Szukając Alaski

16:10:00

Nie jest łatwo być nastolatkiem. Człowiek się buntuje, szuka przygód, chce coś przeżyć, z niczym się nie liczy. Nawet ja, na ogół osoba dość spokojna, w tych mrocznych czasach zaliczyłam kilka szalonych imprez, alkoholowo-tytoniowych spędów, nocnych wycieczek, podczas których moja mama widziała już prawdopodobnie mój mózg spływający do studzienek kanalizacyjnych na którejś z głównych ulic miasta, a nawet spotkań bliskiego stopnia ze stróżami prawa. Zdarzyło mi się też włamać do opuszczonej leśniczówki, pilnować kumpla wymiotującego do kosza na śmieci przy stacji benzynowej czy zapoznać się z jednorękim bandytą w klubie, do którego w ogóle nie powinnam zostać wpuszczona. 

Miles, podobnie jak ja kiedyś, szuka własnego Ja. Decyduje się na szkołę z internatem, bo chce coś w swoim nudnym życiu zmienić. Chce coś przeżyć. Chce znaleźć przyjaciół. I znajduje - Pułkownika, swojego współlokatora, Alaskę, najseksowniejszą dziewczynę pod słońcem oraz Takumiego i Larę. To dzięki nim poznaje uroki nastoletniego żywota - alkohol, papierosy, seks, wycinanie numerów. Brzmi dość przerażająco, ale trzeba przyznać, że wszyscy oni nie są przy tym grupką bezmózgich młodzików, dla których nie ma nic ważniejszego niż dobra zabawa, najchętniej tu i teraz. Dużo czytają, uczą się, jeszcze więcej myślą. Mają głowy pełne pomysłów, wyrzutów sumienia i trudnych pytań. Są głupi, owszem, ale w taki typowy dla ich wieku sposób. W taki trochę filozoficzny. 

Długo zastanawiałam się o co chodzi z tym całym Johnem Greenem. Facet wyskoczył jak królik z kapelusza i pisząc młodzieżówki zdobył uznanie wśród krytyków literackich na całym świecie. Trochę mi się kłóciło jedno z drugim - młodzieżówka i pozytywne recenzje krytyków. Przecież to prawie tak, jakby typowa amerykańska komedia romantyczna zdobyła Oscara dla najlepszego filmu. Gdzie tu sens? Myślę, że strasznie się zawirusowałam różnymi Zmierzchami, Akademiami wampirów i innymi Pamiętnikami księżniczek. Zapomniałam, że książki o nastolatkach mogą jeszcze nieść ze sobą jakieś przesłanie, mogą zmuszać do refleksji, mogą działać na psychikę. 

A pomijając na chwilę kwestie merytoryczne, muszę też dorzucić, że wydawnictwo Bukowy Las wykonało fantastyczną pracę z okładką. Nie tylko tej książki, ale też wcześniej wydanych przez siebie pozycji Greena. Szata graficzna całej autorskiej serii jest po prostu genialna. GE-NIAL-NA. Nie mam pojęcia kto ją wykonał, nie obchodzi mnie czy została skądś zerżnięta czy może grafik miał wizję we śnie - fakt jest faktem. Okładki wymiatają i nie mogą się równać z żadnymi wydaniami zagranicznymi, które do tej pory udało mi się obejrzeć. Moje oczy dawno już nie widziały nic tak ładnego i tak idealnie pasującego do książki.

Podsumowując - nie powiem wam, że to najlepsza lektura, jaką w życiu czytałam. Nie powiem wam nawet, że to najlepsza lektura, jaką przeczytałam w tym roku. Nie dodam też, że ta pozycja zmieniła moje życie i sprawiła, że stałam się lepszym człowiekiem. Nie. Nic z tych rzeczy. Powiem wam za to, że już wiem o co chodzi z tym Greenem. I że już rozumiem jego fenomen. I że to nie było moje ostatnie z nim spotkanie, bo gość jest dobry. Po prostu.

John Green: Szukając Alaski. Bukowy Las, 2013. 

Szukając Alaski [John Green]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Możesz przeczytać też:

10 komentarze

  1. Green jeszcze przede mną, ale miałam podobne odczucia wobec literatury młodzieżowej. Myślałam, że to już nie dla mnie i nic wartościowego dla siebie nie znajdę. Jednak przeczytałam kilka pozycji i mogę powiedzieć, że powoli się przekonuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam "Gwiazd naszych wina" i też sądzę, że Green ma coś w sobie. I tę pozycję muszę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie tą powieścią na kolana nie powalił, odczułam, że to jednak książka dla dzieciaków, ale "Gwiazd naszych wina" była genialna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bo z Greenem tak właśnie jest. I najlepiej czytać jego książki w kolejności "Szukając Alaski" -> "Gwiazd naszych wina" -> "Papierowe miasta". Jego debiut ma udowodnić, że autor potrafi pisać dobrze. GNW zmienia życie, a przynajmniej podejście do pewnych spraw. "Papierowe miasta" natomiast, utwierdzają tylko w przekonaniu, że jego książki naprawdę chwytają za serce. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wstęp mnie totalnie rozwalił :D Ogólnie cała recenzja świetna, aż przyjemnie się czyta, z nieodłącznym uśmiechem na twarzy! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi brakuje tylko tej jednej książki tego autora. Papierowe Miasta przeczytałam (i niedawno zrecenzowałam na blogu) - książka na prawdę dobra, ale spodziewałam się więcej. Gwiazd naszych wina czeka na przeczytanie - mam nadzieję, że spodoba mi się bardziej nić PM. A Szukając Alaski właśnie zamówiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna lektura, a Green jest mistrzem w swoim fachu

    OdpowiedzUsuń
  8. No, no - niegrzeczna Karriba;) Książki jeszcze nie czytałam, ale wiele o niej czytam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka czeka na półce, niebawem się przekonam, czy to kolejna świetna pozycja Greena :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zabrzmiało to tak, jakby ta szkoła z internatem była źródłem niesamowitych przeżyć tak z miejsca;) Mieszkałam w internacie swoją drogą ;) Do "nastoletnich" książek zawsze warto sięgnąć, może ją przeczytam, jak mi kiedyś wpadnie w ręce.

    OdpowiedzUsuń