Kilka kolejnych słów o lekturach

17:16:00

Mój tekst o lekturach szkolnych (klik) wzbudził sporo emocji - i bardzo dobrze. To ważna kwestia, więc kiedy widzę wasze zainteresowanie, doznaję uczuć niemal tak samo intensywnych, jak podczas oglądania wyczynów naszych olimpijczyków w Soczi :) Zapowiedziałam, że ciąg dalszy nastąpi i oto nastąpił. 



Bo widzicie, to wcale nie jest tak, że ja wszystkie lektury szkolne uważam za słabe, nudne i generalnie kwalifikujące się do spakowania w jakąś rakietę i posłania w kosmos. Właściwie jest zupełnie odwrotnie. Zdecydowaną większość tych książek naprawdę lubię. Serio. Uważam po prostu, że kiepsko sprawdzają się w roli, którą mają spełniać. A mają, w moim mniemaniu, nie tylko edukować, ale też zachęcać do obcowania ze słowem pisanym. 

Jeżeli ktoś nie czyta wcale lub prawie wcale, to rzucanie w niego Krzyżakami naprawdę nie ma sensu (chociaż to wspaniała książka!). Ta osoba jej nie przeczyta. W najlepszym razie skończy się na streszczeniu, z którego dwa lata później nie będzie niczego pamiętała. I na nic zda się tłumaczenie, że Sienkiewicz pisał niesamowite książki. Danusia, Jagienka, Zbyszko? Czy to ma być ówczesna wersja trójkąta miłosnego? No i Zbyszko? Poważnie? Nie dość, że gość nie miał nazwiska, to jeszcze pokarali go takim imieniem. W pewnym wieku trudno sobie wyobrazić gorszą katastrofę. 

Dziady w najlepszym razie można nazwać polską fantastyką ludową, natomiast czytając Wertera trzeba uważać, żeby samemu nie popełnić samobójstwa... skoro on, biedny, nie może. Jak dorzucimy do tego pokrętne losy Romea i jego Julki, to ukazuje nam się towarzystwo doprawdy pierwszej klasy. Zdolne do czynienia wielkich rzeczy - umierania z miłości, heroicznej walki o ojczyznę, gwałtów przez uszy... jedyne do czego z całą pewnością jest niezdatne, to do serwowania ich nastolatkom. Nieczytającym nastolatkom. O ile nie chce się ich zrazić do książek. Takie lektury mogły się sprawdzić kiedyś, ale dzisiaj, w dobie internetów i ściągi.pl, już chyba nie bardzo. 

Bo bądźmy szczerzy - są dwie grupy uczniów, którzy czytają lektury. Pierwsza to osoby lubiące książki, a druga to klasowi kujoni. A i to najczęściej jest tak, że jedni i drudzy to ci sami ludzie. I trudno się dziwić. Do pewnych książek trzeba dorosnąć. Ileż to razy słyszałam od swoich znajomych, że lektury są dla nich niezrozumiałe. Na dodatek ma się czasem to szczęście, że pani od polskiego podczas ich omawiania zadaje pytania w stylu "jakiego koloru było oczko w pierścionku tej czy tamtej?" i tak wytrwale wstawia jedynki za złe odpowiedzi, że owo pytanie urasta do rangi problemu stulecia. Wspaniale. 

A jakby tego było mało, mamy w naszym kraju coś takiego jak "klucz", do którego należy się stosować, jeśli w naszych planach figuruje punkt o zdaniu matury, a który narzuca nam sposób odbioru danego dzieła. Przecież to jest nienormalne. Rozumiem, że to ma służyć sprawiedliwej i pozbawionej subiektywizmu (na tyle ile to możliwe) ocenie, ale na litość Pana, toć to zabija resztki wyobraźni i samodzielnego myślenia u młodych ludzi. Zamiast się zastanawiać nad co myślą na temat danej książki, oni szukają epitetów, które przecież koniecznie trzeba wypisać. Mój wykładowca od literatury bułgarskiej (obywatel Bułgarii) był w wielkim szoku, kiedy dowiedział się o funkcjonowaniu czegoś takiego w naszym kraju, a przez pierwsze pół godziny wydawał się nawet święcie przekonany, że robimy sobie z niego żarty. Nie mieściło mu się to w głowie. 

