Mroczna wieża

15:51:00

Przyznaję, że nigdy nie byłam jakąś wielką fanką Lewisa. Przeczytałam dwa pierwsze tomy jego słynnych Opowieści z Narnii (1,2) i na tym (póki co) moja przygoda z jego twórczością się zakończyła. To znaczy prawie się zakończyła, bo dzisiaj będzie o Mrocznej Wieży, na której egzemplarzach ewidentnie widnieje jego nazwisko. 

Zacznijmy od tego, że książka bardzo ładnie prezentuje się na półce, bo jest "zgrabna" i ma naprawdę niezłą okładkę w pięknym odcieniu koloru niebieskiego. Co więcej, tłumaczenie zostało wykonane przez (jeśli mnie szósty zmysł nie zawodzi) Saszę Hady, którą niektórzy mogą kojarzyć z serii kryminałów o Alfredzie Bendelinie. Treść też wcale nie prezentuje się najgorzej, choć czytając momentami czułam się, jakbym siedziała na wykładzie z fizyki... a wiecie, od fizyki to ja w szkole wolałam tylko chemię. Facet od fizyki przynajmniej mnie nie kojarzył, a pani od chemii owszem. A są tylko dwa powody dla których nauczyciel może (wcale sobie tego nie życząc) zapamiętać twoje imię -  albo jesteś cholernie dobry, albo... wręcz przeciwnie. No cóż, ja nie byłam ta cholernie dobra. Ale wracając do tematu książki - generalnie więc wydaje się, że wszystko powinno być w porządku. 

Ale nie jest. Bo ta książka nie została skończona. Mało tego - ona nie została nawet porządnie rozpoczęta! Można jedynie stwierdzić, że traktuje o podróżach w czasie. Otwierasz, zaczynasz się trochę wkręcać, zastanawiać co będzie dalej i nagle okazuje się, że nikt nie wie co byłoby dalej, gdyby w ogóle było. Najprawdziwszy w świecie czytelniczy koszmar. To tak jakby ktoś zaprosił cię na uroczystą kolację, posadził na najlepszym miejscu przy stole, zaprezentował pyszny obiad z pięciu dań do wyboru, kartę z cudownymi deserami i zestaw kolorowych drinków z palemką, po czym pozwolił zjeść tylko przystawkę i popić ją kompotem. To już lepiej, żeby cię w ogóle nie zapraszał, czyż nie?

Po co wydawać książki, które mają tylko pierwsze dwa czy trzy rozdziały? Po co to robić? Dla pieniędzy? Zapewne, bo raczej nie dla poszanowania nazwiska autora. To co Lewis napisał i wydał to jego - good for him, chciałoby się rzec. Ale po co szperać w jego notatkach i wygrzebywać z nich jakieś skrawki twórczości, o której on sam prawdopodobnie zapomniał i której, co bardzo możliwe, nawet nie chciał widzieć w księgarniach? 

Wierni fani Lewisa będą pewnie usatysfakcjonowani, cała reszta... nie wiem. 

C.S. Lewis: Mroczna wieża. Wydawnictwo Esprit, 2013. 

Możesz przeczytać też:

5 komentarze

  1. Wydawnictwa potrzebują zysków. Stąd takie wydania :) Również przeczytałem "Opowieści z Narnii" i jak na razie to byłoby na tyle jeśli chodzi o moją znajomość książek Lewisa. Po tą pozycję, mimo interesującego tytułu, chyba nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja raczej się nie skusze - w ogóle nie czuje chęci poznania tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam już kilka pozytywnych opinii o tej książce, a tu... lekkie zaskoczenie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam Opowieści z Narnii i chwile poświęcone tym książkom naprawdę miło wspominam ale nic innego Lewisa nie czytałam i póki co to się nie zmieni bo ta pozycja raczej nie spodobałaby mi się. Nie lubię, czytając książkę czuć, że historia nie została dopracowana.

    OdpowiedzUsuń
  5. Może kiedyś sięgnę, kiedyś... Nie jest to książka z którą teraz spędziłabym miło czas, ale za rok pewnie tak :)

    OdpowiedzUsuń