Pomysł lepszy niż wykonanie

21:20:00

Musicie wiedzieć, że jak każdy szanujący się książkoholik wprost kocham serie, które jakieś polskie wydawnictwo zdecyduje się wydać, a potem po jednym tomie mu się ten pomysł odwidzi. Czytelnik zostaje wtedy z pierwszą częścią cyklu i może się wściekać do woli, jednocześnie ścigając następne tomy gdzieś po Amazonach. Z drugiej strony kiedy książka jest tak słaba jak ta o której dzisiaj piszę, to nawet się nie dziwię, że wydawnictwu żal tracić papier na jakieś ciągi dalsze. W końcu ekologia, drzewka i te sprawy. Szkoda marnować darów natury na głupoty.

Zacznijmy jednak od początku. A początek, moi drodzy, jest wcale niezły. Alex ma raka, który sprawia, że dziewczyna większość swojego życia musi spędzać w różnorakich szpitalach. Jej zmysły powoli przestają pracować. Nie czuje zapachów ani smaku jedzenia. Pewnego dnia postanawia zakończyć swoje męczarnie. Na tę doniosłą okazję wybiera ukochane z czasów dzieciństwa lasy Michigan. Do plecaka pakuje prochy nieżyjących rodziców i pistolet. Tyle że na miejscu wszystko się zmienia. Niebo rozbłyska, na głowę sypie się grad martwych ptaków, cała elektronika zdycha, a facet, którego Alex poznała przed chwilą, na jej oczach pada martwy. Dziewczyna tymczasem odzyskuje węch i smak. I to właśnie moment, do którego wszystko w tej książce jest w dechę. 

Potem kończy się pomysł i zaczyna akcja. Pojawia się młody żołnierz z Afganistanu oraz (a jakże) jego kontrkandydat do ręki głównej bohaterki, a cała sytuacja związana z deszczem martwych ptaków i padniętą elektroniką zostaje wyjaśniona więcej niż śmiesznie. Robi się nudno i wcale nie tajemniczo. Całość kończy się nijako, a na dodatek, biorąc pod uwagę brak kontynuacji na polskim rynku, niejasno. 

Bohaterowie nie są wkurzający, ale za to mocno mdli. Wszystko razem nie ma większego sensu i ucieka gdzieś w kierunku fizyki pomieszanej z zombie. Ni to pies, ni wydra - chciałoby się powiedzieć.

Po takim pomyśle spodziewałam się dużo lepszego wykonania.

Ilsa J. Bick: Prochy. Wydawnictwo Amber, 2012.

Możesz przeczytać też:

9 komentarze

  1. Próbowałam sobie wyobrazić scenę z ptakami i trupem padaniem, ale umarłam ze śmiechu. Nie dla mnie takie cuda. :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak napisali na okładce "jeden z najlepszych.." to sami się ośmieszaja...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ mnie ciekawi jak autorka rozwiązała kwestie tych ptaków i braku elektroniki, bo cały ten moment brzmi dosyć zabawnie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem... Może ja jestem jakaś dziwna, że mnie się tak książka bardzo podobała? :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie zapowiada się ciekawie, do pewnego momentu. Po twojej recenzji wnioskuję, że trochę przekombinowane.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ma to jak marnowanie pomysłów :D będę unikać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Takie recenzje też lubię - zapamiętam czego mam nie ruszać w księgarni :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że dobry początek został sknocony. Na pewno po tą książkę nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń