Kto czyta lektury szkolne?

17:12:00

Załóżmy, że jestem nastolatkiem wpełzającym właśnie na gimnazjalne salony. Już na dzień dobry witają mnie tam Krzyżakami. Cierpię męki i po trzydziestu stronach się poddaję. Bo ileż można czytać w przyciężkiej formie o Zbyszku z Bogdańca, królu Jagielle oraz Danusi i Jagience? Zwłaszcza jak się jest młodym, pięknym i ma się zdecydowanie ciekawsze rzeczy do roboty. Co tam jednak, przyłożę się do następnej lektury i wtedy zabłysnę. W końcu w podstawówce nie było ze mną tak źle... 

Tyle że nie spodziewam się, że za chwilę zaatakują mnie Dziady i jakieś hokus pokus w stodole, które kojarzy mi się z imieninowymi opowiadaniami babci o swojej młodości. A to źle. Bardzo źle. I o co w ogóle chodzi z tym całym wywoływaniem duchów? Dlatego zamiast czytać wierszowanego Mickiewicza, przemycam w plecaku Harry'ego Pottera i trzymam go pod ławką, zerkając nań co chwilę, kiedy pani nie patrzy. Bo to przecież zło i szatan.

Do następnej lektury naprawdę staram się zmobilizować. To na pewno będzie coś normalnego. Limit dziwnych książek został już wyczerpany. Teraz będzie coś przyzwoitego - myślę, a potem dostaję do rąk Cierpienia młodego Wertera i cała moja nadzieja umiera. Jestem buntującym się nastolatkiem. Naprawdę mam czytać o jakimś oszołomie, który się zakochał i nie wie co ma z tym zrobić? Przez cały czas jęczy, że mu źle, że ją kocha i że chce umrzeć. To umieraj, looserze, a mnie daj spokój. 

I jakby tego wszystkiego było mało, właśnie ten moment wybiera sobie Szekspir na wkroczenie na scenę. Przychodzi z Romeem i Julią oraz ich tragiczną historią. Wtedy wydaje mi się, że jestem ostatnim człowiekiem, który zauważa, że...





Z gimnazjum wychodzę więc zirytowany i zmęczony unikaniem książek, które mnie nie interesują. Jestem jednak dojrzalszy i jakimś cudem nadal mam ochotę na przeczytanie czegoś dobrego. Naprawdę. Tym razem mam czas i chęci. Jestem pełen zapału, a potem sprawdzam listę lektur. Najgorsze mary gimnazjalne stają przy mnie jako żywe, bo oto pierwsze co widzę to Potop. Mój mózg, zaalarmowany, od razu posyła mi masę skojarzeń z Krzyżakami. Już nawet nie udaję, że przynajmniej spróbuję go zmęczyć. Nie, modlę się tylko, żeby nie pojawił się na maturze. Trzy lata później, stojąc przed salą egzaminacyjną, nadal powtarzam gorączkowym głosem "tylko nie Potop, tylko nie Potop". I mam szczęście, bo nawet ludziom układającym maturę nie mieści się w głowie, że mogliby kogoś z niego odpytywać. Bezpieczniej postawić na Lalkę. Jak co roku. 

Następnie dostaję jeszcze dwa szybkie ciosy - w brzuch od Mrożka i jego Tanga oraz w ucho od Gombrowiczowskiej Ferdydurke, po czym całkowite dobicie serwują mi rozległe jak Sahara opisy przyrody z Nad Niemnem. Wypełzając ze szkoły średniej mam ochotę wyć i przede wszystkim nigdy więcej nie oglądać na oczy książek. Żadnych. Wyleczono mnie z czytania.

Mówi się, że najlepszym sposobem na skrzywdzenie książki, jest uczynienie z niej lektury szkolnej. I tak sobie myślę, że coś w tym jest.

Ciąg dalszy nastąpi... 

Możesz przeczytać też:

39 komentarze

  1. Eee, troszkę przesadzasz, tak mi się zdaje.
    Zgodzę się, że w liceum lektury są straszne - a byłam na rozszerzeniu, więc uwierzcie, że wiem, co mówię - ale w gimnazjum? W gimnazjum miałam problem tylko z "Krzyżakami" - odpuściłam sobie OSTATNIE 37 stron. Reszta lektur bardzo przyjemna była.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłam w liceum na rozszerzeniu i się zgodzę, że część lektur była okropna i wybiórczo je czytałam, ale np. bardzo cieszę się, że już wtedy dowiedziałam się o "Ślepcach" Maeterlincka, mogłam posłuchać o Prouście, "Ulissesie" (nigdy tego nie przeczytam), trochę więcej o futurystach dla samego rozeznania się, itp. Tymczasem o wielu książkach ludzie na polonistyce usłyszeli pierwszy raz, a dla mnie to nowość już nie była, więc bardzo mi się mój polski podobał. :)
      W gimnazjum nie pamiętam pogromu Sienkiewiczem, również nie uważam, że w tej szkole nie wymaga się czytania nie wiadomo jakich lektur, zwłaszcza, że sorry, ale uczniowie nawet nie próbują ich czytać, bo mają opracowania Grega za marne grosze, a na lekcjach więcej się nie wymaga. Więc w czym problem? Duża odpowiedzialność leży tutaj w rodzicach, którzy powinni starać się udowodnić młodej osobie to, książki mogą być genialne, pasjonujące, ciekawe, itp. mimo tego, że lektury szkolne mogą być dla nich nudne lub trudne. O. Moim zdaniem zmienianie programu szkolnego na coś "lżejszego" niby mogłoby zachęcić uczniów, ale z drugiej strony zabiłoby te fajne książki przez opracowywanie ich na lekcji nudnym torem.

      Usuń
    2. Poza tym - cios od "Ferdydurke" zaraz przed ciosem od "Nad Niemnem"? :)

      Usuń
  2. nie lubiłam lektur ...Krzyżacy, Nad Niemnem - mordęga. Bardzo mało obowiążkowych książek czytałam z przyjemnością lub bez męki. Jedynie lektury w klasie maturalnej mnie pochłonęły - :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż, ja nie miałam większego problemu z lekturami - po prostu ich nie czytałam. ;D Wiem, że to głupota, zwłaszcza, że w ramach przygotowywań do rozszerzonej matury z polskiego i tak później musiałam nadrabiać wszystko i czytałam na szybko streszczenia, ale nie znosiłam tych smętów i interpretowania jednej sceny tak, by pasowało to do klucza lub do tego, co myśli nauczycielka. Przeczytałam chyba trzy lektury, z czego jedynie ,,Lalka" była znośna, no i lubię oglądać IV część ,,Nad Niemnem". ;D Z resztą kończyłam przygodę po kilku stronach (,,Ludziom bezdomnym" dałam szansę chyba do 7...)

    OdpowiedzUsuń
  4. Akurat "Romeo i Julia" to jedna z moich ulubionych lektur, w ogóle uwielbiam wszystkie poznane w szkole dramaty oprócz "Króla Edypa" i "Dziadów". Fu, fu.
    Werter wciąż przede mną, podobnie jak Mrożek, Orzeszkowa, Gombrowicz, w zasadzie nie wiem czego się spodziewać, ale jednego jestem niemal pewna: nie ma na świecie nic gorszego od książek Sienkiewicza. Ostatnio nawet, w ramach zadania domowego "Qvo vadis - dzieło legendarne czy anachronizm?" popełniłam hejt na Heńka na 3 strony A4. Nienawidzę gościa, no.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie no, nie jest aż tak tragicznie. Ale tekst świetnie napisany. :)
    Mam przykłada w domu, I gimnazjum, lektury czyta, chociaż narzeka. O Dziadach powiedziała, że dopiero na lekcji zrozumiała, o co chodziło z tymi duchami (ja do dzisiaj nie wiem ;)). Krytukuje głównie sposób omawiania na lekcjach, nie dobór tytułów. Najlepszą książkę może zarżnąć dogłębna szkolna analiza. W podstawówce mieli Hobbita, a nawet któregoś Felixa, Neta i Nikę - większości się nie podobało, bo... zadane było. Nie kumam tego podejścia, jakby skreślali na starcie. To idzie chyba z domu, z przedszkola, z wychowania ogólnie mówiąc. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety...coś w stylu "To lektura, więc nie czytam" :/

      Usuń
    2. Ja w sumie to rozumiem - mało który nauczyciel potrafi ciekawie omówić lekturę z uczniami, choćby nie wiem jak ona fajna była. I to się przekształca w twierdzenie "to lektura, więc nie czytam".

      Usuń
  6. przyznam że niekiedy wciągały mnie lektury ;) w gimnazjum były to dziady (dziwne wiem ale podobały mi się w miare), kamienie na szaniec (co mnie zaskoczyło, nie mogłam się odciągnąć od czytania) i hobbit (to już w ogóle) w liceum do tej pory w miare spodobała mi się zbrodnia i kara, reszty albo nie lubie albo jakoś przemęczam, najgorszą do tej pory były krzyżacy a czeka mnie jeszcze potop i nad niemnem :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahaha, dobry post! Ja lektury szkolne czytam. Nie przepadam, ale wiem, ze przyda mi się to w dalszej edukacji i jakoś trzeba... :(

    http://po-uszy-w-ksiazkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytam jedynie wybrane przeze mnie lektury szkolne, jakos na niektore nie mam nawet checi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja przeczytałam mało lektur szkolnych. ,,Krzyżaków" zaczęłam, ale zostawiłam. Obecnie w LO czytam lektury, które mają więcej stron, a te które są krótsze czytam jako streszczenie :)
    Pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobór lektur szkolnych u nas jest słaby, niestety. I przez nie tak wiele osób zraża się do czytania.

    OdpowiedzUsuń
  11. ej, Werter to jest chyba dopiero w liceum, co? :D No i ja sobie wypraszam - "Tango" Mrożka to jedna z najlepszych książek jakie czytałam! No i jak możesz sarkać na Szekspira, wstydź się :D "Krzyżaków" nie przeczytałam, "Potopu" tylko pierwszy tom i o dziwo mi się podobał (ale zanim go zmęczyłam to byliśmy już dwie lektury dalej i pozostałe dwie części odpuściłam), a "Lalka" jak dla mnie była okropna, chociaż na maturze ustnej zapewniła mi 100%, a i na pisemnej całkiem niezły wynik mi dała. Ale fakt - lektury są be :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Do lektur mam wstręt, bo zwyczajnie nie lubię czuć, że koniecznie muszę coś przeczytać, bo będzie na egzaminie/maturze i może zaważyć na mojej przyszłości. Czytanie ma być przyjemne! W gimnazjum jednak lektury przypadały mi dość do gustu. Byłam chyba wyjątkiem, bo Krzyżaków bardzo dobrze mi się czytało, Romea i Julię też. Do tego doszedł Mały książę i Oskar i pani Róża, więc było świetnie. Co do Harry'ego to u mojej koleżanki w podstawówce mieli go jako lekturę, więc przemycać nie musieli. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam "Potop"! Do końca liceum trzy razy całość przeczytałam. Pierwszy raz chyba w wakacje przed liceum. Do tego, co jakiś czas czytam sobie ulubione fragmenty na nowo ;).

    "Lalka" mi się źle kojarzy, bo mi polonistka z kartkówki z niej pierwszą 1 w życiu dała - przeczytałam ja i dwie osoby w klasie, całą noc nad tym spędziłam, dziewczyna z ławki mnie coś zapytała i odruchowo głową poruszyłam - od razu obie 1 dostałyśmy. Bez poprawy. A osoby, co przeczytały tylko streszczenia, to nawet i piątki podostawały. Do tego, przy wstawianiu oceny polonistka powiedziała coś w stylu tego sklepikarza z "Lalki" (tam chyba był jakiś przykład o karze za kradzież rodzynki? dobrze pamiętam?). Że jako przykład dla nas czy coś... Akurat! Nie lubiła mnie i po prostu cały czas się na mnie patrzyła szukając okazji.

    Wertera nie cierpię.

