W pierścieniu ognia

18:12:00

Jeśli mam być zupełnie szczera, to moje zeszłoroczne plany nie obejmowały wyjścia do kina na W pierścieniu ognia. Tym bardziej, że w grudniu byłam jeszcze przed lekturą drugiego tomu Igrzysk Śmierci, a musicie wiedzieć, że nie znoszę oglądać ekranizacji czegoś, czego wcześniej nie przeczytałam. Tylko że wtedy Cinema City oraz nowiutkie w Lublinie Multikino wyskoczyły ze swoim Dniem Kina lub z czymś o podobnej nazwie i wszystkie moje plany wzięły w łeb. Uznałam, że to znak/przeznaczenie/głos losu, więc w tempie extra hard pochłonęłam książkę i po szybkim dojściu do siebie uznałam, że jestem gotowa na film.

Akurat nawiedził mnie mój brat, który oczywiście całą trylogię miał dawno za sobą (wspominałam już, że czyta więcej i szybciej ode mnie?), więc przeceniony bilet dostał się i jemu. A co, niech i ja od czasu do czasu będę tym lepszym dzieckiem naszych rodziców - pomyślałam. Kupiliśmy colę gigant i wylądowaliśmy obok chłopaka (pozdrawiam!), który przed seansem wyglądał na mocno podekscytowanego. Zadawał jakieś pytania i w ogóle bardzo miło rozgościł się na swoim siedzeniu. Nie wiem co stało się później. Może to te trwające pół godziny reklamy, a może po prostu pomylił sale kinowe - grunt, że przez CAŁY czas trwania filmu siedział z głową w swoim telefonie. Miałam pewne problemy z podzielnością uwagi. Nie wiedziałam czy powinnam być bardziej zainteresowana Liamem Hemsworthem na ekranie czy zachowaniem tego faceta. 

Ale zostawmy już ten temat i przejdźmy do sedna sprawy. W pierścieniu ognia bardzo, ale to bardzo wiernie oddaje wszystko to, co znaleźć można w książce pod tym samym tytułem. I to samo w sobie jest zaletą, chociaż muszę przyznać, że trochę mi się ten seans dłużył przez kompletny brak emocji związanych z tym co się za chwilę wydarzy. Ale to już jest dylemat mola książkowego - albo najpierw czytasz książkę, albo oglądasz jej ekranizację. Nie da się z zapartym tchem śledzić obu. Przynajmniej w moim przypadku.

Generalnie jednak to były naprawdę miło spędzone dwie godziny (z hakiem). Kiedy nawet zaczynałam na chwilę odpływać do krainy marzeń o kolacji, na ekranie pojawiał się Liam Gale albo Haymitch, ewentualnie prezydent Snow (jakoś nie podzielam zachwytów nad Finnickiem) i natychmiast znowu wracałam do ciemnej sali. 

Z kina jak zwykle wyszłam w stanie lekkiej nieważkości. Prawie zawsze jestem dziwnie nieprzytomna po obejrzeniu filmu na takim wielkim ekranie, ale to chyba dobrze, bo oznacza, że ktoś naprawdę odrobił swoją pracę domową i wypuścił na rynek coś wartego zobaczenia. Polecam :)



Film jest ekranizacją książki Suzanne Collins pt. W pierścieniu ognia. Pisałam o niej tutaj

W pierścieniu ognia. Reż. Francis Lawrence. 2013.

Plakat pochodzi ze strony www.filmweb.pl.

Możesz przeczytać też:

11 komentarze

  1. Moim zdaniem lepsza ekranizacja niż w przypadku pierwszej części. Naprawdę dobra robota, film z pewnością obejrzę jeszcze nie raz ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się ! Film jest odzwierciedleniem książki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jestem jakoś bardzo oczarowana ekranizacją, ani pierwszą, ani druga częścią. Książki podobają mi się bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moim zdaniem to najlepsza ekranizacja książki, jaka kiedykolwiek powstała, naprawdę ;) Wszystko było idealnie dopracowane, świetne kostiumy, nieodbieganie od fabuły, no i ta arena - dokładnie taka, jak w mojej głowie ;) Coś niesamowitego!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie irytowały odrobinę przeskoki w akcji, ale ogólnie bardzo pozytywnie wspominam tę ekranizację. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Obiecuje sobie, ze nadrobię ta serie, ale coś mi nie idzie. -.-

    http://po-uszy-w-ksiazkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś też nie poszłam na ekranizację książki zanim jej nie przeczytałam. Teraz jakaś leniwa się zrobiłam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam pierwszą część i obejrzałam jej ekranizację. Kolejną pewnie również obejrzę, ale po książkę już nie sięgnę. Jakoś nie czuję tej historii. Może za bardzo nastawiłam się na "nie" (choć sama nie wiem dlaczego) i jakoś ta opowieść wydała mi się do bólu przewidywalna i banalna.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ekranizacja nie oddaje wiernie szczegółów (podkreślam - szczegółów!), ale to jest zrozumiałe. W pierwszej części musieli trochę poskracać pewne wątki (jak np. to, w jaki sposób Katniss stała się posiadaczką broszki z kosogłosem) i w drugiej konsekwentnie się tego trzymać. W drugiej trzymanie się ściśle fabuły spowodowałoby, że film trwałby ponad 3 godziny, nie dwie. W ekranizacjach obu części nie występuję pewne postacie. Ale to nie zmienia faktu, że sama ekranizacja jest naprawdę bardzo dobra - sceny, kostiumy, zachowanie bohaterów. Można powiedzieć, że jeżeli nie potrafimy sobie czegoś wyobrazić w trakcie lektury (np. przemiany sukni Katniss), to film z całą pewnością film pomoże nam wypełnić luki w wyobraźni ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Po filmie też wyszłam jakby nie swoja! Polecam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ekranizacja dorównuje książce - a takich jest mało. Może i najlepsza nie jest, ale przynajmniej bardzo dobra. :) Mnie jeszcze podobała się przemiana Effy Trincket (Tincket? nie pamiętam pisowni, przepraszam) - w poprzedniej części taka uradowana czytała nazwiska, a w tej... no cóż. :)

    OdpowiedzUsuń