W zemście i w miłości ko­bieta jest większym bar­barzyńcą niż mężczyzna...

17:04:00

Źródło
... powiedział kiedyś Fryderyk Nietzsche i jak rzadko kiedy miał rację. 

Dzisiaj bowiem o książce, która każe wątpić w sens jakichkolwiek związków międzyludzkich, instytucji małżeństwa oraz istnienia człowieka w ogóle. O lekturze, która pozostawia czytelnika z syndromem tzw. zrytego umysłu. O słynnym jak pies Pawłowa dziedzictwie rosyjskiej literatury, które pokazuje jak destrukcyjnym i tragicznym uczuciem potrafi być miłość. Zwłaszcza ta niezrozumiała, niechciana i kompletnie szalona. Ladies and Gentelmen, oto ona - Anna Karenina

Lew Tołstoj ubrał swoje opasłe tomisko w strojne szaty, przyjemną dla oka powierzchowność i bardzo miły, rozsądny charakter. Anna urzekła mnie już na samym początku całej opowieści. Wprowadziła spokój do domu swojego brata, któremu zdarzyło się zdradzić żonę. Zdawała się być jedyną normalną osobą w tym okropnie pogmatwanym, rosyjskim społeczeństwie. Uśmiechnięta, przepadająca za własnym synem, szanująca swojego męża - człowieka uważanego, porządnego, choć specyficznego. Wszystko to sprawiło, że miałam ochotę wykrzyknąć: Boże, zachowaj rosyjską literaturę! 

Niewiele brakowało, a podobnym odruchem strzeliłabym sobie w stopę. Ledwie skończyły się moje zachwyty nad Anną, a już na scenę wkroczył hrabia Wroński. On i jego białe zęby oraz domniemany urok osobisty. Postać zupełnie nieokreślona - ani dobra, ani zła. Bez jakichkolwiek większych ambicji czy planów. Bliżej niezdefiniowana. Właściwie... nijaka. I właśnie ta postać burzy cały wybudowany przeze mnie obraz Anny. Najpierw serwuje mu półobrót w stylu Chucka, potem cios wibrującej pięści Bruce'a Lee, a następnie dokłada jeszcze tradycyjne "kopię gdzie popadnie" i mur pada. Na koniec, dla pewności, resztki dokładnie wdeptuje w ziemię.

Dobrze, dobrze - nie krzyczcie - wiem przecież o czym jest ta historia. Wiem, że to musiało się zdarzyć, bo po prostu w tym cała rzecz. Ale czy naprawdę to zabójcze tempo było niezbędne? Sto stron i już? Żadnej większej próby walki z niechcianym uczuciem? Z nieprzyzwoitym uczuciem? Z uczuciem, w imię którego trzeba było poświęcić honor, przyjaciół i najukochańszego syna? 

Anna nie chciała, nie chciała, nie chciała, a potem nagle zechciała. Wszystko co wydarzyło się później to już zwykła musztarda po obiedzie. Problem z mężem, brak możliwości widywania się z dzieckiem, zazdrość o Wrońskiego, która zresztą przerodziła się szybko w coś, czego nie można nazwać inaczej jak tylko chorobą, przerażającą psychozą, kompletnym zawirusowaniem mózgu serca. 

Dużo ciekawiej na tle Anny, Wrońskiego i Karenina przedstawia się historia Kitty i Lewina. To uczucie rozwijało się powoli, było delikatniejsze, subtelniejsze, zwyczajnie zdrowsze, a przez to chyba jakieś takie ładniejsze. 

Inna sprawa, że faceci całkiem inaczej piszą o tym najważniejszym (jak głoszą legendy) z uczuć. Ich miłość jest właściwie chłodna, wcale nie romantyczna i bardzo rzeczowa. Jakiś czas temu podejrzewałam głośno, że Francis Scott Fitzgerald podczas tworzenia Wielkiego Gatsby'ego był pod wpływem promila albo dwóch. W przypadku Tołstoja odniosłam wrażenie, że stało się zupełnie odwrotnie - autor był wręcz zatrważająco trzeźwy. 

No cóż, najwidoczniej tak to już jest - miłość wykańcza, doprowadza do obłędu, jest niezdrowa, zabija. Życie...

7/10

Lew Tołstoj: Anna Karenina. Wydawnictwo Znak, 2012. 


Anna Karenina - CYFROTEKA.PL

Możesz przeczytać też:

17 komentarze

  1. Co myślisz o panu Kareninie? Polubiłaś go? Bo ja bardzo. Dla mnie taki typ mężczyzny jest w jakiś sposób interesujący, jak to mówi Szczygieł "nie ulega przymusowi podobania się" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, nasz gust odnośnie facetów jest zdecydowanie podobny - już po pierwszym wypowiedzianym przez Karenina zdaniu wiedziałam, że polubię go bardziej niż Wrońskiego ;)

      Usuń
    2. a jak już po lekturze doszła mi do niego wizualizacja Juda Law, to całkiem można zacząć się rozpływać :D

      Usuń
  2. Z pewnością kiedyś przeczytam, ale póki co nie ciągnie mnie do klasyki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam tę książkę. Bardzo ładne wydanie, ale coś nie mogę skończyć jej czytać od kilku miesięcy ;|

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne jest to wydanie, oglądałam tylko film, nie wiem czy na książkę znajdę na razie czas ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Od lat dwa tomy Anny Kareniny stoją na mojej półce i jak dotąd nie przeczytane - wstyd, mam nadzieję że to nadrobię.

    OdpowiedzUsuń
  6. Rodzice, ciotki itd. zawsze mówili mi, że to najpiękniejsza książka jaką czytali przez co bardzo chciałam ją przeczytać. Nie zrobiłam tego, bo wśród moich rówieśników entuzjazm nie był tak duży i większość mi ją odradzała. Po Twojej recenzji wróciłam do punktu wyjścia i nadal nie wiem co zrobić :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie bardzo zachwyciła: Anna Karenina. Choć żałuję, że skończyła się tak jak się skończyła :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam w planach, ale na pierwszy ogień jeśli chodzi o klasykę, zamierzam wziąć "Wichrowe wzgórza" ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Film widziałam, do książki to mam nadzieję że ją przeczytam w najbliższym czasie. W końcu klasykę wypada znać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeszcze nie czytałem, ale lubuję się w literaturze rosyjskiej, więc prędzej czy później sięgną po t, bądź co bądź klasykę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zabijająca miłość, mój ulubiony temat. ;-) Kolejna książka z gatunku "muszę przeczytać".

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak tylko skończę ,,Biesy" natychmiast zabiorę się za ,,Annę Kareninę". Porównamy wrażenia:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam na czytniku, czeka na swoją kolej :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam tę książkę dwa lata temu (filmu nadal nie, bo uważam, że obsada jest beznadziejna). I niestety nie zgodziłabym się z Twoja opinią o niej :)
    Akurat jako miłośniczka rosyjskiej literatury uwielbiam Tołstoja. Dobra, "Anna Karenina" to pozycja, która porusza wątek miłości nierzeczywistej i bardzo gwałtownej. Sama Anna zachowuje się jak wariatka, i jak napisałaś: nie chce, nie chce i potem chce. To jedno albo drugie. Z drugiej strony o to właśnie chodzi. Przecież sama powieść została napisana kupę lat temu i jakby popatrzeć na twór Jane Austen "Duma i uprzedzenie" gdzie miłość jest słodka, cały świat się rozpływa, to akurat w "Annie..." jest ona kompletnie inna. Zresztą, tak jak w innych tworach rosyjskich pisarzy.

    OdpowiedzUsuń