    Reszta lektur w gimnazjum i liceum w większości mi się nie podobała. Nie jestem pewna, czy ten dobór jest dobry, czy nie - nauczycielką nie jestem. Wydaje mi się jednak, że możnaby parę rzeczy pozmieniać. Na pewno niezbyt dobry jest sposób sprawdzania wiedzy - po co np. mam pamiętać, czym Jagienka orzechy otwierała? Co to ma do zrozumienia lektury?

    Znam przypadek osoby, która przez ten system na samych streszczeniach bezmyślnie leciała. W końcu na wypracowaniu napisała, że dzieło napisał Mickiew, czy coś w tym stylu, bo jej wydruk komputer w tym miejscu uciął.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja staram się być dzielna i jak do tej pory zmęczyłam wszystkie lektury, chociaż na myśl o "Krzyżakach" ciągle mam ciarki na plecach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyna lektura jakiej kiedykolwiek nie przeczytałam to... "Plastuś" ;). Nie wiem dlaczego aż tak go nie cierpię.

      Usuń
  15. Ferdydurke - masakra, Cierpienia młodego ... - okropne, ale Potop, Lalka i Nad Niemnem podobały mi się :) tak jest z lekturami jedne podobają się inne nie.

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja tak bardzo staram się zaszczepić dziecku miłość do książek...;) Nic przyjdzie czas będzie rada.

    OdpowiedzUsuń
  17. Hmmm... To chyba jestem dziwna, bo wszystkie wymienione poza "Krzyżakami" mi się podobały i dobrnęłam do końca. "Ferdydurke" znośne, aczkolwiek "jak zachwyca jak nie zachwyca", a "Tango" to książka, której po prostu nie zdążyłam przeczytać ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam wspomnieć, że "Krzyżaków" to przeczytałam jedynie kilka zdań na pierwszej stronie. To jedyna lektura, której nie przeczytałam i nie mam wyrzutów sumienia :D (bo to wcześnie wspomniane "Tango" chodzi za mną i chodzi i w końcu przeczytam...).

      Usuń
  18. Rzeczywiście wybrałaś te najgorsze ;) Nie wiem jak teraz , ale jak ja chodziłem do szkoły to oprócz tych koszmarów zdarzały się też bardzo sobre pozycje np. wspomniana Lalka, czy coś Grudzińskiego ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Rzeczywiście wybrałaś te najgorsze ;) Nie wiem jak teraz , ale jak ja chodziłem do szkoły to oprócz tych koszmarów zdarzały się też bardzo sobre pozycje np. wspomniana Lalka, czy coś Grudzińskiego ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Akurat "Krzyżaków" i "Dziady" uwielbiałam!!!

    Trochę czasu minęło gdy skończyłam szkołę podstawową i liceum więc za dobrze nie pamiętam które lektury doprowadzały mnie do płaczu. Jednak bardzo miło wspominam "Granicę", "Zbrodnię i karę", "Dżumę", "Mistrza i Małgorzatę"... i tak mogłabym wymieniać ;)

    Może to "nie lubienie" wynika właśnie z przymusu przeczytania książki w odpowiednim terminie, bo jak inaczej można to wytłumaczyć?

    OdpowiedzUsuń
  21. Przeczytałam kilka Twoich wpisów z ciekawości po tym powyższym i bardzo mi się spodobał Twój styl pisania! Piszesz bardzo lekko ale z humorem, często ironicznym, który tak lubię. Chciałabym pisać w ten sposób, postaram się doszlifować swój warsztat ;p Dopiero zaczynam swoją przygodę z blogiem więc nie opanowałam jeszcze wszystkiego.
    Co do wpisu - tez nie lubiłam czytać lektur, pamiętam jak w gimnazjum dostałam 1 za Krzyżaków to było straszne doświadczenie i od tamtej pory przygotowywałam się z opracowań i tak się w tym wycwaniłam że w następnych latach z nędznej 3 leciałam na samych 4 i 5 :D to były czasy, polubiłam j.polski!

