Oko w oko: Najlepszym lekarstwem na bezsenność jest dla mnie podręcznik do fizyki

17:26:00

Dzisiaj na mojej wirtualnej kanapie zasiadła Abigail z bloga Wyznania kiążkoholiczki. Abi jest taką moją parabatai jeśli chodzi o gust literacki. Mam nadzieję, że wiecie co mam na myśli. Na przykład włosomaniaczki mają swoje włosowe siostry, które mają podobny typ włosów, ich strukturę i problemy z tym związane. Więc jeśli zapytacie mnie z którą blogerką książkową jest mi najbliżej jeśli chodzi o gust literacki, to z całą pewnością wskażę na Abi właśnie. To niesamowita dziewczyna i każdy kto śledzi jej blog oraz fanpage na Fb pewnie wie o czym mówię. Aż się chce klikać "lubię to" :-) Ale okey, przejdźmy może do sedna... 

No to na początek - dlaczego powinnam posłuchać Kim Jonghyuna? Robi dobrą muzykę? :)

Ach, no to jest temat rzeka, naprawdę. Mogłabym się rozpisywać godzinami na temat tego, dlaczego powinnaś go posłuchać. Według mnie jest naprawdę bezbłędny: uwielbiam słuchać jego głosu oraz wczytywać się w teksty piosenek. Ale na uwagę zasługuje cały zespół, w którym śpiewa, czyli SHINee. Chociaż nie chcę nikogo zmuszać do słuchania takiej muzyki, bo przecież nie każdy z nas lubi akurat ten rodzaj. Dużą barierą jest język, bo w końcu to koreańscy wykonawcy, jednak nawet bez rozumienia tekstu można zachwycać się jego głosem oraz nagromadzonymi w nim emocjami. Prawda jest taka, że dla mnie jego muzyka znaczy naprawdę bardzo wiele i nie pamiętam już siebie sprzed poznania tego zespołu. Nigdy nie spodziewałam się, że koreańska muzyka tak bardzo mi się spodoba, a jednak! Jeśli dobrze wsłuchasz się w jego głos (szczególnie w powolnych kawałkach) to zrozumiesz dlaczego aż tak bardzo go lubię ;)

A co z literaturą koreańską? Miałaś kiedyś styczność z czymś takim?

Powiem Ci, że do literatury koreańskiej ciężko jest się "dorwać". W Korei Południowej jest wielu świetnych autorów, jednak niestety praktycznie żadne wydawnictwo nie chce zabrać się za tłumaczenie tych książek na polski. Bacznie przepatrywałam cały internet pod kontekstem powieści koreańskich autorów i tak naprawdę natknęłam się tylko na jedno wydawnictwo, które wydaje taką literaturę. Na mojej półce grzecznie stoją trzy koreańskie książki i na razie cieszę swoje oczy ich widokiem, a niedługo mam w planach zabrać się za czytanie, bo przyznam, że naprawdę ciekawość mnie zżera! Na szczęście teraz powieści autorów z Dalekiego Wschodu są coraz bardziej popularne, ciągle widzę, że wydawane są japońskie bądź chińskie książki, i mam wielką nadzieję, że niedługo tak samo będzie z koreańską literaturą. Niestety nie opanowałam tego języka na tyle, żeby w nim czytać. 

Ale uczysz się? :)

