Dlaczego warto czytać?

14:29:00

Bo że warto, nikt nie ma wątpliwości. Gdzie się nie obejrzę, to wszyscy jak mantrę powtarzają, że czytać trzeba. Takie słowa są pożądane, poprawne politycznie i ogólnie w dobrym tonie. Jakoś nie wyobrażam sobie papieża, prezydenta albo dyrektora szkoły, którzy oznajmiają wszem i wobec, że czytanie jest nudne i generalnie niepotrzebne. Nieważne co tak naprawdę myślą na ten temat, ani kiedy ostatni raz mieli w swoich rękach książkę. Tak po prostu mówić nie wypada. 

Książki nie gryzą :)
Wszystko dlatego, że czytanie ma ponoć wiele zalet, których przecenić nie sposób. Zalety te jednak wydają się dość mgliste i mało konkretne. Jest z nimi trochę tak, jak z Elvisem - mówią, że wciąż żyje, ale od dawien dawna nikt go nie widział. Oczywiście od czasu do czasu wyskakuje taki czy inny szaleniec i rozgorączkowanym głosem wyznaje, że gwiazdor ukrywa się na Wyspach Owczych, ale czy ktoś traktuje go poważnie? Podobnie ludzie reagują na teksty o niesamowitych właściwościach czytania.

Brak dowodów. Nawet ci, którzy po książki sięgają regularnie, robią to zazwyczaj dla przyjemności. Odkryli, że to źródło rozrywki wcale nie jest gorsze od telewizji czy gier komputerowych. Pochłaniają lektury jedna po drugiej i nawet im przez myśl nie przejdzie, że mają z tego coś więcej niż tylko parę godzin dobrej zabawy. Nie twierdzę, że to źle. Wręcz przeciwnie. Uważam, że to najwygodniejsza forma czytania. Bez roztrząsania problemu. Bez spinania się. 

Przez długi czas należałam do tej grupy i było mi z tym dobrze. Od zawsze lubiłam książki. Sympatią do nich zarazili mnie moi rodzice, oboje fani literatury. Niestety ta sztuka nie udała im się z moim młodszym bratem. Był zupełnie odporny na wszelkie ich sugestie. Nie czytał niczego. Nawet lektury szkolne trzeba mu było opowiadać, bo do książki nie dało się go zmusić ani prośbami, ani groźbami. Nie jestem nawet pewna, czy zarekwirowanie jego piłki nożnej albo odłączenie kanału na którym oglądał Dragon Balla, mogłoby wtedy jakoś pomóc. Podczas gdy większość dzieci w jego wieku czytało już płynnie, on, ku nieskrywanej rozpaczy mojej mamy, ciągle literował zdania. Jego ówczesne wypracowania nie nadawały się nawet do spalenia w piecu. Na papierze nie mógł skonstruować najprostszej historii w stylu "opisz to, co ci się dzisiaj śniło". Jemu się nic nie śniło.

Całe szczęście był to czas, kiedy na scenie, niczym królik z kapelusza, pojawiła się pani Rowling i jej Harry Potter. Książka znalazła się w naszym domu przez przypadek. Przywiozła ją ze sobą kuzynka, która była zafascynowana przygodami młodego czarodzieja. Do dziś nie wyobrażam sobie, jak bardzo Paweł musiał się nudzić, skoro po nią sięgnął. Grunt, że to zrobił i wpadł na dobre. W kolejce po szósty tom serii stał przez pół dnia. Potem rzucił się na Tolkiena i jego Władcę Pierścieni, a dalej poszło już z górki. Dzisiaj czyta więcej niż ja i, co jest niesamowicie irytujące, czasem zdarza mu się obrzucić mnie krytycznym spojrzeniem i z niedowierzaniem w głosie zapytać: "jak to możliwe, że jeszcze nie czytałaś Ojca chrzestnego?" Cwaniak.

