Shirley

17:08:00

Źródło
Jakimś cudem pochłaniam ostatnio więcej książek, niż jestem w stanie tu opisać. Połowę z nich można co prawda określić mianem literatury śmieciowej, ale fakt faktem: zaczytałam się. Na przykład takiej Shirley w ogóle nie planowałam, ale poszłam do biblioteki w roli towarzysza-przewodnika, rzuciła mi się w oczy i bach, po sprawie. Przywlokłam do mieszkania. 

Najstarszą pannę Brontë miałam już przyjemność poznać. Zdarzyło się to przy okazji Dziwnych losów Jane Eyre. Wtedy byłam zachwycona, a komplementy wyrzucałam z siebie z siłą kopnięcia słynnego niegdyś piłkarza, Roberto Carlosa. Książka tak mnie urzekła, że niemal zapomniałam o zaplanowanym wyjeździe do stolicy. Tym razem moje uczucia nie są aż tak rozbuchane, a umysł pozostaje w dość przyzwoitej kondycji. 

Głównymi bohaterkami drugiej powieści w dorobku angielskiej pisarki są dwie młode pannice - Caroline i tytułowa Shirley. Pierwsza jest stosunkowo ubogą bratanicą pastora z pewnej niezbyt imponującej parafii. Druga to jej świeżo upieczona, bogata przyjaciółka. Generalnie całą fabułę może chyba streścić taki oto łańcuszek: rzeczona Caroline od dawna buja się w pewnym fabrykancie z kłopotami, ów fabrykant rozważa zawarcie małżeństwa z dziedziczką sporej fortuny, którą jest oczywiście Shirley, a ta z kolei ma słabość do biednego guwernera swojego kuzyna, który to guwerner okazuje się być bratem fabrykanta. Można powiedzieć, że to taka Moda na sukces w wersji angielskiej. 

Jednak wbrew pozorom Shirley jest całkiem dobrą powieścią. Czyta się ją szybko, akcja toczy się - jak to mówią - wartko, historia wciąga, bohaterowie są ciekawi i zróżnicowani. Wszystko gra. Właściwie nie ma punktu, do którego mogłabym się przyczepić, więc książce mogę zarzucić tylko jedno - że jej tytuł nie zawiera nazwiska Eyre. Że nie porusza w taki sposób jak Jane Eyre. Że nie zapada w pamięć tak jak Jane Eyre. Że opisane w niej historie miłosne nie są w stanie strzaskać wnętrzności. Słowem: że nie jest Jane Eyre.

Tylko czy to by było sprawiedliwe, gdyby jednemu autorowi udało się napisać więcej niż jedno arcydzieło? Pewnie nie za bardzo. Porządek we wszechświecie musi być. 

Charlotte Brontë: Shirley. Wydawnictwo MG, 2011. 


Shirley - CYFROTEKA.PL

Możesz przeczytać też:

7 komentarze

  1. "Porządek we wszechświecie musi być" - dobrze powiedziane :)
    Ja to sobie obiecałam, że przeczytam wszystkie dzieła sióstr, także i na ten tytuł przyjdzie pora ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie dla mnie : ) Ostatnio ubolewam, bo moja chęć do czytania zdechła i nie pomaga jej nagły natłok obowiązków. A w horoskopie przestrzegali, żeby lepiej sobie czas i życie organizować....

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie to opisałaś :) tak czasem jest, że za bardzo chcemy, aby wszystkie książki jednego autora były tak samo doskonałe :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wczoraj podczas cotygodniowej wycieczki po empiku zwróciłam uwagę na tę książkę. Niestety, obecnie nie mogę sobie pozwolić na dokupowanie kolejnych książek, ale może kiedyś uda mi się dostać ,,Shirley".

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam jeszcze Shirley. Ale zaciekawiło mnie określenie użyte przez Ciebie "literatura śmieciowa". Co przez nią rozumiesz?

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę w końcu zabrać się za wszystkie książki sióstr Bronte.

    OdpowiedzUsuń