    OdpowiedzUsuń
  22. "Potop" i "Krzyżacy" była dla mnie nie do przejścia. Przez resztę jakoś przebrnęłam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja w podstawówce i na początku gimnazjum traktowałam lekturę jako książkę, a nie coś, do czego trzeba podejść z długim na kilometr kijem. Przeczytałam "Krzyżaków" i z tego, co pamiętam, ta powieść mnie wciągnęła, to samo było z 'Faraonem". Z czasem zaczęłam się "buntować" i rzadziej sięgałam po lektury, a w sumie nie wszystkie są takie złe. Myślę, że dużym problemem jest podstawa programowa, którą trzeba zrealizować i która pozostawia nauczycielom małe pole do manewru. Choć swoją drogą mogliby się przestać czepiać bzdurnych szczegółów, a jedynie wyciągać z powieści to, co najważniejsze. Czytanie lektur często kojarzy mi się z uczeniem się na blachę nazwisk, miejsc czy zapamiętywaniem ile ździebełek trawy było na łące opisanej w rozdziale szóstym w siódmej linijce. Myślę, że w tym tkwi problem. Bądźmy szczerzy, zmienią lektury, to po prostu do innych książek zostanie przypięta łatka. Często dobrowolnie sięgamy po pozycje z literatury amerykańskiej, które w tamtejszych szkołach funkcjonują jako lektury. A "Ferdydurke", to jedna z moich ulubionych książek :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Wiesz co, ja nigdy nie miałam z lekturami problemów - podobał mi się i Sienkiewicz i Nad Niemnem, nie cierpiałam tylko martyrologii wojennej i Żeromskiego - ale ja byłam przyzwyczajona do czytania od małego, więc jedna książka więcej, jedna mniej nie robiła mi różnicy. Szekspira uwielbiam, choć oczywiście masz rację, że Romeo i Julia to zupełnie bzdurna historia o nastoletnim zauroczeniu, a nie o wielkiej miłości. Jeśli jednak myśli się o tym, żeby takimi książkami zaszczepić w kimś miłość do czytania to oczywiście jest to skazane na porażkę. Nie można kogoś zachęcać do czegoś, zaczynając od najtrudniejszych rzeczy, których niejeden dorosły by nie załapał. Poza tym widać, że lata mijają, kolejne pokolenia opuszczają szkołę, a zestaw lektur jak zabetonowany. Tymczasem jest tyle książek, które byłyby bardziej zrozumiałe dla młodego czytelnika i przekazywały bardziej współczesne wartości, niż Dziady na przykład...

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja należałam do tego typu uczniów, którzy przepadali za lekturami szkolnymi. ,,Cierpienia młodego Wertera" to absolutnie fantastyczna książka. Wątek miłosny interesował mnie najmniej, zdecydowanie ciekawsze były spostrzeżenia Wertera dotyczące ludzi, z którymi przyszło mu żyć. Język Sienkiewicza to mistrzostwo świata warte literackiej Nagrody Nobla. Zawiodłam się jedynie na ,,Granicy' - nie rozumiem, co ta książka robi w kanonie lektur. A ,,Dziady" są magiczne, całe, nie tylko ta ,,cicha i ciemna" część.

    OdpowiedzUsuń
  26. ja czytałam! ;p nie zdzierżyłam tylko Lalki, no i nawet nie zabierałam się za Nad Niemnem i Potop.

    OdpowiedzUsuń
  27. Mnie tam się "Dziady" podobały. Przeczytałam trzy razy i zarobiłam piękną szósteczkę, do dziś sobie czasem cytuję w głowie. "Krzyżaków" dobrze wspominam, kojarzę, w jakim jest klimacie i czuję, że dziś podobałaby mi się tak książka bardziej, więc niebawem do niej wrócę. W liceum czytałam zdecydowanie mniej lektur, ale tylko przez to, że pani profesor przyzwalała na nieczytanie, oczywiście był to ukłon w naszą stronę, bo profil przyrodniczy. Tak jak wyjścia do teatru i możliwość w miarę luźnego podyskutowania o książce. Z rozmów z ludźmi z mojej klasy wynika, że spora ich część jeśli nie przeczytała lektury na czas, to zamierzała doczytać dla siebie, dla żartu, dla matury, nieważne z jakiego innego powodu, ale zamierzali. Mogliśmy legalnie głośno powiedzieć, że "Potop" jest ciągnącą się na kilkaset stron nawalanką, a "Jądro ciemności" było beznadziejnie męczące. I to było fajne. Stwierdzenie, że zaszkodzić książce może umieszczenie jej na liście lektur, sprawdza się chyba tylko na młodszych rocznikach, i to z bardzo kiepskimi nauczycielami. Nie chciałabym "Harry'ego Pottera" w kanonie lektur, ani innych fajnych współczesnych książek. Chciałabym, żeby w każdej szkole był nauczyciel z pasją, któremu w oczach zapala się ogień, gdy opowiada o tym, jak Mickiewicz napisał "Dziady", bo bolał go ząb.