I mnie też nie mieści się w głowie, że tylu mamy uczonych ludzi w tym państwie i nikt jeszcze nic z tym nie zrobił. Nikt nawet nie zaczął prawdziwej debaty w tej sprawie. Bo najpierw trzeba chwilę porozmawiać. Bo może ja nie mam racji (a wręcz liczę się z tym poważnie). Bo może ten stan, który mamy teraz, jest jak demokracja. Niedoskonały, ale najlepszy z wymyślonych. 

Nie wiem, ale chcę wiedzieć. 

Możesz przeczytać też:

24 komentarze

  1. Bo widzisz, to się wszystko rozbija o to, że "Pan Tadeusz" podobno jest konieczny do pełnej edukacji, a uczniowie i tak będą niezadowoleni - tak myśli większość polonistów, a władza też nic z tym nie zrobi, bo po co...

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja polonistka zawsze powtarzała: traktujcie egzaminatorów jak totalnych idiotów. Jeśli coś wydaje wam się tak bardzo oczywiste, że nie chce wam się tego pisać, i tak to napiszcie, bo uciekną wam punkty przez mało istotne rzeczy...Dlatego nie chce się czytać lektur, bo klucz zabija samodzielne myślenie i refleksje, bo za własne zdanie, coś, czego w kluczu nie ma, dostanie się góra dwa punkty, a za idiotyczne wypisywanie epitetów i innych pierdół jest pewnie więcej, bo wszystko znajdzie się w opracowaniach i streszczeniach, bo polonistka pyta o TAK BARDZO ISTOTNY ubiór postaci... Matura to bzdura? Pewnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Całkowicie się z tobą zgadzam!
    Nikogo nie zachęcą słowa: "To wielka literatura! Klasyka". Ludzie nie czytają, a przecież trzeba już za maleńkości zachęcić do tego.
    A gdzie powinno się zachęcić jak nie w szkole? Nie twierdzę, że wszystkie lektury są złe, ale wiele jest po prostu bezsensownych - co mówią nawet poloniści.
    Moim zdaniem należałoby pozmieniać bardzo wiele.
    Książki mają przyciągać, a nie odpychać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie przeczytałam ,,Krzyżaków" ale przeczytałam dokładne streszczenie. Zaczęłam, ale zostawiłam po kilku stronach. Nie przepadam za lekturami, ale ,,Pan Tadeusz" i czytana ostatnio ,,Granica" Nałkowskiej podobały mi się. Dobrą książeczką było również ,,Cierpienia młodego Wertera". Natomiast preferuje lekką literaturę. Może odstrasza mnie nazwa ,,lektury". Kojarzą mi się przygnębiająco i z obowiązkiem szkolnym, a więc nieciekawie ; )
    Pozdrawiam ;>

    OdpowiedzUsuń
  5. Sposób omawiania lektur zazwyczaj poniżej jakiegokolwiek poziomu. Poloniści czytają te książki setki razy i najwyraźniej im się nudzi. Myślę, że można to zmienić nie ingerując w kanon lektur. Bądźmy szczerzy, to jest akurat dobra wola polonistów. Muszą trzymać się jakichś wytycznych, wiadomo, ale to jednak od nich zależy jak wygląda lekcja i czy są w stanie zainteresować ucznia. Tutaj żadna interwencja "z góry" nie pomoże.
    Co do wpływu lektur na czytelnictwo, to już mam trochę mieszane uczucia. W końcu przed lekturami gimnazjalnymi są jakieś powieści młodzieżowe, które są bardziej przystępne. Nie zostawiajmy szkole wychowywania dzieci. Miłość do książek można wynieść z domu i wtedy żadne nieprzyjemne lektury tego nie zmienią. Wybrane powieści obrazują daną epokę i ciężko byłoby wcisnąć Rowling do średniowiecza. Przedmiot, jakim jest język polski, to nie dyskusyjny klub książki. Myślę, że zrzucanie winy na szkołę za niechęć do czytelnictwa, to trochę pójście na łatwiznę. Ludziom się nie chce czytać, po prostu, a każda wymówka jest dobra. Gdyby na polskim oglądano same nudne filmy, to wątpię, żeby wpłynęło to na frekwencję w kinach. Zdarzają się nudne lektury, zdarzają się nudne działy z biologii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podłączę się pod ostatnie zdania.
      Ciekawi mnie, dlaczego nikt nie narzeka na lekcje wychowania fizycznego, że są złe, bo nie zachęcają dzieci do spędzania czasu na aktywności fizycznej (której współcześnie coraz mniej, większość całe dnie spędza przed ekranem: komputera, telewizora, komórki, tabletu), bądź na matematykę, skoro jakoś nie widać, żeby młodzież w wolnym czasie dodawała sobie dla rozrywki, hmm? A na lektury każdy zawsze narzeka, że nie zachęcają i to wyłącznie ich wina (bo nudne i wogle co mnie tam jakiś Zbyszko), że uczniowie nie czytają - przecież to oczywiste, że to za sprawą tego Mickiewicza, który zamiast o Edwardzie i Belli, to pisał o jakimś tam Konradzie-Gustawie (wtf wogle?!, co za koleś!), że jakby Wokulskiemu dać różdżkę, to hokus-pokus i rzuciłby na wszystkich czytelniczy czar-szał.