Naturalnie. Próbuję się go nauczyć gdzieś od 1,5 roku i jak na razie, aż wstyd się przyznać, ale efekty są prawie niewidoczne. Może to kwestia tego, że nie mam zbyt wiele czasu na naukę koreańskiego i pewnie gdybym brała lekcje z nauczycielem to już potrafiłabym się w nim porozumieć, bo co jak co, ale nauka języków zawsze przychodziła mi naturalnie. Niestety na razie muszę posiłkować się kursem podręcznikowym, tekstami piosenek oraz ufać swojemu słuchowi przy oglądaniu filmów bądź seriali koreańskich. No może trochę dramatyzuję, ale po takim czasie chciałabym znać ten język o wiele lepiej niż obecnie. Teraz potrafiłabym powiedzieć kilka krótkich zwrotów i oznajmić komuś: "Dzień dobry, nazywam się Ania. Kocham Cię". Z pewnością mi się to przyda, prawda? :D Wszyscy zawsze twierdzą, że języki dalekowschodnie są trudne i to jedynie "same krzaczki". Prawda jest taka, że wcale nie są takie ciężkie. Pisanie po koreańsku jest bardzo proste, po japońsku również, jedynie chiński może sprawić trochę trudności, bo rzeczywiście wystarczy kreska postawiona nie tam gdzie potrzeba, a wyraz ma całkowicie inne znaczenie. Ale im jest trudniej, tym fajniej się go uczy.

A skąd pomysł na blogowanie o książkach?

Szczerze? Nie mam zielonego pojęcia. Od dawna prowadziłam blogi o najróżniejszej tematyce, ale żaden z nich nie przyciągnął mojej uwagi na dłużej i wszystkie po jakimś czasie porzucałam. Nawet nie myślałam o tym, że kiedyś w internecie narodzą się Wyznania książkoholiczki i że będę tak bardzo zaangażowana w rozwój mojego bloga.
Książki zaczęłam tak bardziej nałogowo czytać dopiero dzięki mojemu nauczycielowi polskiego w podstawówce i gdyby nie on to nie byłoby mowy nawet o prowadzeniu bloga. Dzięki niemu zaczęłam interesować się naszym językiem, czytaniem oraz pisaniem i właściwie lekcje z nim ukształtowały mój obecny charakter. Pamiętam też, że zawsze zanim sięgnęłam po jakąś książkę to czytałam recenzje na blogach. Któregoś dnia trafiłam na takiego, który wyjątkowo mnie zainteresował i pokrywał się z moimi upodobaniami czytelniczymi, więc napisałam do autorki i od słowa do słowa doszłyśmy razem do wniosku, że mogłabym założyć bloga, tak jak ona. Oprócz tego, że ona była właśnie takim bodźcem, który nakłonił mnie do stworzenia strony, to dodatkowo sama odczuwałam w sobie ogromną ochotę wyrzucenia wszystkich emocji, które targały mną podczas czytania powieści. Chciałam rozmawiać o książkach, ale nikt z otaczających mnie ludzi nie chciał słuchać. Moi znajomi nigdy nie dotknęli książki (nawet patykiem na odległość) i dziwili się, gdy chciałam o nich rozmawiać. Dlatego też postanowiłam wyrzucić z siebie wszystko to, co miałam do powiedzenia o danej książce w pisemnej formie. Zawsze lepiej operowałam słowami, gdy przychodziło mi to napisać, niż powiedzieć.

Zawsze jak wchodzę na Twojego bloga, to odnoszę wrażenie, że Ty naprawdę wiesz na czym polega blogowanie. Że rozumiesz tę machinę. Wrzucasz zdjęcia, linki, piosenki, tagujesz, oznaczasz... po prostu wiesz co się sprzedaje.

Fajnie, że tak myślisz. ;) Nie uważam, żebym dokładnie znała tę blogerską machinę, jednak lubię zwracać uwagę na to, co się ludziom podoba i czego oczekują ode mnie, jako blogerki książkowej. Wiadomo, że nie mogę pisać o rzeczach całkowicie sprzecznych z tematem strony, ale lubię eksperymentować z tym, co pokazywać ludziom. Chyba mam w sobie nieco zapędów socjologicznych i po prostu miło mi się obserwuje reakcje innych na przedstawione przeze mnie rzeczy. Szczególnie widać to na fanpage'u bloga. Tam mogę sobie pozwolić na nieco więcej frywolności i mówić o tym, co akurat mnie zastanawia bądź o ciekawych wydarzeniach (około)książkowych, natomiast strona bloga to całkowicie odrębna sprawa. Tam muszę dłużej myśleć nad tym, co chcę przekazać, a mój fanpage cechują raczej spontaniczne i impulsywne posty. Bloguję przede wszystkim dla moich czytelników, więc mają największy wpływ na moją stronę. To dzięki nim Wyznania książkoholiczki są takie, jak w chwili obecnej.

