Oh ah Cantona

15:38:00


Nie jest chyba wielką tajemnicą moja nieustająca fascynacja ekscentrycznymi charakterami. Tacy ludzie przyciągają mnie jak magnes. Uwielbiam ich oglądać, słuchać, czytać o nich. Im ktoś jest bardziej bezczelny i wyróżniający się z tłumu, tym moje zainteresowanie nim jest większe. Być może odpalanie fajerwerek w łazience nie jest najmądrzejszym pomysłem w historii świata. Być może jeżdżenie samochodem bez prawa jazdy i podawanie się podczas kontroli za swojego czarnoskórego kolegę z drużyny również. Być może wreszcie noszenie fryzury, która swoją wyskokością względną przewyższa paryską Wieżę Eiffla niektórych szokuje. Albo podróżowanie pociągiem w ten sposób. Nie wiem. Mnie to tylko bawi. Piłkarze chyba nigdy nie byli uznawani za inteligentów chwalących się na prawo i lewo tytułami lordów. Kojarzą się raczej z metroseksualnym wyglądem, licznymi porsche w garażach, długonogimi blondynkami przy boku oraz tańczeniem moonwalka po zdobyciu ligowego tytułu mistrzowskiego. Ale wbrew pozorom ekscentrycy w piłce nożnej nie pojawili się w dwudziestym pierwszym wieku. Dowodem na to jest istnienie Erica Cantony - buntownika, który został królem.

Philippe Auclair, autor jego biografii, to francuski dziennikarz. Na wieść o tym nikt raczej zaszokowany nie złapie się za serce. Większość tego typu książek powstaje przy udziale żurnalistów. To wygodny układ - zawodnik dostaje lekturę opiewającą jego talent przy minimalnym lub żadnym wysiłku, a pismak może sobie dorobić drukując nazwisko na popularnej pozycji. Same plusy.

Z bólem wyznaję, że nie pamiętam Cantony z boiska. Kiedy on niespodziewanie kończył karierę, ja zaczynałam naukę w podstawówce. Znałam go głównie ze świetnych filmików z cyklu Joga Bonito, wypuszczanych na rynek przez firmę Nike. Zapytałam więc tatę z czym mu się kojarzy Eric. Odpowiedział, że z piłkarzem niepokornym. Mój brat z kolei zwrócił uwagę na wiecznie postawiony kołnierzyk jego koszulki - znak rozpoznawczy Cantony. 

Zanim trafił do Manchesteru United błąkał się z klubu do klubu, głównie we Francji. Nigdzie nie mógł znaleźć swojego miejsca. Potrzebował zrozumienia, a przede wszystkim akceptacji dla swojego niewygodnego charakteru. Chciał czuć, że jego trenerzy stoją za nim murem. Bezwarunkowo. Dostał to dopiero od Alexa Fergusona i odpłacił mu za to swoją fantastyczną grą. 

Użyte w tytule słowo "buntownik" świetnie go opisuje. Nie jest najtragiczniejszą postacią światowego futbolu. Myślę, że na tym polu o lata świetlne wyprzedza go George Best i pewnie parę innych osób. Nie jest też nieodpowiedzialnym piłkarskim Piotrusiem Panem, bo gdzie mu chociażby do wyczynów Mario Balotellego? Jest właśnie typowym buntownikiem, dla którego jedyną słuszną drogą jest droga pod prąd. Często wbrew sobie samemu. 

Tak bardzo przyzwyczaiłam się do czytania biografii sportowych napisanych na kolanie, że zapomniałam jak to jest przeczytać naprawdę dobrą książkę tego typu. Z dużą ilością informacji, analiz, domysłów, prób zrozumienia tego co dzieje się w głowie jej bohatera. 

Brawa również dla Wydawnictwa Anakonda za opakowanie tej pozycji. Twarda okładka, śliskie strony, idealna czcionka. Nie mam zupełnie żadnych zastrzeżeń. 

Mogę polecić tę lekturę wszystkim fanom Erica, Manchesteru United oraz piłki nożnej w ogóle. Naprawdę warto.

8/10

Philippe Auclair: Cantona. Buntownik, który został królem. Anakonda, 2013.

Możesz przeczytać też:

8 komentarze

  1. Nie interesuję się piłką nożną, ale biografię człowieka z takim charakterem chętnie przeczytam (:

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie czytałam biografii żadnego sportowca, ale ten facet jest naprawdę intrygujący. Bunt w literaturze zawsze był czymś, co mnie ciekawiło : )

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam u siebie, mam! Samego Cantony oczywiście również nie pamiętam z boiska, ale krążą o nim legendy, trudno więc go nie kojarzyć. Bardzo zachęcił mnie fragment Twojej recenzji "Tak bardzo przyzwyczaiłam się do czytania biografii sportowych napisanych na kolanie(...)" - szykuję się więc na wyborną lekturę!

    OdpowiedzUsuń
  4. "Cantone" już od kilku miesięcy mam na półce, ale jakoś nie było kiedy się za niego zabrać :( I w najbliższej przyszłości także nie widzę dla niego czasu. Ale pewnie jak mnie najdzie, to przeczytam. Na chwilę obecną potrzebuje czegoś z fabułą po 7 biografiach i książkach wspomnieniowych z rzędu :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardziej interesuję się siatkówką, ale myślę, że nie zaszkodzi jak przeczytam coś z innej kategorii sportowej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie to jakoś nie kręci, tym razem - pas ;(

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety nie jestem fanką piłki nożnej, więc myślę, że to lektura nie dla mnie. Ale polecę ją mojemu kuzynowi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tym razem nie jestem fanką osoby o której jest książka, ale koledze lub bratu spokojnie mogłabym ją polecić :)

    OdpowiedzUsuń