      Usuń
    2. Matematyka jest nauką ścisłą, 2+2 zawsze będzie 4 (a przynajmniej tak podejrzewam) i trzeba się z tym pogodzić - daje nam bardziej fizyczne umiejętności, natomiast polski zalicza się do nauk humanistycznych i ma, moim zdaniem, trochę inne zadania. Tu bym poszukiwała źródeł tych pretensji. O ile matma, chociaż nielubiana, wydaje się spełniać przynajmniej część swoich założeń (2+2, 4x4, 18% z 320...) o tyle polski na tym polu kuleje. Bo czego on właściwie uczy? Jak mi to wyjaśnisz, to obiecuję, przyznam ci rację :)
      PS. I poczekaj, jeszcze będziesz dziecku tłumaczył co oznacza plewienie zagonów, podczas gdy ono do szkoły będzie latało jakimś super odrzutowcem ;)) Może wtedy uznasz, że kanon lektur rzeczywiście trochę się "zastał" :)

      Usuń
    3. Z tego co widziałam, to lista lektur dla gimnazjum jest bardzo otwarta i wybrać można coś z powieści detektywistycznych, fantastycznych, młodzieżowych i innych. Sam Sienkiewicz czy Mickiewicz nie powinni być aż tak mocni, żeby zniechęcić tych biednych gimnazjalistów do czytania. Jeśli ktoś już dotrze do liceum, to już nie powinien oczekiwać, że ktoś go będzie prowadził za rączkę. Nie można przecież przemilczeć istnienia Szekspira, Dostojewskiego, Prusa czy Gombrowicza. Licealiści są już w takim wieku, że spokojnie mogą zapoznać się z literaturą na przestrzeni wieków. Po to chyba jest ten przedmiot w szkole. Przecież nie wszystkie lektury są takie złe, to uczniowie mają w głowie, że do takich książek to z kijem nie podchodź. Większość nawet nie zaczyna czytać, to skąd mają wiedzieć czy im się spodoba czy nie.

      Usuń
    4. WF przemilczałaś - a to przy okazji tego przedmiotu przedstawiłem mój stosunek do Twojego problemu, tzn. tego, że lektury nie zachęcają do czytania ;-) Szkoła jako taka nie jest współcześnie "zachęcająca" dla młodego człowieka, który ma tysiące ciekawszych rzeczy do roboty niż uczenie się ;)

      Twoim zdaniem język polski nie spełnia nawet części swoich założeń? I nie wiesz, czego uczy się na tych lekcjach? Cóż, w takim razie dalsza dyskusja moim zdaniem nie ma większego sensu ;)

      PS. Nawet gdy zacznie się teleportować do szkoły, to nie uznam, że kanon lektur się "zastał", dlatego że rozwój technologiczny nijak nie wpływa na wartość powstałych w przeszłości dzieł, po prostu.

      Usuń
    5. Lektury są nośnikiem uniwersalnych prawd i obrazem społeczeństwa w danej epoce. Myślę, że większym problemem jest wyposażenie bibliotek. Jestem z małego miasta i wiem jak mnie to ograniczało i ile osób się zniechęcało, bo nie było z czego wybierać. Ja byłam w szkole i dalej czytam, wszyscy tu komentujący też. Da się? Da :)

      Usuń
    6. No właśnie, wszyscy tu komentujący to blogerzy książkowi - zastanawiam się, czy czasem w tej dyskusji nie brakuje nam wszystkim (mi też) większej dawki empatii. My czytamy teraz i czytaliśmy w szkole. Nie ma żadnego szkolnika spoza grupy moli książkowych. Gdyby był chociaż jeden, wpadłabym w ekstazę, bo niektóre komentarze są dłuższe niż sam tekst ;) Co za sukces :)