Uwierz, że Twoje starania naprawdę są widoczne :) No ale dobrze, może teraz dajmy chwilę książkom. Co czytasz najchętniej?

Czytam praktycznie wszystko. Nie lubię zamykać się tylko w jednym określonym gatunku i chcę eksperymentować z takimi, których jeszcze do tej pory nie znałam. Prawdą jest natomiast, że na moim blogu można znaleźć w dużej mierze recenzje książek fantastycznych bądź młodzieżowych, gdyż takie zdecydowanie najlepiej mi się czyta. Ostatnio zapałałam również głębokim uczuciem do powieści historycznych (a szczególnie tych, których akcja dzieje się na terenach Anglii bądź Francji) oraz postanowiłam spróbować klasyki. Jak na razie mam związane z nimi same dobre wspomnienia ;)

I to jest odpowiedź, pod którą sama mogłabym się podpisać. Zdecydowanie mamy podobny gust książkowy :) A gdybyś miała polecić moim czytelnikom trzy tytuły, które uwielbiasz i do których mogłabyś wracać co tydzień, to co by to było?

O, to świetnie, że mamy podobny gust ;) Tylko trzy tytuły? Jest stanowczo za dużo takich książek, które kocham i mogłabym czytać cały czas, ale szczególnie chciałabym polecić Baśniarza, Gwiazd naszych wina i Miasto kości. Pierwsza książka wywołała we mnie naprawdę wielkie uczucia i od jakiegoś czasu jest jedną z moich ulubionych. To taka powieść, którą polecam wszystkim swoim znajomym i każdy dziękuje mi za jej polecenie. Gwiazd naszych wina chyba nie muszę tłumaczyć. To jedna z takich lektur, które wywołują w duszy czytelnika niemal namacalny ból i zapadają głęboko w pamięć. Do ostatniej z książek mam ogromny sentyment, gdyż to właśnie od niej zaczęłam nałogowo czytać. Miasto kości potrafiłam przeczytać kilkanaście razy i nigdy mi się nie znudziła, a mój egzemplarz był już w Londynie, Włoszech, Pradze i Niemczech. Wszyscy moi znajomi zakochali się w niej i nawet nie chcieli mi jej oddać ;)

Uwielbiam Miasto Kości :) A książki po które nigdy nie sięgasz?

Staram się być otwarta na nieznane gatunki, ale... nigdy nie potrafię przełamać się jeśli chodzi o książki religijne bądź filozoficzne. Było też kilka lektur szkolnych, przy których po prostu usypiałam i do tej pory mam związane z nimi bardzo nieprzyjemne wspomnienia. Poza tym najlepszym lekarstwem na bezsenność jest dla mnie podręcznik do fizyki. 1-2 zdania i już usypiam, naprawdę :D

A gdybyś nie blogowała o książkach, to o czym? Masz jakieś inne pasje o których mi jeszcze nie wspomniałaś? :)

Hmm... Gdybym nie blogowała o książkach to pewnie o... gotowaniu lub nauce języków obcych. Na pewno bym blogowała, choćby o czymkolwiek, bo zdecydowanie świetnie się w tym czuję. Można uznać, że właśnie gotowanie i języki obce są moimi "pasjami". Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że coś takiego mi się spodoba, gdyż zawsze to były dla mnie całkowicie abstrakcyjne rzeczy. Jednak wszystko się zmieniło dzięki zbawiennemu wpływowi, jaki wywarła na mnie Anglia. Pojechałam tam w wieku 8 lat i zobaczyłam, że świat wcale nie zamyka się tylko na Polsce. To państwo jest wielką mieszanką kulturową, a co kraj to obyczaj. Właśnie dzięki Londynowi zakochałam się w poznawaniu nowych kuchni i eksperymentowaniu z nimi oraz w nauce języków obcych. Chyba bez tych dwóch rzeczy nie potrafiłabym żyć, bo one w bardzo dużym stopniu ukształtowały mnie na osobę, którą jestem obecnie. I oczywiście książki ;)


***
KWESTIONARIUSZ KARRIBY

Mam na imię... Anka.

