Kilka słów o bibliotekach...

17:04:00

Są ludzie, którzy twierdzą, że biblioteki należy zlikwidować. Wszystkie. Bo właściwie po co nam one? Ani te przybytki na siebie zarabiają, ani korzyści z ich istnienia nie ma jakichś wymiernych. I jakby mało było znęcania się nad bibliotekami publicznymi, to jeszcze na dokładkę od czasu do czasu zza tego czy innego rogu wyskakuje jakiś oświecony i apeluje o pozamykanie również tych szkolnych. Szkoła bez biblioteki, cóż za genialny pomysł. To wizja tylko nieco mniej abstrakcyjna od sklepu monopolowego bez alkoholu albo gabinetu lekarskiego bez lekarza. Wszyscy wokół alarmują o zastraszająco miernym stanie czytelnictwa w Polsce oraz o potrzebie szybkiego poprawienia tego wskaźnika. Skąd więc biorą się takie pomysły? Nie mam pojęcia. 


Lubię biblioteki. Naprawdę. Mam do nich wyjątkową słabość, bo towarzyszyły mi od najmłodszych lat i z trudem przychodzi mi patrzeć na ich zamykanie czy ciągłe obniżanie im dotacji na zakup książek. Być może właśnie dlatego nie przyjmuję do wiadomości większości racjonalnych argumentów w ich sprawie. Mało tego - będę się upierała również przy tym, że jednym z powodów dla których Polacy czytają tak mało, jest stan bibliotek w naszym kraju. Na ogół mało się w nich dzieje, nowości jest jak na lekarstwo, a jedyne co można tam dostać to stare, rozlatujące się kryminały. 


Pierwszą biblioteką, którą odwiedziłam w swoim życiu, była biblioteka szkolna w mojej podstawówce. Nie można nazwać jej zbyt okazałą - stało w niej zaledwie parę regałów z książkami, stół z kartami czytelników i trzy ławki pod oknem, które zazwyczaj służyły do różnych spotkań. To była bardzo mała szkoła, niepubliczna, więc trudno spodziewać się po niej jakichś szaleństw. Niemniej jednak zaglądałam do tej klasy (bo to właściwie klasa była, zaadaptowana) często, tak jak wszyscy zresztą. To było takie miejsce, gdzie odbywały się pierwsze próby przedstawień i przygotowywanie strojów do występu z krakowiakiem (tak, swego czasu tańczyłam krakowiaka). Dużo śmiechu i dobrej zabawy - tak mi się dzisiaj kojarzy to pomieszczenie na końcu szkolnego korytarza.


Ale tak naprawdę w bibliotekach jako takich zakochałam się dopiero w gimnazjum. Wtedy to zostałam tak zwanym łącznikiem klasy z tym miejscem. Funkcja ta polegała na bieganiu do biblioteki i sprawdzaniu kto ile przeczytał i kto jakie ma zaległości oraz raportowaniu tego stanu co miesiąc na forum klasowym. Książki wypożyczałam w tych czasach w ilościach wręcz nieprawdopodobnych, czym zapewne odbijałam sobie liczne niepowodzenia z lekcji chemii. Przy okazji zapisałam się też do Koła Bibliotecznego, a jako ktoś, kto od trzeciej klasy szkoły podstawowej marzył o zostaniu dziennikarzem, niedługo po tym wylądowałam również w redakcji szkolnej gazetki ("Felera", jeśli mnie pamięć nie myli). Zostałam w niej szkolną wróżką Klotyldą (to nie żart) i miesiąc w miesiąc pisałam horoskopy w stylu "odejdź wreszcie od telewizora, bo gałki oczne przyrosną ci do ekranu" - serio. Bardzo w moim stylu, prawda? Mój język już wtedy balansował na granicy poprawności. 


Co prawda tożsamość szkolnej wróżki miała być z założenia tajemnicą, ale przestałam wierzyć w to że rzeczywiście nią jest, kiedy nauczycielka angielskiego zapytała mnie kiedyś dlaczego Skorpion ma zawsze takie złe perspektywy na przyszłość. Od tamtej pory nie słuchałam już mojej szklanej kuli i za każdym razem pamiętałam, aby napisać coś o nadchodzącej dobrej passie dla przedstawicieli tego znaku. Przy okazji przyznaję się też do regularnego manipulowania Lwem. Siedziałam w ławce z koleżanką, która była spod tego znaku ;) Ale dość już tych dygresji.


W pewnym momencie okazało się, że nie mam czego szukać w szkolnej bibliotece. Dosłownie nie było tam już niczego, co miałabym ochotę przeczytać. Dlatego zaprzyjaźniłam się z pierwszą w swoim życiu biblioteką publiczną. Dla młodzieży. A potem wylądowałam w liceum i ruszyłam drogą dziennikarską, zapominając na jakiś czas o pomieszczeniach napakowanych książkami. Polubiłam się za to z czytelnią, w której zaczęłam spędzać naprawdę dużo czasu. 


Na poważnie wróciłam do wypożyczania książek dopiero na studiach. Do dzisiaj niemal zupełnie ignoruję biblioteki uczelniane, w zamian wybierając miejskie. A te w Lublinie są fajne. Aktualnie mam karty w dwóch filiach i w bibliotece głównej. Trudno mi wyobrazić sobie zaprzestania korzystania z ich usług. Sama wycieczka tam jest prawdziwą przyjemnością. Dlatego tak bardzo oburzam się, kiedy ktoś twierdzi, że biblioteki nie są nikomu potrzebne, bo przecież nikt nie czyta, a jak już czyta to i tak wcale nie książki stamtąd. Mam nadzieję, że te głosy na wieki pozostaną tylko jednostkowymi. Wierzę, że biblioteki naprawdę mogą odegrać dużą rolę w promowaniu czytelnictwa i kultury w ogóle, o ile tylko im na to pozwolimy.

A co Wy myślicie na ten temat? Zgadzacie się? A może uważacie, że czasy się zmieniły i biblioteki to już przeżytek? 

PS. Przy okazji pochwaliłam się Wam swoimi dyplomami z czasów gimbazy :)

Możesz przeczytać też:

21 komentarze

  1. Mi biblioteki szkolne nigdy nie były specjalnie bliskie, ale uwielbiam moją wiejską bibliotekę i serce mi krwawi jak widzę, jak jest olewana przez władze gminne, które żałują pieniądze na nowe książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się trochę zraziłam do bibliotek.

    1) moja ukochana biblioteka jest teraz zupełnie inna - panie, które mi zawsze książki zostawiały, są już na emeryturze, mój ulubiony zakamarek do czytania ustąpił miejsca komputerom, wywalili rośliny tworzące przytulny półmrok i lwią część specyficznie pachnących, starych zbiorów, żeby było jasno i nowocześnie.

    2) w jednej z większych bibliotek w Krakowie dowiedziałam się, że nie mogę pożyczyć tej książki fantasy, którą akurat chciałam, bo znajduje się w ich przedziale młodzieżowym (miałam wtedy 21, teraz 23 lata, książka NIE była młodzieżowa).

    Od reszty bibliotek jestem albo za daleko (szczególnie od tych fajniejszych, w moim rodzinnym mieście), albo są marnie wyposażone, albo obsługa jest tak niemiła, że szkoda gadać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja cały czas korzystam z bibliotek. Niestety nie odwiedzam ich zbyt często, średnio raz na dwa miesiące. Korzystam z dwóch bibliotek. Głównej i małej filii. Czasem mówię sobie, że wypożyczę jedną książkę, a będę częściej chodziła do biblioteki, ale nie udaje mi się. Wypożyczam w każdej po 3 książki, a w domu posiadam z 70 pozycji nie przeczytanych. Wychodzę z założenia, że najpierw czytam książki z biblioteki, a dopiero później ze swojej prywatnej półki.
    Mam nadzieję, że biblioteki nie przeminą. Nie przemawiają do mnie elektroniczne książki, choć od czasu do czasu można z nich skorzystać. W moim sercu zawsze będzie literatura tradycyjna.
    Nie odwiedzałam szkolnych bibliotek zbyt często. Czasami korzystałam z biblioteki w podstawówce, w gimnazjum nie, a teraz w liceum wypożyczyłam tylko raz książkę. Korzystam z miejskich bibliotek i jestem zadowolona ; )
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  4. ja w bilbliotece potrafilam bywac nawet dwa razy dziennie;) swojego czasu przeczytalam caly potezny dzial horrorow 2 razy i raz pwszystkie poradniki i ksiazki dotyczace biologii;) to wszystko za dzieciaka;) potem wypozyczalam lektury.
    Uwielbiam biblioteki bo zawsze zastanawiam sie kto ksiazke trzymal w rekach przede mna, i czasem na marginesie ludzie ciekawe rzeczy pisza;) kiedys w ksiazce w ktorej wystepowala glowna postac gluchej kobiety byl cirkawy tekst w tresci " Nagle usłyszała jak jej dzieci śmieja sie w salonie" a ktoś dopisał ołowkiem " jak mogła usłyszeć skoro była głucha?" od tamtej pory zaczelam zwracać uwage na szczegóły....

    OdpowiedzUsuń
  5. Biblioteki to pewnie nie jest przeżytek, ale w dobie szybkiego internetu i e-booków ja już nie pamiętam kiedy w takowej byłam...

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam spory sentyment do bibliotek, to właśnie pani bibliotekarka szkolna zaraziła mnie miłością do wielu książek. Nie wyobrażam sobie, żeby biblioteki zniknęły.

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz piękną kartę biblioteczną.
    Wprawdzie ja sporo kupuje ostatnio i mniej korzystam w związku z tym z mojej biblioteki publicznej, ale lubię tam zaglądać i cieszy mnie, że panie ją znakomicie prowadzą.

    OdpowiedzUsuń
  8. Korzystam z dwóch filii i bardzo to lubię, chociaż drażni mnie polityka gromadzenia zbiorów praktykowana od wielu już lat. A raczej polityka pozbywania się nieczytanych przez ileś tam czasu, chyba 5 lat, książek. Przez takie założenie za parę lat w bibliotekach będą głównie lekkie czytadła, tzw. pociągowe, a po klasykę i dzieła więcej warte i trudniejsze trzeba będzie biegać do bibliotek uniwersyteckich. Niestety z rozmów na blogach i forach widzę, że jest to tendencja ogólnopolska, a nawet ogólnoświatowa - tu posłużę się cytatem z Connie Willis, "Przewodnik stada":
    "W ostatnich latach najstraszniejszym trendem w zarządzaniu bibliotekami jest tak zwane liczenie się z potrzebami czytelnika. Oznacza to po kilkanaście egzemplarzy Mostów w Madison County oraz książek Danielle Steel, w związku z tym brakuje miejsca na półkach. Bibliotekarze radzą sobie w ten sposób, że pozbywają się książek, których ostatnio nikt nie wypożyczał."

    OdpowiedzUsuń
  9. "Biblioteki nie są nikomu niepotrzebne, bo nikt nie czyta" - tak mogą twierdzić tylko i wyłącznie ludzie, którzy sami nie czytają absolutnie niczego - tylko czemu przy tej okazji jeszcze chcą utrudniać czytanie i korzystanie z kultury innym. Czytałam też gdzieś opinię pewnego Amerykanina, że lepiej byłoby rozdać ludziom czytniki niż utrzymywać biblioteki. No pewnie, bo za content na te czytniki musieliby sobie ludzie już sami zapłacić, czyli znowu zwycięża komercja. Nie wyobrażam sobie braku bibliotek, przecież biblioteka to dla czytelnika kufer pełen skarbów. Poza tym większość książek czyta się raz i nie trzeba ich wcale kupować, zagracając sobie dom; co więcej zdumiewają mnie ludzie, którzy czytają, ale z bibliotek nie korzystają i nawet jakby nie przyjmowali do wiadomości ich istnienia...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja bardzo lubię biblioteki, bo można w nich wypożyczyć za free masę świetnych książek. ;D Szkolne biblioteki też mile wspominam ze względu na taką domową atmosferę jaka w nich panowała i miłe panie bibliotekarki, których coraz częściej brakuje.

    OdpowiedzUsuń
  11. ja tam bez bibliotek funkcjonować nie potrafię :C a już na pewno bez jednej ukochanej , do której chodzę praktycznie codziennie :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Biblioteki są świetne! Ja regularnie od podstawówki korzystam z jednej w moim rodzinnym, malutkim mieście - pojawiam się tam najrzadziej raz na 2 miesiące, panie przymykają oko na to, że zabieram na raz dużo książek i czasami przetrzymam je zbyt długo. Potem miałam (mam) okazję korzystać z bibliotek w innych miastach, zarówno takich "ogólnych" i specjalistycznych. Bez bibliotek nie wyobrażam sobie życia ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też uwielbiam chodzić do biblioteki :D
    Sam widok tysięcy książek działa na mnie kojąco - bo te wszystkie książki - WSZYŚCIUTEŃKIE - mogę przeczytać - ZA DARMO! Te wszystkie powieści aż się proszą o przeczytanie!!
    Dlatego nie wolno nawet myśleć o podobnych bzdurach!
    Wierzę, że kiedyś nastąpi przełom i ludzie będą preferowali swoją wyobraźnię od reżyserskiej :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam bibliotekę :) w mojej małej miejscowości jest takim małym miejscem spotkań :) a i nowości książkowe są w miarę na bieżąco kupowane.

    OdpowiedzUsuń
  15. Biblioteki słabo się promują, co niestety w dzisiejszych czasach, w zalewie obrazków i pokus powoduje, ze ludzie zapominają o takiej instytucji.

    OdpowiedzUsuń
  16. Może nie lubię bibliotek tak bardzo jak Ty, jednak chętnie do nich wpadam, bo na ogół są dobrze zaopatrzone i zawsze znajdę w nich jakąś perełkę, na którą miałam ochotę ;) Niestety teraz już nie chodzę tam tak często, bo za dużo własnych pozycji czeka na półce, ale jak przeczytam to wszystko, to znów skorzystam z mojej karty bibliotecznej ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Do bibliotek zaglądam niestety coraz rzadziej. Sporo książek wypożyczałam w gimnazjum i później pod koniec studiów. Teraz część książek kupuję lub podkradam mamie to, co jej uda się wypożyczyć:) Cóż, mam takie samo zdanie jak Ty odnośnie likwidowania bibliotek szkolnych. Pięknie to ujęłaś:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Biblioteki teraz cenię za klimat, choć już od dawna niczego nie wypożyczam - lubię mieć książki na własność. :) Jednak biblioteki nie mogą umrzeć i pewnie nigdy się to nie stanie. Będą może bardziej naznaczone duchem epoki cyfrowej, ale zostaną. :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja korzystam z biblioteki od zerówki. Najpierw była to ta szkolna, później miejsca. W moim mieście jest bardzo mała i kiepsko wyposażona, ale klimat jest bardzo przyjemny. Na studiach, w większym mieście, znalazłam swój raj. Piękna biblioteka, wiele regałów i w końcu mogę sobie spacerować między tyloma książkami :) Jestem wierną użytkowniczką bibliotek i nawet jeśli na mojej półce zalega pełno nieprzeczytanych pozycji, to nie mogę się powstrzymać i idę coś wypożyczyć.

    OdpowiedzUsuń
  20. Wow, ależ się udzielałaś :D A rola łącznika bibliotecznego (czy jakoś tak) musiała być szalenie odpowiedzialna :D
    Ja również nie wyobrażam sobie, aby tak po prostu zamknięto biblioteki. Jakoś zawsze jak idę do swojej wojewódzkiej to są gigantyczne kolejki, choćby ludzie wypożyczali materiały do nauki to jednak korzystają z takich miejsc. Więc WHAT THE FUCK za przeproszeniem z tym zamykaniem?

    OdpowiedzUsuń
  21. Szkolnej biblioteki nigdy nie lubiłam, głównie dlatego, że poza lekturami to tam raczej nic nie było.
    Poza szkołą korzystałam z usług jednej takiej, która bodajże potem została zamknięta. Przeniosłam się do innej, którą odwiedzam do dziś - jest to istna studnia bez dna, bardzo dobrze zaopatrzona, mimo że korzystałam z niej kiedyś intensywniej, nie wyczytałam pewnie nawet 30% całości. No i mam tam znajomości - jestem tak znana (kiedyś potrafiłam przychodzić 3-5 razy w tygodniu, biorąc zawsze maksymalną ilość książek), że dziś pozwalają mi czasem wziąć do domu więcej książek niż jest to dozwolone.
    Jednak ja wolę kupować książki i staram się to robić jak najczęściej.
    A zamykanie bibliotek - BZDURA! Jest wiele osób, które czytają, wiele, które nie mają pieniędzy/miejsca/tego i tego na swoje własne książki, dlaczego ich karać, zamykając im jedyny dostęp do kultury?!

    OdpowiedzUsuń