      PS. Dada, ja przybyłam z Wenus, ty z Marsa... albo jakoś tak. Mamy zdania tak odrębne, że wypada się cieszyć, iż nie mieszkamy w jednym mieście. Moglibyśmy tam rozpętać jakąś wojnę gangów ;)
      PS2. WF też nie spełnia swoich zadań, bo wygląda tak jak wygląda. I tak, powinniśmy na to narzekać :)

      Usuń
    7. Naaah, ja nie wychodzę z domu od czasu, gdy zorientowałem się, że nikt o mnie nie pisze na spotted mojego miasta ;)

      Usuń
    8. Ja się zgodzę z Dadą, jeśli chodzi o WF: to też jest problem, ale jakby się zacząć zastanawiać, to wyjdzie na to, że generalnie polska szkoła nie zachęca do niczego, ani do aktywności fizycznej, ani do czytania, ani do eksperymentów fizycznych, no chyba że komuś trafi się wyjątkowy nauczyciel, potrafiący zainteresować przedmiotem. Zatem ostatecznie wszystko sprowadza się do ludzi, a nie do systemu.

      Usuń
    9. Każdy ma prawo do własnego zdania na ten (i każdy inny) temat i to jest właśnie piękne :)

      Usuń
  6. ,,Klasyczne" lektury powinny być przeplatane z współczesnymi książkami, które być może nie dorastają im do pięt, ale interesują młodzież. Natomiast zgadzam się z Tobą, że absolutną głupotą jest używanie klucza, który sprawdza się w przypadku przedmiotów ścisłych gdzie wynik jest jeden i nie można z nim dyskutować. Literatura piękna ma to do siebie, że można interpretować ją na n-sposobów, więc jeden niepodważalny klucz odpowiedzi to bzdura.

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdy słyszę jaka to piękna książka będzie moją lekturą włos jeży mi się na głowie. Gdybym nie zakochała się w książkach wcześniej i czerpała doświadczenie tylko z tych obowiązkowych, zapewne skończyłabym jak reszta mojej klasy- na słowo "książka" i "czytać" wybuchają śmiechem twierdząc, że nudne, że boli głowa, że dobre dla kujonów. Przykre, lecz prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zaczęłam czytać ten wpis, to potakiwałam głową i zgadzałam się wieloma zdaniami, a przy fragmencie o Werterze - zaśmiałam się. Jednak nie przesadzajmy i nie generalizujemy wszystkich lektur, bo nawet osoba, która nie lubi czytać, i nie czyta, to jednak sięgnie chociaż po marne streszczenie. A jak mu się streszczenie spodoba, to i po książkę. Oczywiście nie mówię tu o wszystkich, bo mamy też nastolatki, które nie wezmę książki, bo nie i koniec, i kropka.
    Nie spodobały mi się te zdania, które napisałaś: Bo bądźmy szczerzy - są dwie grupy uczniów, którzy czytają lektury. Pierwsza to osoby lubiące książki, a druga to klasowi kujoni. A i to najczęściej jest tak, że jedni i drudzy to ci sami ludzie. Tutaj muszę zaznaczyć, że obraziłaś wiele osób, w tym mnie. Nie jestem kujonem, ale książki lubię czytać - nie tylko te z literatury popularnej, ale tej wyższej, które powinny nas czegoś uczyć i pokazywać kwestie ważniejsze niż: ubrać spodnie czy spódnice. Istnieje coś takiego jak poczucie obowiązku. Sama jestem w liceum i nie zdarzyło mi się, abym nie przeczytała chociaż jednej lektury. Po prostu wiem, że jak tego nie zrobię, to będę sobie wyrzucała, a potem miałam większy stres na maturze. Nauczyciel w szkole powinien wyjaśnić, o co chodzi w danej pozycji, a ja mam to szczęście, że mój wyjaśnia. Podchodząc do matury roz. z polskiego, mam kolejny wachlarz lektur, których wcale nie trzeba czytać. Jednak nie nazwałabym siebie kujonem, który lubi książki. Nie nazwałabym siebie w ogóle kujonem i sądzę, że wiele osób ma podobne zdanie, nie koniecznie czytają Twojego bloga.

