałyby setki profili na portalach społecznościowych, na których zbierane byłyby "lajki wsparcia", członkowie różnych organizacji przywiązywaliby się w twojej intencji do drzew i zapewniali miejsca w ośrodkach dla ciemiężonych kobiet, a większe i mniejsze autorytety nawoływałyby twą okropną rodzinę do natychmiastowego opamiętania się. Wtedy jednak, w tym nieszczęsnym XVI wieku, mogłabyś liczyć (w najlepszym razie) na kilka współczujących spojrzeń.

Wobec tego faktu Jane nieustannie zmuszona jest do prowadzenia samotnej i dość beznadziejnej walki ze swoją pazerną familią. Ojciec i brat mają obsesję na punkcie jej szybkiego zamążpójścia, bez zważania na fakt, że obsesja ta objawia się tuż nad grobem jej dopiero co pochowanego pierwszego męża. Nie ma też dla nich znaczenia, że dziewczyna od dawna jest zakochana w Jamesie Lacey'u, młodszym bracie hrabiego Dorset. I znowu, dzisiaj taka kobieta wyciągnęłaby z szafki wałek do ciasta i pogoniła braciszka, a tatusiowi pogroziła palcem. Wtedy mogła jedynie wziąć nogi za pas i zwiewać licząc na dużo, dużo szczęścia.

Wbrew pozorom wynikającym z poprzednich dwóch akapitów, bardzo lekka i niezobowiązująca to historia. Ja czytałam ją wyciągnięta na dużej huśtawce, z poduszką pod głową i zimnym sokiem pod ręką. Jeśli są książki stworzone specjalnie na lato, to z całą pewnością pisze je Eve Edwards. Żadnych naprawdę poważnych problemów, ani jednego uzasadnionego powodu do dramatyzowania nad losem bohaterów i nawet cienia wątpliwości co do zakończenia. Mama ukradła mi wszystkie części i na razie nie chce oddać, bo twierdzi, że właśnie się przy nich resetuje. Sami widzicie.

Podoba mi się też szata graficzna tej serii. Jest naprawdę przyjemna dla oka - i z zewnątrz, i wewnątrz. Tylko tytuły mocno zalatują klasycznymi harlequinami, chociaż przecież z drugiej strony każdy z nich dość wyraźnie nawiązuje do treści powieści.

Ale! Z czystym sercem polecam na jakiś ciepły, letni, wolny od pracy dzień :)

Eve Edwards: Demony miłości. Wydawnictwo Egmont, 2013. 

Demony miłości [Eve Edwards]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Możesz przeczytać też:

9 komentarze

  1. Nie czytałam jeszcze żądnej książki tej pisarki. W sumie, nigdy nie zastanawiałam dlaczego. Tego typu fabuła, bohaterowie na lato jak znalazł, tym bardziej, kiedy trzeba pracować i nic już się nie chce robić :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Choć jest to lekka i dość przewidywalna powieść, ja z chęcią przeczytam. Kuszą mnie choćby właśnie te okładki. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem lubię sięgać po tego typu powieści, dlatego też sięgnę jak będę miała możliwość.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Demony miłości" - delektuję się tytułem;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzisiaj skończyłam czytać "Dumę i uprzedzenie", więc można powiedzieć, że wciąż w tych klimatach siedzę. Ta również brzmi ciekawie, z chęcią bym ją przeczytała. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nieźle mnie zachęciłaś! I wspaniała recenzja :D W sumie przydałby mi się jakiś odmóżdżacz jakby to można tak nazwać :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Heya just wanted to give you a quick heads up and let you know a few of the pictures
    aren't loading properly. I'm not sure why but I think its a linking issue.

    I've tried it in two different browsers and both show the
    same outcome.

    Visit my homepage; karatbars intro

    OdpowiedzUsuń