Odrobinkę nostalgicznie

18:46:00

Wychowałam się niedaleko wiaduktu, który do dzisiaj jest jednym z głównych centrów towarzyskich dla szeroko pojętej młodzieży w mojej rodzinnej miejscowości. Ileż to razy na pytanie rodziców "gdzie idziesz?" odpowiadałam krótkim "na wiadukt" albo "wszyscy są pod wiaduktem", co oznaczało, że skoro wszyscy tam są, to ja też tam zmierzam. Inna sprawa, że z racji lęku przestrzeni wolałam raczej przesiadywać w innych miejscach, bo te wielkie, betonowe słupy śniły mi się po nocach. Właściwie czasem nadal mi się śnią.

I taki właśnie punkt mieli w swoim życiu mieszkańcy Fingerbone. Nie był nim co prawda wiadukt, a most, ale przecież mosty są w gruncie rzeczy do wiaduktów całkiem podobne. Ten akurat był mostem kolejowym nad jeziorem i razu pewnego z tego mostu do jeziora wpadł pociąg o fantazyjnej nazwie "Ognista kula". Razem z tym pociągiem do jeziora wpadli pasażerowie. W tym dziadek głównej bohaterki książki, Ruth. Katastrofy nikt nie przeżył, pociągu z dna nigdy nie wydobyto, więc całe zdarzenie obrosło niemal legendą i jakimś cieniem położyło się na mieszkańcach małego miasteczka. Ruth natomiast razem ze swoją młodszą siostrą Lucille, w wyniku zbiegu różnych okoliczności, wśród których najważniejszą było samobójstwo matki, wylądowała pod opieką babki, wdowy po ofierze katastrofy wspomnianego wcześniej pociągu. 

Dom nad jeziorem smutku to książka, która właściwie nie ma akcji i niekoniecznie można można to określić jako coś złego. To powieść z klimatem, trochę filozoficzna, momentami pewnie nudna, ale jednocześnie wyciszająca i w jakiś sposób chwytająca za serce. Nie spodoba się nikomu, kto oczekuje całkowitego wessania przez lekturę, ale powinna przypaść do gustu każdemu, kto lubi studiować ludzkie charaktery. Zwłaszcza te oryginalne. Najpierw babka dziewczynek, potem dwie siostry dziadka, aż w końcu mocno zakręcona ciotka. Nie można też zapominać o samej głównej bohaterce, której historia zakończyła się tak, że... byłam zachwycona. Bałam się, że autorka zakończy to wszystko jakoś klasyczniej, a tu suprajs, wcale nie.

Nie określę tej książki mianem hitu miesiąca, ale na pewno "można przeczytać". 

Marilynne Robinson: Dom nad jeziorem smutku. Wydawnictwo M, 2014.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu M

Możesz przeczytać też:

15 komentarze

  1. Przygnębiający tytuł, a pogoda za oknem niezbyt skłania do refleksji, raczej do pozytywnych lektur, niewymagających wiele od czytelnika :)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie swego czasu takim spotkaniem były rury wodociągowe za miastem albo fontanna. Raczej wiaduktów i mostów nie było. Ale pamiętam tą zależność "idę tam, bo wszyscy tam są". To były czasy. :) Jeżeli chodzi o książkę to właśnie dziś się za nią będę zabierać. Mam nadzieję, że mnie nie wynudzi, a akcja (lub raczej jej brak) nie będzie mi przeszkadzał tylko wprowadzi w jakiś melancholijny nastrój.

    OdpowiedzUsuń
  3. W moim mieście wszyscy mieli zwyczaj przebywania " na rampie" przy torach kolejowych albo "na obcinie", obcina to po prostu wysokie schody, na które się siadało i "obcinało" przechodniów :D
    Faktycznie smutny tytuł ;o

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że to może być jedna z lepszych książek tego roku...

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam na półce, zobaczymy czy mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mnie zainteresowałaś :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Z Twojego opisu wynika, że czytałam ostatnio podobną książkę, a mianowicie "Szepty lasy" Ch.Fraziera. Akcji było tam jak na lekarstwo, ale za to można było postudiować ludzkie zachowania i osobowości :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie ta książka nie bardzo przekonała.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czasami akcja w ogóle nie jest potrzebna i też jest pięknie. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Coś w niej jest jednak do mnie nie przemówiła :/

    OdpowiedzUsuń
  11. Lubię książki "niespieszne". Od wartkich akcji są filmy, książki niekoniecznie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Książka ma swój specyficzny klimat. Mi przypadła do gustu, ale tak jak piszesz, nie jest to lektura, która wciąga bez reszty, którą się czyta z wypiekami na twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie jestem przekonana do tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń