Na tropie zagadki

17:20:00

O Sherlocku głośno ostatnio za sprawą serialu, który wzbudza masowe palpitacje serca, publiczne wyznania miłosne oraz dramatyczne zapytania o premierę nie tylko czwartego, ale i dwudziestego czwartego sezonu. Piszę o tym z lekką ironią, bo jeszcze go nie oglądałam. Tylko patrzeć, jak sama zacznę zwracać się do przyjaciółki per "mój Watsonie". A jak już zacznę, to koniecznie uznajcie, że data ważności tego akapitu bezpowrotnie minęła. 

Doszły mnie słuchy, że Przygody Sherlocka Holmesa są lekturą gimnazjalną, więc z ich braku na półce "przeczytane dawno temu", powinnam się prawdopodobnie porządnie wytłumaczyć. Tak więc opcje są dwie. Pierwsza z nich zakłada, że nie uważałam na tych akurat lekcjach polskiego, na których ta książka była omawiana. Musicie wiedzieć, że podobne przestępstwa zdarzały mi się na każdym etapie mojej edukacji. Druga uznaje natomiast, że cała moja klasa skupiła się na próbie zrozumienia kluczowego wówczas zagadnienia, a mianowicie "co z tym Werterem?" i dla Sherlocka najzwyczajniej zabrakło czasu. 

Sir Arthur Conan Doyle stworzył postać piekielnie inteligentnego i utalentowanego detektywa, który z racji swoich licznych sukcesów jest gwiazdą w całej Anglii. Jego przygody to zestaw opowiadań, w zależności od wydania składający się z różnych historii. Ja na pierwszy ognień trafiłam na wersję ze Srebrzystą Gwiazdą, Dziedziczką z Reigate, Urzędnikiem Pickroftem, Stałym pacjentem oraz Ostatnią zagadką. I muszę przyznać, że bawiłam się całkiem nieźle. 

Narratorem wszystkich opowiadań jest przyjaciel Holmesa, doktor Watson. Nie ma on tak lotnego umysłu jak detektyw z Baker Street. Jego tok myślenia przypomina raczej tok myślenia przeciętnego czytelnika. I być może właśnie to sprawiło, że ta książka odniosła tak wielki sukces. Przy Holmesie wcale nie odnosi się wrażenia, że jest się półgłówkiem, który nie zauważa nawet czegoś tak rzucającego się w oczy, jak ziarenko pieprzu wśród całej góry soli. Wręcz przeciwnie. Razem z Watsonem składa się mu hołdy za jego ponadprzeciętną odwagę, spostrzegawczość i zdolność dedukcji. 

Generalnie więc całość wypada mi zakończyć skinieniem głową na znak uznania oraz słowem: polecam. 

Arthur Conan Doyle: Przygody Sherlocka Holmesa. Wydawnictwo Olesiejuk, 2013. 

Możesz przeczytać też:

9 komentarze

  1. Przeczytałam wszystkie książki Doyle :D
    Również polecam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Arthur Conan Doyle to gwarancja świetnej lektury. Ja niedługo planuję zabrać się za ,,Świat zaginiony".

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyszłam tu przywiedziona zewem okładki, wchodzę na stronkę i nie wiem na co patrzeć: na Ciebie czy na tę okładkę:) Miło Cię zobaczyć, a do książki specjalnie nie trzeba mnie nakłaniać, przeczytam chętnie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam okazję przeczytać dotychczas przeczytać z książek Doyle tylko "Psa Baskervillów". Koniecznie muszę nadrobić zaległości! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój brat ją ma, wiec ja ukradnnee!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam chrapkę na Sherlocka Holmesa. Niestety nie czytałam ani jednej jego przygody, aż wstyd ;D
    Pozdrawiam : )

    OdpowiedzUsuń
  7. To ja chyba też nie uważałam, albo za dużo czasu spędziłam nad Werterem, jakkolwiek to brzmi. W każdym razie te przygody z Holmesem są wciąż przede mną i nie wiem, kiedy za nie się zabiorę. Chyba, że znów spotkam książkę w biedronce, właśnie to wydanie, co masz na zdjęciu to wówczas kupię i przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę, że to dobrze, że w szkolę w większości przypadków pomija się omawianie przygód Sherlocka, bo pewnie wielu by się do nich zraziło, a to byłaby wielka szkoda.
    O jakim serialu mówisz? Kompletnie nie jestem na bieżąco x(

    OdpowiedzUsuń
  9. tego bohatera to ja lubię tylko w wersji telewizyjnej :)

    OdpowiedzUsuń