Jak widać, od czytania
 nie urosły mu dwie głowy ;)
Kiedy dwa czy trzy lata temu wysłał mi do sprawdzenia jakieś swoje opowiadanie, byłam bliska dostania palpitacji serca. Gdyby nie błędy, które tylko on mógł popełnić (jest dysortografem), w życiu bym nie uwierzyła, że napisał to mój brat. Kupił. Ukradł. Znalazł. Dostał w prezencie od ogrodowego krasnala. Cokolwiek. Od tego czasu jestem jak ten niewierny Tomasz - uwierzył kiedy zobaczył. Ja dosłownie zobaczyłam, jak wielki wpływ ma czytanie na rozwój człowieka. Poszerza horyzonty, nieprawdopodobnie rozwija wyobraźnię, pozwala zmniejszyć naturalne luki, które są naszymi niedoskonałościami, a które powstały, kiedy swego czasu staliśmy w kolejce po jakieś istotniejsze dla nas talenty.

Nie chodzi mi o to, abyśmy wszyscy z dnia na dzień zostali molami książkowymi. Nie w tym rzecz. To zresztą prawdopodobnie nie wyszłoby naszemu społeczeństwu na dobre. W tej chwili moi rodzice są zdania, że oboje z Pawłem za dużo czasu spędzamy w książkach i zapewne mają rację. Trudno wyobrazić sobie, jak wyglądałby nasz kraj, gdyby wszyscy jego obywatele byli trwale oderwani od rzeczywistości (wystarczy już, że rządzący nim są ;)). Pamiętajmy jednak, że czytać warto. Naprawdę warto. 

Chociażby tylko od czasu do czasu.

Możesz przeczytać też:

13 komentarze

  1. "Kupił. Ukradł. Znalazł" - ten fragment powalił mnie, nawet nie wiesz jak zaczęłam się śmiać. Widać, ze nie tylko ja mam "dobrą" opinię o swoim rodzeństwie. A ogrodowy krasnal już totalnie mnie rozbawił ^^

    Tekst niewątpliwie wyszedł Tobie po prostu świetnie :) Aż przypomniały mi się czasy, kiedy próbowałam zaprzyjaźnić z czytaniem moja siostrę, która podczas czytania lektury szkolnej zasypia. Teraz bywają momenty, że zdąży podwędzić mi powieść z biurka nim ja zacznę ją czytać ;P Albo sama naprowadza mnie na bardzo ciekawe lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, wszystko, co piszesz to prawda :) Bardzo humorystycznie, ale jednak z mądrością. Trzeba czytać, bo potem są wyniki ankiet i społeczeństwo polskie w wieku 50+ to za przeproszeniem debile z wtórnym analfabetyzmem. To jest straszne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny tekst a historia Twojego brata przypomina mi jak moja przyjaciółka w dzieciństwie usiłowała nakłonić do czytania brata. Udało się oczywiście dzięki "Harry'emu Potterowi" , historia prawie identyczna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja uwielbiam czytać, bo to niesamowicie rozbudza umysł i wyobraźnię. Poza tym przeżywanie tych wszystkich przygód i morały płynące z różnych historii... uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja uważam, że każdego można przekonać do czytania jeśli tylko podsunie się mu interesującą, według niego, książkę. Mój brat kocha czytać, więc z nim nigdy nie miałam problemu, z siostrą było już nieco ciężej, ale zauważyłam, że Ala uwielbia (krótkie!) książki podróżnicze i takie zaczęłam jej kupować. Najgorzej szło z moim młodszym, przyrodnim bratem - żadna książka go nie interesowała. Namęczyłam się niesamowicie żeby mu coś znaleźć aż w końcu udało się! Dawid uwielbia gry komputerowe, zwłaszcza te, które polegają na udziale bijatykach sprzed kilkuset lat. Kupiłam mu więc książkę o sukcesach husarii. Teraz nie chce mi nawet jej pożyczyć;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny tekst - zgadzam się w stu procentach. Ja sama miałam serię książkową od której zaczęłam nałogowo czytać (akurat nie był to Harry Potter ;)). Było to w drugiej klasie podstawówki. Wcześniej nie specjalnie lubiłam czytać nawet krótkie teksty na lekcjach w szkole, w zasadzie czytanie ogólnie słabo mi szło. Nałogowe czytanie wyszło mi na dobre - zaczęłam płynniej czytać, zasób słownictwa na pewno mi się poprawił, zaczęłam robić mniej błędów. W sumie to co jakiś czas mam dłuższe lub krótsze przerwy od czytania i wtedy zauważam chociażby w krótkich opowiadaniach, które pisze, jak błyskawicznie tracę zdolność w miarę spójnego tworzenia zdań. Wtedy wszystko jest takie kanciaste jakieś. Czytanie zdecydowanie duuuużo daje.
    A historia z bratem prześmieszna ;) Sama wiem jak to potrafi irytować... Czasem, gdy przez kilka godzin czegoś szukam w domu i już planuję się poddać to moja młodsza siostra (sześć lat) potrafi podejść po pierwszej szafki i wyjąć z niej to czego tak zawzięcie szukałam i podać mi to z miną zdegustowanej hrabiny -,-

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. O rany, ciekawa historia :D Zachęcanie do czytania poprzez własne doświadczenie jest o wiele lepsze niż wymienianie zalet sięgania po książki. W swoim krótkim życiu byłam świadkiem, jak nuda może sprawić, że zaczyna się czytać. Na wakacjach mój kuzyn nudził się bez internetu (wiocha nad wiochy, nawet internetu nie ma, no ale jeśli komuś to przeszkadza, to trudno ;) Jeżdżę tam, bo można odpocząć od życia :D), więc po kilku dniach sięgnął po książkę - i to w dodatku paranormalne romansidło dla dziewczynek, bo "Mroczne serce. Przeznaczeni" XD Niestety w jego przypadku miłość do książek zaczęła się na pierwszej stronie, a skończyła tylko na dziewięćdziesiątej XD
    Ludzie, czytanie nie boli! :D
    Też przeżywam ten czas, kiedy rodzice narzekają, że dużo czytam. "Znowu czytasz? Może dałabyś sobie spokój?". Nie czytasz - źle, czytasz dużo - też źle XD No ale nie od dziś wiadomo, że książki są jak narkotyki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Twój brat przypomina mi moich bratanków - lektura to dla nich najgorsza kara. Naprawdę nie potrafię sobie wyobrazić, co mogłoby zmienić ten stan rzeczy, skoro w domu nie ma dobrego przykładu. Harry Potter też nie ma szans (bo przecież już to zekranizowali), ewentualnie Dziennik cwaniaczka. Przykre - także w stosunku do naszych rządzących, bo myślę, że gdyby czytali, to może poszerzyliby horyzonty, jak piszesz i nie mieliby takich idiotycznych pomysłów... Byleby tylko nie wpadli na pomysł zorganizowania igrzysk śmierci...

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak ja się cieszę, że w mojej rodzinie wszyscy czytają i generalnie nikogo nie trzeba do tego namawiać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hhaha, świetny post :D Jestem ciekawa czy Twój brat, wie, ze jest o nim wpis xD

    http://po-uszy-w-ksiazkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze, że jest taka seria jak "Harry Potter". Aż strach pomyśleć o ile mniej czytających ludzi byłoby na świecie, gdyby nie trójka czarodziejów :-)
    Moja siostra zawsze pisała ładne wypracowania. Bez polotu zupełnie, ale ładne i to nauczycielom zwykle wystarczało na dobrą ocenę. Od czasu do czasu coś przeczyta, ale to tak ze dwie książki na rok i tylko dzięki mnie (jestem z tego dumna). Ale tak jak mówisz - ważne, że w ogóle!

    OdpowiedzUsuń
  12. A pewnie że warto! Świetny wpis, z humorem o poważnych sprawach. Dobrze, że brat się wyrobił - ale pomyśl, gdyby mu jednak urosła druga głowa, mógłby jedną czytać a drugą tworzyć nowe opowiadania jednocześnie...! :P Ale w sumie to wiesz... JAK TO MOŻLIWE ZE NIE CZYTAŁAŚ JESZCZE "OJCA CHRZESTNEGO"?!

    OdpowiedzUsuń
  13. Pocieszyłaś mnie, może na moją córę jeszcze przyjdzie czas. Póki co doskonali warsztat i nie jest to łatwa sztuka.

    OdpowiedzUsuń