Definitywny koniec

19:46:00

Wiem, że gdzieś w czeluściach tego bloga można odnaleźć moją obietnicę przeczytania trzeciego harlequina autorstwa Jennifer Probst, mimo że dwa pierwsze zupełnie mi się nie podobały. Dotrzymałam tej głupiej obietnicy, ale to już definitywny koniec. Czwartego nie zmęczę. Jeśli ktoś da radę przebrnąć przez całą twórczość pani Probst, to zostanie moim idolem, daję słowo.

Czasem mówię wam, że czytam wszystko. I tak chyba rzeczywiście jest. Fantastyka, klasyka, kryminały, harlequiny, książki społeczno-obyczajowe, poradniki... obawiam się, że naprawdę jestem w stanie połknąć wszystko poza poezją. I naiwnie wierzę w to, że każdy z tych gatunków może trzymać jako taki poziom. Oczywiście opowiadań Alice Munro nigdy nie będzie można postawić w sąsiedztwie takiej na przykład Gry o miłość. Każda przeciętna czytelnicza dusza na taki widok musiałaby wyjść z siebie i stanąć obok... albo i jeszcze dwa kroki dalej. Niemniej jednak nawet najpodlejszy gatunek literacki, za jaki powszechnie uznaje się romansidła sprzedawane w kioskach za 9,90, mogą nosić znamiona przyzwoitości. A nawet powinny. 

Czy tak trudno, nawet w takiej książce, o zarys jakiejś akcji? Czy tak trudno, nawet w takiej książce, o bohaterów z charakterem? Jakimkolwiek? Czy tak trudno, nawet w takiej książce, o zachowanie przynajmniej odrobiny prawdopodobieństwa wystąpienia opisanych wydarzeń w rzeczywistości? Nie wiem czy pani Probst tym dziełem wiekopomnym nie przebiła czasem dwóch swoich poprzednich książek. A to nie lada wyczyn. 

Maks jest przystojny, a biedna Karina jest w nim zakochana od lat, ale on cały czas traktuje są jak młodszą siostrę, bo brat Kariny jest najlepszym kumplem Maksa. To tyle. Ot i cała historia. Przepraszam nie tyle za spojler, co za zdradzenie całej fabuły i dziękuję za uwagę. Jako znana obrończyni wszelkiej literatury niskich losów życzę wszystkim miłego wieczoru... bez tej książki.

Jennifer Probst: Gra o miłość. Wydawnictwo Akapit Press, 2013. 
Okładka pochodzi ze strony www.lubimyczytac.pl. 

Gra o miłość [Jennifer Probst]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Możesz przeczytać też:

7 komentarze

  1. Akurat nikt mnie nie zmusi do czytania harlequinów, więc po to dzieło w żadnym razie nie sięgnę. nikt mnie nie zmusi do tego. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam, że jednak sięgnęłaś. Żadna wcześniejsza obietnica, na papierze czy nie, nie zmusiłaby mnie do lektury takiej miernoty :D
    No i dzięki za ostrzeżenie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś zaczytywałam się takich książkach :P A teraz nawet z kijem do nich nie podejdę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie książki kuszą ceną przede wszystkim :D tak więc kupujemy, a potem je męczymy :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaskakujesz mnie :D że też jeszcze masz cierpliwość do wątpliwej jakościowo twórczości tej pani autorki. Masochistka! :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja w ogóle nie sięgam po Harlequiny, bo kiedyś się na jakiejś miernocie skradłam i od tego czasu mam awersję do wszystkiego, co w ogóle ma na sobie to logo...

    OdpowiedzUsuń
  7. Chcę przeczytać <3 coś dla mnie :))

    OdpowiedzUsuń