Urodziłam się w... szpitalu? :D

Aktualnie mieszkam w... Wadowicach.

Obecnie zajmuję się... nauką w liceum.

Nie wiem czy wiecie, ale... najpierw nauczyłam się pisać na klawiaturze komputera, a potem ręcznie :O

Karriba to... jedna z najsympatyczniejszych osóbek, które mogłam poznać dzięki blogosferze ;*

Bardzo dziękuję Abi za rozmowę i polecam Wam zajrzenie na jej blog oraz (chyba przede wszystkim) fanpage na FB. Jest naprawdę obłędny :-)

PS. Stara wersja, jak widać - tak ma zostać? ;-)

Możesz przeczytać też:

18 komentarze

  1. To ja Ci bardzo dziękuję za taki miły wywiad. Świetnie mi się z Tobą rozmawiało. ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie zaglądam na Wyznania Książkoholiczki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny tekst :) Oczywiście Abi to jedna z moich ulubienic :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O, jaki świetny wywiad! Wręcz obłędny :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Abi ma niejednego fana w blogosferze :*
    Świetny wywiad. Co ciekawe podręcznik od fizyki też u mnie działa na bezsenność, a jestem na mat-fizie w liceum. Coś tu chyba nie tak.
    Muszę wreszcie przeczytać Baśniarza, tak wiele osób go poleca.

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny wywiad, choć w sumie to co Abi tu powiedziała słyszę na co dzień od niej samej. Bardzo fajnie się czytało.^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się nie popisuj tutaj, i tak Ci już wszyscy zazdroszczą, że możesz słuchać mojego marudzenia w rzeczywistości. :D

      Usuń
    2. Chyba na odwrót. Serio, myślałam, ze powiesz coś przełomowego, a tutaj nic. Oj sorry, myślałam, że gdybyś nie pisała o książkach, to przerzuciłabyś się na Jjonga. - Takie małe zdziwko.xD

      Usuń
  7. Koleżanki nie znam..Zerknę. Wywiadu nie przeczytałam do końca ale nadrobię.
    Dodam, że u mnie nowy post i jeśli masz ochotę wpadnij tak jak ówcześnie i pozostaw opinię, nie ukrywam, że każda jest dla mnie na wagę złota :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak, ta wersja zdecydowanie lepsza i więcej można się dowiedzieć. ;)
    Podziwiam za naukę języków obcych, mi idą strasznie opornie, mam krótką pamięć do nich, chociaż bardzo chciałabym się nauczyć kilku...

    OdpowiedzUsuń
  9. Oooo a ja się urodziłam w szpitalu w Wadowicach :D czyli mam do Abi całkiem blisko, fajnie wiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny wywiad ! :) Fajne zdjęcie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba muszę się wziąć za książkę "Baśniarz" ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Podziwiam za naukę koreańskiego! Ja również lubię się uczyć języków, ale brak mi samozaparcia, aby robić to sama, bez nauczyciela :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. "najpierw nauczyłam się pisać na klawiaturze komputera, a potem ręcznie" - znak czasów; myślę, że to normalne, że nastolatki znacznie łatwiej ogarniają internet, blogowanie, lajkowanie, fajsbukowanie, etc. , niż osoby, które jednak nie miały do czynienia z komputerem już w pieluszkach

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeeej, stara wersja:) Taka jest idealna:) Fajnie się ją czyta, szczególnie, jak wywiad przeprowadzany jest z taką ciekawą osóbką jak Abi:)

    OdpowiedzUsuń