Hoy más que nunca, Sergio

16:36:00

Moje kompletne opętanie lekkie zauroczenie postacią Sergio Ramosa nie jest zbyt wielką tajemnicą. Właściwie to wie o nim chyba pół świata. Podejrzewam, że nawet w Trynidadzie i Tobago oraz na Wyspach Owczych znajdzie się ktoś, kto o nim słyszał. Wobec tego nikogo raczej nie mógł zaskoczyć fakt, że tuż po premierze biografii Sergio wybrałam się do Empiku, skoncentrowanym na swym celu wzrokiem zlokalizowałam książkę, zabrałam ją z półki nie zerkając nawet na cenę i ruchem jednostajnie przyspieszonym udałam się do kasy. Miłość, ot co. 

Nie mam zielonego (ani żadnego innego) pojęcia kim jest facet, który się za napisanie tych dwustu stron zabrał i nawet nie za bardzo mam ochotę wiedzieć. Pewnie to jakiś hiszpański dziennikarz, który postanowił sobie dorobić. Whateva.

Zdziwiłabym się bardzo gdyby mnie, wierną fankę, jakieś informacje zawarte w tej książce porządnie zaskoczyły. Grał w Sevilli, potem w Realu. Dwukrotny Mistrz Europy, Mistrz Świata. Ma dwójkę starszego rodzeństwa, lubi flamenco i kilka innych, dziwnych rzeczy. Trafiło się tylko parę ciekawostek, o których nigdy wcześniej nie słyszałam, ale w sumie na nic więcej nie liczyłam, więc nie mogę powiedzieć, że mnie ten fakt jakoś szczególnie rozczarował. 

Przeczytanie tej książki zajęło mi zaledwie dwie godziny, a i tak robiłam sobie przerwy na zaznaczanie co ciekawszych fragmentów. To zaledwie dwieście stron, a litery na nich są tak wielkie, że można je czytać z odległości, z której normalnie ogląda się telewizor. To zresztą znak rozpoznawczy większości biografii sportowych na naszym rynku. Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale takie są fakty. Rozczaruje się też ten, kto liczy na dogłębnie przeprowadzone studium przypadku Ramosa. To raczej pobieżnie napisany referacik, bardziej przypominający laurkę niż rzetelną biografię. 

Owszem, autor wspomina, że Sergio jest mistrzem w zbieraniu czerwonych kartek, przypomina też o tych nieszczęsnych karnych - jednym koncertowo wykopanym w przestrzeń kosmiczną, czego Internet prawdopodobnie nigdy mu nie zapomni oraz drugim, strzelonym z tak stoickim spokojem, że sami stoicy łapali się za głowę. Jednak wszystko to opisane jest w stylu po prostu kronikarskim. Żadnej większej próby analizy, próby wejścia w głowę zawodnika. Ot, zdarzyło się i już. 

To nie dość rzeczy, które mnie zdenerwowały. Kolejną jest tłumaczenie, a raczej samo posługiwanie się polszczyzną przez tłumacza bądź jakiegoś korektora. Ja wiem, też chodziłam na kulturę języka. Rozumiem, że imiona obcego pochodzenia się odmienia, ale w tym przypadku jawnie będę jednak namawiała do popełniania świadomych błędów. Sergiem Ramosem, Sergia Ramosa... seriously? Skoro już panowie Szpakowski, Borek czy mistrz Orłowski uparli się nie odmieniać tego imienia i przeciętny kibic się do tego przyzwyczaił, to nie stawiajmy świata na głowie, co? Bardzo proszę. Moja najlepsza przyjaciółka po przeczytaniu o Sergiu Ramosie śmiała się przez prawie siedem minut bez przerwy. Nie była w stanie powiedzieć ani słowa. Ja też, bo śmiech wywołuje śmiech. Tłumacz lub korektor (nie wiem kto konkretnie jest odpowiedzialny za te kwiatki) musi mieć pewną wiedzę ogólną. W tym przypadku wystarczyło obejrzeć jeden czy dwa mecze z udziałem tego piłkarza.

Na pewno jednak warto pochwalić polskiego wydawcę za uzupełnienie książki o aktualne informacje. Nie ma nic gorszego od czytania takiej pozycji ze świadomością, że to wszystko jest jakieś nieświeże. I że zawodnik od czasu wydania tej biografii zdążył już dwa razy zmienić klub. Oczywiście sam pomysł wydawania biografii piłkarzy, którzy jeszcze grają i pewnie przez najbliższych parę lat będą grali jest dość kontrowersyjny. Pisze się to szybko, na kolanie albo podczas oglądania jakiegoś filmowego super hitu na DVD, co chwila przegryzając chipsem i popijając colą. Zawodnicy są na szczycie, to i książka się sprzeda. Bo kto będzie o nich pamiętał, kiedy przejdą na emeryturę?

Mimo tego wszystkiego polecam tę lekturę fanom Sergio, Realu i reprezentacji Hiszpanii, jednak z tym jednym zastrzeżeniem, że nie jest ona idealna. Do ideału sporo jej brakuje, ale na kolekcjonerskiej półce będzie wyglądała całkiem nieźle.

7/10 (tylko za sam fakt wydania przez Pascala tej książki)

Pepe Garcia-Carpintero: Sergio Ramos. Pascal, 2013.

Możesz przeczytać też:

10 komentarze

  1. Ach widzisz, ja SergiO Ramosa nie lubię, tak mi jakoś za bardzo cwany się wydaje, ale chwytam wszystko, co dotyczy Realu, wiec nawet taką biografię chętnie bym przeczytała, mimo że do ideału jej daleko :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja nie lubię tego gościa :P Chyba najbardziej z Realu :) Ale książki o piłkarzach zawsze się miło czyta, może kiedyś wpadnie w moje ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam: Sergio i pomyślałam od razu: Agüero. ;) Ja akurat jestem fanką tego osobnika a raczej jego urdy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem to doskonale - od zawsze jest w moim Top 3 :)

      Usuń
  4. Nie czytałam i raczej nie przeczytam :) aleee... na pewno zakupię książkę bratu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie, nie to kompletnie nie dla mnie. Tematyka ej tej książki leży poza moim kołem zainteresowań.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie podsumowane ;))) Wiadomo, że biografie różnych Ramosów, Messich i Casillasów pisze się tylko po to, żeby zarobić kasssę. Jakby jeszcze mało zarabiali. Ciekawe czemu biografii nie wydają włoscy piłkarze (poza del Piero).

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba na facebooku widziałam to zdjęcie :D Fajny pomysł i widać, że książka Ci się podobała.

    OdpowiedzUsuń