    Klucz istnieje na tegorocznej maturze, czyli do rocznika 1995. Młodsi uczniowie przecież nie będą musieli wstrzelać się w klucz na wypracowaniu, w którego temacie pojawia się szkolna lektura.
    Owszem, sama niektóre książki wyrzuciłabym już z kanonu lektur, bo mimo tego, iż wiem, co dany tytuł oznacza, co chciał "autor nam przekazać", to jednak nie wnoszą one niczego do naszego życia, a wręcz przeciwnie, marnujemy czas, który można poświęcić lepszym książkom. Powieścią, o których w szkole się po prostu nie mówi.
    Może dlatego to lepiej, że młodsze roczniki mają okrojony spis lektur.

    OdpowiedzUsuń
  9. Punkt 1: Masz bardzo dużo racji (i dużo więcej wiedzy na ten temat niż ja!), więc bardzo się cieszę się, że napisałaś ten komentarz :)
    Punkt 2: Wcale nie uważam słowa "kujon" za obraźliwe, to raczej potoczne określenie osób, które dobrze się uczą... myślałam, że już za moich czasów używano go raczej w formie żartu niż obrazy, ale być może się myliłam :) W każdym razie nie miałam zamiaru nikogo obrażać, naprawdę.
    Punkt 3: Oddzieliłam osoby lubiące książki od kujonów - zaznaczyłam tylko, że najczęściej są to te same osoby.

    OdpowiedzUsuń
  10. ja nie byłam kujonem, aczkolwiek radziłam sobie dobrze. Lektury czytałam, ale przyznam się, że np. :Krzyżaków" nie byłam w stanie przebrnąć - tak samo jak "Potop", a "Nad Niemnem" - przechodziłam tortury, :Lalka: ta powieś mnie urzekła. Tak wiem bluźnie, bo to nasze skarby narodowe - ale to nie książki w moich klimatach :) A jeśli chodzi o wymieniony przez ciebie "klucz" uważam go za beznadziejną sprawę - każdy w jakiś odrębny sposób odbiera dane dzieło - takie jest moje zdanie i nie powinno go być. Nasz kraj ma wiele niepotrzebnych "zasad". Ja mam dzieci w wieku szkolnym - więc zmiany w edukacji uważam za porażkę :( a o niektórych lekturach - kiedyś nie było mowy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie zgodzę się z pretensjami do tych lektur, że nie zachęcają- uważam, że to nie jest ich funkcją. Większość (ba, wszystkie) wymienione w tekście to przecież gimnazjum i liceum, a rozwijanie pasji czytelniczej dzieje się w czasach podstawówki! A tam jest mnóstwo książek, które potrafią zaczarować! Wystarczy przypilnować, aby takie szkraby dotarły do tych skarbów (do tej pory pamiętam ekscytację z wypożyczania ksiazej w szkolej bibliotece, choć nie mogłam dosiegnac do najwyższych półek).
    Aczkolwiek zgodzę się, że lektury w gimnazjum i liceum powinny bardziej kształtować człowieka i jego postrzeganie świata niż skupiać się na aspektach stylistycznych i historycznych.

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytając Twój wpis przypomniało mi się pytanie z testu znajomości "Pana Tadeusza" - jakie potrawy podano na uczcie po polowaniu? Do końca życia nie zapomnę, że chodziło o bigos i wódkę gdańską! Ale tak naprawdę po co mi to wiedzieć:)

    OdpowiedzUsuń
  13. A tam olimpijczycy, dzisiaj wraca Liga Mistrzów! ;-)
    Co do tekstu - podpisuje się pod każdym słowem (no, ale od "Ferdydurke" to się odczep!:P). Ale potem łatwiej zdać maturę z wyuczoną na pamięć interpretacją wiersza czy lektury, niż samemu się wysilić i zatrudnić do pracy własną wyobraźnię... Co do doboru lektur - to chyba zawsze pozostanie kwestią sporną, a i gusta są różne. Chociaż wyskakiwanie z "Krzyżakami" w pierwszej gimnazjum to rzeczywiście przesada, szczególnie teraz kiedy GIMBAZA ma tendencję do umysłowego uwsteczniania się na rzecz dojrzałości hm.. cielesnej. A co d o Wertera - fakt, można popełnić to samobójstwo z poirytowania :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja ze szkolnych pokochałam najbardziej Chłopów. I jednak, gdyby "klasyki" nie było w lekturach mało który dorosły by po nie sięgnął, niestety...

    OdpowiedzUsuń