Prawie robi dużą różnicę

18:50:00

Zabierałam się do tej książki jak mój kot do makaronu. Zawsze kiedy już się do niego zbliża z zamiarem zjedzenia go, ktoś rzuca Whiskasem i makaron musi poczekać. Rytuał babiloński wylądował na mojej półce w lipcu, ale dopiero teraz znalazłam chwilę, żeby go przeczytać. Innymi słowy -  w końcu wygrzebałam się spod stosu lektur pod tytułem "przeczytać na wczoraj". 

Tom Knox przywitał mnie uprzejmie i nakazał skupienie. Okazało się bowiem, że od samego początku akcja toczy się w trzech różnych miejscach, co dla ludzi takich jak ja, tj. mogących pochwalić się podzielnością uwagi na poziomie -1, może stanowić spore wyzwanie. Zaczęło się od tego, że gdzieś w odległym Peru dzielna pani antropolog o wdzięcznym imieniu Jessica, bierze udział w projekcie zespołu archeologów związanym z dość tajemniczą kulturą Moche. Tymczasem świeżo zwolniony z ciepłej posadki w Guardanie dziennikarz śledczy, Adam Blackwood, widzi jak znany historyk sztuki (z którym chwilę wcześniej rozmawiał) popełnia samobójstwo. Tyle że jego córka upiera się, że jej ojciec nie mógł się zabić i chce rozwiązać tę zagadkę. Jakby tego było mało, w tym samym czasie w Londynie dochodzi do serii okrutnych samobójstw młodych mieszkańców bardzo zamożnej dzielnicy. 

Już na samym początku lektury lekko uderzył mnie język, jakim posługuje się Knox... albo jego tłumacz. Odniosłam wrażenie, że jest jakiś taki kwadratowy, że jest nienaturalny, że nawet pomysłu na przekazanie mi niezbędnej wiedzy zabrakło, bo autor uparł się za wszelką cenę uczynić to za pomocą dialogów. Przez to jedna z głównych bohaterek, która w zamyśle miała być prawdopodobnie szalenie inteligentna, co chwilę zostaje zmuszana do zadawania głupich pytań w stylu "czy możesz powtórzyć?" albo "czy mógłbyś podsumować to wszystko co już wiemy?". Nawet żarty są drętwe i mało zabawne, jakby ktoś pisał o nich trzy lata po tym, jak już przestały go śmieszyć. Jednocześnie jednak język jest niesamowicie plastyczny. Knox opisał szczegóły z taką dokładnością, że ani przez chwilę nie miałam żadnych wątpliwości, jak wygląda człowiek bez nosa czy wnętrze grobowca z czasów kultury Moche. Niemal czułam zaduch, jaki w nim panuje. 

Sama książka momentami jest tak przerażająco obrzydliwa, że po prostu chciałam ją jak najszybciej skończyć. Krew, zboczenia, skrzywienia, obcinanie różnych części ciała i co tylko jeszcze sobie zażyczycie. Może właśnie ten pośpiech sprawił, że zdarzało mi się zgubić w akcji oraz kilka razy dojść do wniosku, że fabuła jest mocno naciągana. 

Do końca lektury właściwie się doczołgałam. Zirytowana, bo w trakcie czytania okazało się jeszcze, że na odwrocie okładki jest spojler. Najprawdziwszy spojler. Toteż przez trzy czwarte książki spodziewałam się wydarzenia, które on zapowiadał. Istna masakra babilońską piłą motorową. I uwierzcie, piła motorowa nie jest przeze mnie wspomniana nadaremno. 

Miał być drugi Kod Leonarda da Vinci, a jest prawie drugi Kod Leonarda da Vinci

Tom Knox: Rytuał babiloński. Wydawnictwo Rebis, 2013. 

Rytuał babiloński [Tom Knox]  << KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Możesz przeczytać też:

18 komentarze

  1. O rany! Jak czytam o tej książce, dialogach i spoilerach, to od razu przypominam sobie Siostrzyczkę Rekosza. Taki sam gniot...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to było w reklamie : "Prawie robi wielką różnice" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnogość makabrycznych scen w książkach mocno mnie zniechęca. Zwykle takich lektur nie kończę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ogólnie nie dla mnie... A w dodatku widzę, że książka trudna w obyciu...

    OdpowiedzUsuń
  5. prawie drugi Kod Leonarda da Vinci... to ja podziękuję ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem czy zwrócę uwagę na tę książkę : )
    Pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahahaha, co za fenomenalna recenzja - komizm mnie powalił. Ja też gubię się jak akcje są w kilku miejscach na raz, więc witaj w klubie. Piła motorowa powiadasz.... :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ha! Sama niedawno trafiłam na lekturę bezczelnie zaspojlerowaną na okładce - okazało się, że od początku do końca ze szczegółami! Powinni wieszać za taką zbrodnię:D
    Do tej książki mnie nie ciągnie - nie powiem, że odrzucają mnie obrzydliwości, ale zniechęca mnie fakt, że książka nie jest tak dobra, jak mogłaby być:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem czy taki był Twój zamiar, ale mnie zachęciłaś do lektury. :D

    Za spojlepry powinno się karać. Surowo. Np. zmusić do nauczenia się trzech tomów Greya na pamięć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie skutecznie zniechęciłaś do lektury (ciekawe dlaczego Ann RK ma zamiar po nią sięgnąć? może to te opisy makabry? ;)). W każdym razie może jeszcze bym sięgnęła po nią, gdyby nie te sztuczne dialogi, mało śmieszne żarty, niezbyt udana kreacja bohaterów. Nie, nie. A jeszcze ten spojler! Dlatego ja przestałam czytać notki z okładek...

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak trochę poza tematem. Z kim kolejna edycja "Oko w oko"? ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kimś fajnym :D Tyle że znowu w starej wersji, bo zupełnie nie wiem która jest lepsza i jakoś nie umiem się zdecydować, więc następna będzie w starej, a potem... nie wiem :)

      Usuń
    2. Ta stara zdecydowanie lepsza! Bo taka... żywsza i dużo lepiej się czyta taki wywiad :) No to jestem bardzo ciekawa, kogo przyszpiliłaś :D

      Usuń
  12. A ja osobiście lubię czytać takie obrzydliwości, dlatego jestem nieco zaintrygowana tą książką i chyba dam jej szansę poznania.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zostałaś mianowana do Liebster Blog Award :) http://zanim-zajdzie-slonce.blogspot.com/2014/01/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Obrzydlistwa i zboczenia seksualne to tylko markiz de Sade. W przypadku innych autorów odpuszczam sobie tego typu książki.

    OdpowiedzUsuń