Duchy, widzę duchy

19:14:00

Źródło: LubimyCzytac.pl
Kiedy byłam dzieckiem bałam się wielu rzeczy - pająków, węży, wielkich budowli, tuneli, mostów... Nigdy jednak nie przerażały mnie specjalnie cmentarze, historie o duchach ani egipskie ciemności. To nie było dla mnie. Problem stanowiło przejście pod wiaduktem, owszem, ale chodzenie obok domu w którym straszy? Nie, raczej nie. Z wiekiem moje zdrowe (jak sądzę) podejście do tych spraw gdzieś się ulotniło. Dzisiaj wizyta na cmentarzu nocą nie wydaje mi się już specjalnie atrakcyjna. Zwłaszcza biorąc pod uwagę możliwą rewizytę jego lokatorów. Wolę pająki, a po dłuższym zastanowieniu to chyba również węże. Tylko lęk przestrzeni został i od lat trwa dzielnie przy moim boku.

Wobec tego muszę przyznać, że niesamowicie współczuję Rose Hathaway, która w trzecim tomie serii "Akademia wampirów" zaczyna widzieć duchy. Na początek jednego - Masona, swojego kumpla. Potem większą ilość. Przychodzą do niej i ewidentnie czegoś oczekują. Panna Hathaway nie chce o tym nikomu mówić, bo boi się, że wszyscy w szkole uznają ją za wariatkę. Pewnie słusznie, ale... czy samemu będąc morojem lub dampirem powinno się dziwić istnieniu czegoś tak prozaicznego jak duchy? Według mnie zalatuje to lekko hipokryzją.

Na dodatek nagle okazuje się, że znany z pierwszej części Wiktor Daszkow nie został za swoje niecne czyny ukarany. Przebywa w więzieniu, gdzie ciągle czeka na proces. Odniosłam nieprzyjemne wrażenie, że autorce w pewnym momencie po prostu zabrakło pomysłu i postanowiła wskrzesić postać, o której czytelnik niemal zupełnie już zapomniał. Nie wiem co ten zabieg miał wnieść do całej fabuły. Jeśli rzeczywiście coś, to podczas lektury chyba przysnęłam, bo za tak zwane Chiny Ludowe nie mogę znaleźć w tym wszystkim sensu. 

Jakby jednak nie patrzeć, z tomu na tom ta historia robi się ciekawsza. Nie porywająca, nie powalająca - po prostu bardziej interesująca. Rose i Lisa niedługo skończą szkołę, Dymitr wreszcie zaczyna przejawiać nieco mniej cech rosyjskiej wersji "poker face", a zdecydowanie więcej typowo wschodniej pogody ducha i ciała, i to bez używania napojów wyskokowych w nieprzyzwoitych ilościach, z których to bez skrępowania oraz limitów korzysta inny kolega Rose, Adrian. 

Generalnie całość czyta się łatwo, miło i na ogół przyjemnie, więc mój mózg ciągle jest na wakacjach - oddycha głęboko i odpoczywa.

6/10

Poprzednie części:
Richelle Mead - "Akademia wampirów"
Richelle Mead - "W szponach mrozu"

Richelle Mead: Pocałunek cienia. Nasza Księgarnia, 2010. 

Możesz przeczytać też:

12 komentarze

  1. Czytałam kilka lat temu i niesamowicie podobała mi się ta seria o wampirach. W ogóle bardzo polubiłam tę pisarkę :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam pierwsze dwa tomy i niedługo pewnie się za nie zabiorę. Jestem ciekawa czy przypadną mi do gustu,
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie umiem się przekonać do tej serii.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś, już dawno czytałam pierwszy tom, który nie przypadł mi do gustu (:

    OdpowiedzUsuń
  5. Dam sobie spokój, przynajmniej na razie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam tej serii i na razie spasuje, bo mam co czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Byc moze kiedys przeczytam, bo nie zapowiada sie az tak zle.

    OdpowiedzUsuń
  8. Na razie nie mam w planach tej serii. Ale będę o niej pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie kojarzę i jakoś nie mam ochoty poznawać tej serii :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zakupiłam ostatnio całą serie i czeka aż się za nią zabiorę...

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam chyba alergię na książki i filmy o wampirach, swoją przygodę z nimi skończyłam na Wywiadzie z wampirem - film był dużo lepszy od książki.

    OdpowiedzUsuń