Wsi wesoła, wsi spokojna

16:22:00

Brukowane uliczki, cisza, las, rowery droższe od przeciętnego samochodu, samochody droższe od przeciętnego domu, domy, na które patrząc zastanawiasz się czy są jeszcze willami czy już pałacami, malutkie działki warte więcej niż mieszkanie w centrum dużego miasta... ot i dzisiejsza wieś. Tak modna, że aż prawie mainstreamowa. 

Teresa Oleś-Owczarkowa wychowała się w Blanowicach, miejscowości położonej nieopodal Zawiercia. Wtedy była to wioska w pełni odpowiadająca wyobrażeniom o typowej polskiej wsi. Rzeka była strugą, wesela robiło się w remizach strażackich, lud trudnił się ciężką pracą na roli, wódka często lała się strumieniami, a za zabudowaniami krytymi strzechą ciągnął się najprawdziwszy na świecie wygon. 

Autorka z autentycznym rozrzewnieniem wspomina te czasy. Myślę, że w dużej mierze jest to spowodowane faktem, że własne dzieciństwo zazwyczaj darzy się sporym sentymentem. Ja do swojego mam podobny stosunek. Zwłaszcza, że również wychowałam się w małej miejscowości, w pewnym stopniu podobnej nawet do Blanowic. Z tą tylko różnicą, że lata dziewięćdziesiąte to już dość ucywilizowane czasy. Może nie w każdym domu, ale w prawie każdym - w tym u moich rodziców i dziadków, takie oczywiste "dobra" jak telewizor i łazienka były dostępne odkąd pamiętam i naprawdę nie wiem jak niektórzy ludzie mogą do dzisiaj żyć bez własnego prysznica czy pralki automatycznej...

W każdym razie warto poczytać o tym co było, bo obawiam się, że to już nie wróci. Moja rodzinna miejscowość to dzisiaj miejsce podziwiane i pożądane. Podejrzewam, że podobnie jest z jej siostrami i braćmi z innych rejonów Polski. Położona piętnaście czy dwadzieścia minut drogi samochodem od 30-tysięcznego miasta z takimi bezcennymi przybytkami jak Tesco, Kaufland, Mrówka, Rossmann i dość prestiżowe (jeśli można w ogóle użyć takiego słowa) liceum. Wokół niej roztacza się równe dziewięć kilometrów zielonego lasu (w każdą stronę), a ulicą przejeżdża średnio pół samochodu na godzinę. Nie ma tygodnia, w którym ktoś nie pytałby o możliwość kupienia tam działki. Nikt nie pamięta już, że ludzie mieszkający na wsi byli przecież jeszcze do niedawna traktowani z dystansem, stereotypowo, że życie na odludziu i bycie rolnikiem było czymś, czego należało się wstydzić. Dzisiaj "małych" gospodarstw rolnych już nie ma. Większość ludzi pracuje w pobliskim mieście, a ci którzy zdecydowali się zostać, zajęli się pracą w polu na poważnie: mają setki hektarów tytoniu, kilkudziesięciu pracowników i trzy traktory wielkości średniego czołga. Brakuje im tylko czasu na objechanie świata, na które stać ich bez dziesięciu lat oszczędzania. 

"Mrówki w płonącym ognisku" to nie jest książka z akcją, porywająca od pierwszej strony i trzymająca w napięciu do ostatniej. To typowy zbiór nietypowych (lub inaczej: mało popularnych) wspomnień o dawnej polskiej wsi. Bardzo fajna lektura, która jest ponoć "metaforą symbolicznego obrazu życia na Ziemi". Nie chcę się zagłębiać w ten akurat aspekt, bo mimo że całkiem mądrze napisany, to jednak mało dla mnie interesujący. Przede wszystkim polecam tę lekturę ze względu na opisane tam wiejskie historie. Prawdopodobnie komuś, kto w swoim dotychczasowym istnieniu nie miał nic wspólnego z żadną wioską, nie przypadnie ona do gustu. Sprawa ma się bardzo podobnie jak ze zrozumieniem fenomenu np. "Rancza" czy filmów "U Pana Boga za piecem" albo "Sprawa się rypła". Po prostu trzeba mieć pewną "wiedzę wyjściową". Jednak wszyscy, którzy widzieli w życiu krowę, powinni zapałać sympatią do tej książki... :)

7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu M

Teresa Oleś-Owczarkowa: Mrówki w płonącym ognisku. Wydawnictwo M, 2013.

Możesz przeczytać też:

10 komentarze

  1. Od razu po przeczytaniu tytułu posta wiedziałam o jaką ksiązkę chodzi, bo takie skojarzenie od razu nasunęło mi się po lekturze :). Oceniam książkę pozytywnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiejskie historie wnoszą zawsze taki sielankowy nastrój, chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytam z pewnością, to coś dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. takich opowieści z dawnych wiejskich czasów nasłuchałam, tak więc już raczej nie będę czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Już po tytule wiedziałam, że mogę się spodziewać tej pozycji. Na mnie zrobiła spore wrażenie! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiele pozytywów płynie z tej książki, tyle pozytywnych recenzji, ale jakoś ona mnie nie przekonuje :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też raczej do niej nie sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem w połowie jej czytania :) Mam podobne odczucia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem już po lekturze tej książki. Bardzo sentymentalna, wywołuje wspomnienia i tęsknotę.

    OdpowiedzUsuń
  10. coś mi się wydaje, że książka mogłaby mi się spodobać, w końcu krowę nie raz widziałam :)

    OdpowiedzUsuń