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja czytam lektury!!! znaczy, czytałam, jak chodziłam do szkoły :)
    A tak btw, nominowałam Cię do Liebster Blog Award :) więcej info i pytania u mnie na blogu :) Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  29. Coś w tym jest. Do niektórych książek z kanonu lektur moim zdaniem trzeba dorosnąć, bo niektóre są naprawdę za ciężkie dla młodej osoby. Sama czytałam lektury wybiórczo, najczęściej wybierałam miłosne historie i opowiadania Borowskiego czy inne dramaty II wojny światowej. Aczkolwiek po przeczytaniu streszczeń niektórych książek nabierałam ochoty na pochłonięcie całości :]

    OdpowiedzUsuń
  30. Tyle razy próbowałam już wytłumaczyć znajomym, że Romeo i Julia pod względem fabuły to porażka zupełna i na pewno nie wielka historia miłości, ale niektórzy i tak wiedzą swoje :)) Werter - dokładnie to samo. Tylko Lalka ratuje sytuację ;))

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja nigdy nie czytałam lektur w szkole :P A mature zdałam i żyję :)
    Miło tutaj u Ciebie, więc pozwolę sobie zaobserwować :) Jeśli masz chęci to w wolnej chwili zapraszam również do siebie.
    www.patishome93.blogspot.com
    Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
  32. Ostatnie dwa zdania idealnie to wszytko podsumowują. Co prawda zdarzają się na prawde fajne lektury ("Poczwarka","Kamienie na szaniec"), ale cały efekt psują Krzyżacy czy inne tym podobne, gdzie nawet słuchanie audiobooka albo oglądanie filmu usypia i wykańcza psychicznie.

    OdpowiedzUsuń
  33. Krzyżaków nie przeczytałam (poległam na jakiejś 18 stronie), ale tak to w gimnazjum przeczytałam każdą lekturę. Jedne mi się podobały bardziej, inne mniej. Chociażby Kamienie na szaniec, które są naprawdę wartościową książką (nie tylko jako obowiązkowa lektura).
    W liceum jest nieco inaczej... Jestem teraz w drugiej klasie i przerobiłam: Króla Edypa, całe Dziady, Cierpienia Młodego Wertera, Kordiana, Makbeta, Nie-boską komedię, Pana Tadeusza i teraz mam Lalkę.
    Z tych wszystkich wymienionych wyżej książek najbardziej podobał mi się Pan Tadeusz, tak bardzo, że na pewno do niego wrócę. Z Lalką meczę się od prawie miesiąca i przemęczyć się nie mogę. Podobają mi się jedynie pamiętniki Rzeckiego, ale na tym koniec.
    Według mnie zmuszanie do lektury takich książek (dla niektórych może zbyt ciężkich) jest bezsensowne. Po pierwsze, mała część młodzieży czyta cokolwiek. A na pewno jeszcze mniejsza czyta wszystkie lektury. Nie będąc na rozszerzeniu, znajduję radość i przyjemność w niektórych pozycjach, bo kocham czytać i robię to nałogowo. Ale jak osoba, która wcale nie czyta, bo np. rodzice nie zaszczepiali w tejże osobie od dzieciństwa chęci do czytania, ma sobie poradzić z 600-stronicową Lalką, albo innym "badziewiem", które zaraz i tak zostanie zapomniane?

    OdpowiedzUsuń